Polskie koronczarki dziergają modę

Od bankructwa po Paris Fashion Week. Biznes koronczarski jest bardzo... delikatny. Branżę może rozruszać mały „przełom technologiczny”

Brzozów to jedna z kilku miejscowości uznawanych za koronkowe zagłębia. Tam działał największy producent koronek klockowych w Europie. Kiedyś państwowy, później — po kilku próbach sprzedaży — pracowniczy. Spółki tworzące Grupę Koronki są jednak od lat w upadłości likwidacyjnej, a ostatnie maszyny — wbrew deklaracjom ze strony internetowej o prężnym rozwoju firmy, w tym sprzedaży eksportowej — dawno zostały sprzedane. Na drugim biegunie jest słynny Koniaków w Beskidzie Śląskim, znany nie z koronki klockowej, lecz szydełkowej. Nie działa na wielką skalę, ale z fasonem — tamtejsze koronczarki widać było m.in. na marcowym Paris Fashion Week. Dla japońskiej projektantki Rei Kawakubo heklowały koronki do sukni otwierającej pokaz. Heklowanie to stosowany jedynie w Koniakowie unikatowy sposób wytwarzania koronek, wpisany na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Zobacz więcej

GLOBALNA KARIERA: Lucyna Ligocka-Kohut z Gminnego Ośrodka Kultury w Istebnej jest jedną z osób promujących koniakowską koronkę. Heklowanie rozpoczęło karierę od czepców, czyli elementu stroju góralskiego kobiety zamężnej, a dotarła aż na suknie z najważniejszych światowych wybiegów. fot.www.koronkakoniakowska.pl

Masowa bariera

O Koniakowie, zajmującym się produkują koronek od ponad 100 lat, zrobiło się głośno kilkanaście lat temu dzięki bieliźnie stworzonej przez tamtejsze koronczarki. Jedni uznali ją za profanację sztuki, inni za wzór dostosowania się do wymagań rynku. Powstało też wiele firm, by nią handlować.

— Po chwili sławy popyt osłabł i koronki są dzisiaj raczej ciekawostką. To biznes, który nie zapewnia utrzymania, lecz pozwala dorobić, a przy tym podtrzymać tradycję regionu. Zrobienie 30-40-centymetrowej serwetki wymaga całego dnia pracy. Gdy doliczymy do tego 23-procentowy VAT, ZUS i wszystkie inne koszty, to produkt końcowy nie może być tani, a cena jest barierą dla wielu nabywców — mówi Paweł Kajzar, założyciel firmy Koronki Koniakowskie. Trafiają się jednak ciekawe zlecenia.

— Prezydenci zamawiali u nas obrusy na prezenty, uczestniczyliśmy w rekonstrukcji historycznej chorągwi, zaopatrywaliśmy krakowskich biskupów. W zeszłym roku jedna z dużych sieci handlowych zamówiła u nas 10 tys. serwetek. Kontrakty tej skali są jednak pojedyncze — twierdzi Paweł Kajzar. Jego zdaniem, koronki koniakowskie wciąż są za mało widoczne. — Pojawiają się na pokazach mody czy w brytyjskiej edycji Top Model, ale nie przekłada się to na wzrost zamówień. Zaczyna też brakować rąk do pracy — szydełkowanie nie wydaje się młodym atrakcyjne, a potencjalne zarobki zniechęcają. Ja też zastanawiam się nad powierzeniem prowadzenia firmy komuś innemu — twierdzi założyciel Koronek Koniakowskich.

Unikat zamiast sztampy

Małgorzata Stanaszek, założycielka Koniartu, mówi o zmianie charakteru popytu.

— Od kilku miesięcy widać poruszenie w zamówieniach dotyczących rzeczy unikatowych. Dwa, trzy lata temu klienci po prostu zamawiali koronki według danego modelu, a teraz chcą, żeby to była jedna jedyna na świecie i są gotowi za to zapłacić oraz poczekać. Sukienkę według schematu można zrobić w 200-300 godzin, ale oryginalna to już kwestia nawet 600 godzin pracy. Z mojego punktu widzenia to jednak znacznie ciekawsze zadanie, bo każdy wzór trzeba wymyślić. Klient z Japonii zamówił ostatnio koronki na lampiony i zadeklarował, że poczeka na nie do końca roku, ale produkt ma być perfekcyjnie dopracowany. Artystyczne, niepowtarzalne dzieła to szansa dla koronczarek i kierunek rozwoju — uważa Małgorzata Stanaszek. O nietypowych zamówieniach mówi też Lucyna Ligocka-Kohut, która koordynuje prace koniakowskich koronczarek i promuje tradycje w Gminnym Ośrodku Kultury w Istebnej.

— W Koniakowie i okolicach mamy około 700 aktywnych koronczarek. Tak duża ich liczba pozwala nam obsłużyć niecodzienne zlecenia jak to na Paris Fashion Week. Kolekcja została bardzo dobrze przyjęta i płyną do nas kolejne zamówienia. W maju w Tokio odbędzie się duża wystawa, na którą gros koronek przygotowanych zostało właśnie w Koniakowie. To też forma promocji, która może zwiększyć zainteresowanie naszymi produktami — przekonuje Lucyna Ligocka-Kohut. Jej zdaniem, mały „przełom technologiczny” w zakresie szycia odzieży z koronki może być impulsem do większego rozwoju. — Wcześniej koronczarki wykonywały konkretne modele bluzek czy sukienek. Tymczasem zespół projektantki Rei Kawakubo zamówił u nas po prostu koronkę na metry i sam ją pociął w taki sposób, że się nie pruła. To daje ogromne pole do wykorzystania jej jako elementu sukien ślubnych, wieczorowych i innych — uważa Lucyna Ligocka-Kohut.

Stare po nowemu

W Bobowej, innym z koronkowych centrów (w tym przypadku — koronki klockowej), mówi się o powracającej modzie na koronki — chociaż w zupełnie innej formie. Monika Madej, założycielka firmy MM Koronki, jest przekonana, że tradycja powoli się odradza.

— Nasze babcie miały koronkowe obrusy na stolikach i szafkach, a teraz koronki zaczynają być widoczne jako biżuteria, wstawki do sukienek czy dodatki do włosów — mówi Monika Madej.

W Bobowej co roku jesienią odbywa się festiwal koronki. W tym roku będzie już 19. Z szacunków gminy wynika, że aktywnie działa tu 30 koronczarek, choć znających tę sztukę jest znacznie więcej.

— Tradycje koronczarskie były przekazywane z pokolenia na pokolenie, ale np. w swojej rodzinie to ja pierwsza zaczęłam je budować. Dołączyło już następne pokolenie i poszerzamy ofertę o sukienki z koronkami. Widać, że Polacy zaczynają wracać do rękodzieła, przyjeżdżają, interesują się — kupują dla siebie i jako ciekawe, regionalne prezenty — mówi Monika Madej.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Polskie koronczarki dziergają modę