Problemy z budżetem i inflacją były przejściowe, więc polskie obligacje w drugiej połowie roku sprzedawały się świetnie.
Rynek obligacji w mijającym roku przeżywał huśtawkę nastrojów. Najpierw ceny spadały, by od sierpnia systematycznie rosnąć. Przed wakacjami inwestorzy podchodzili do polskich papierów z dużą rezerwą. Powody to obawy o kształt budżetu na 2005 r. i niebezpieczeństwo przekroczenia konstytucyjnych progów zadłużenia publicznego.
— Chwiał się rząd. Skok inflacji spowodował, że Rada Polityki Pieniężnej (RPP) zdecydowała się najpierw na zmianę nastawienia w polityce monetarnej na restrykcyjne, a w trzecim kwartale zaczęła podnosić stopy procentowe — mówi Tomasz Zdyb, analityk Pekao.
Do tego doszły obawy, czy uda się przeprowadzić prywatyzację PKO BP, na co rynki finansowe niecierpliwie czekały.
— Rentowność pięcioletnich papierów wzrosła więc do 8 proc., najwyższego poziomu od dwóch lat. Dopiero później doszło do dość szybkiego i stabilnego spadku dochodowości i wzrostu cen — dodaje Jakub Szulc, diler Banku BPH.
Przełom nastapił po ogłoszeniu pierwszej, sierpniowej projekcji inflacyjnej NBP.
— Rynek ją zakwestionował —przyznają zgodnie analitycy.
Wygasła też niepewność polityczna, a nowy minister finansów poważnie zabrał się do ograniczania deficytu budżetowego.
— Dzięki spełnieniu założeń prywatyzacyjnych i wyższemu niż zakładano w budżecie wzrostowi PKB rząd wypracował wyższe dochody, co wpłynęło na ograniczenie podaży papierów — dodaje Jakub Szulc.
— Zagraniczni gracze bardzo mocno weszli na polski rynek. Po raz pierwszy w historii wartość portfeli obligacyjnych zachodnich instytucji przekroczyła wartość portfeli banków krajowych. To już gra pod wejście Polski do strefy euro — twierdzi Tomasz Zdyb.
Ustabilizowała się również inflacja, a wysokie rentowności papierów skarbowych jeszcze bardziej zachęcały do kupna. Wzmacniał się złoty, co ograniczało presję inflacyjną. Zdaniem Tomasza Zdyba, obserwowane ostatnio spadki rentowności w okolice 6 proc. powoli uwzględniają obniżki stóp procentowych. A te dopiero nadejdą, więc dalszy wzrost cen i spadek rentowności są pewne.