W zeszłym roku średnie wpływy ze sprzedaży biletów na polski film wyniosły aż 4 mln zł, czyli 169 proc. wartości osiąganej średnio przez krajowe i zagraniczne produkcje.
— Obserwujemy triumf frekwencyjny rodzimych produkcji. Choć spodziewaliśmy się dobrych wyników takich filmów, jak „Jesteś Bogiem” czy „W ciemności”, popularność tych tytułów przekroczyła oczekiwania. Pierwszy z nich miał oglądalność na poziomie ponadjedenastokrotnie wyższym niż roczna średnia, drugi — ponaddziewięciokrotnie.
To pokazuje, że Polski widz się zmienił. Szuka w kinie nie tylko rozrywki, nie boi się trudnych historii o otaczającym go świecie — mówi Tomasz Jagiełło, prezes sieci Helios.
Zdaniem branży, ten rok zapowiada się równie dobrze dla filmów spod flagi biało-czerwonej. „Bejbi Blues” w ciągu trzech dni wyświetlaniaobejrzało 130 tys. widzów. Kinomani zobaczą w tym roku także nowe filmy Andrzeja Wajdy, Wojciecha Smarzowskiego czy Juliusza Machulskiego.
— Rodzime produkcje pozytywnie zaskakują wynikami frekwencji. Co ciekawe, to stabilny trend, analogiczny do obserwowanego w przeszłości w innych europejskich krajach. Podobna sytuacja była np. we Francji. Sprzyja temu coraz wyższy poziom artystyczny polskich filmów — uważa Marek Palpuchowski, wiceprezes Heliosa.