Limity długu publicznego i deficytu obowiązujące w polskich ustawach i konstytucji to temat najnowszego Panelu Ekonomistów, w którym eksperci z uczelni wyższych, instytucji finansowych i ośrodków badawczych/analitycznych dzielą się opiniami na temat ważnych zmian ekonomicznych. Limity znajdują się pod dużą presją, ponieważ wskaźniki długu publicznego w Polsce szybko rosną. Dług liczony według metodologii UE w tym roku prawdopodobnie przekroczy 60 proc. PKB. Ten liczony według metodologii krajowej jest niższy, ale powstaje pytanie, czy majstrowanie przy metodzie nie niweluje sensowności reguł. Czy polskie reguły w ogóle działają? Może należy je zmodyfikować?
Większość ekspertów uważa, że mimo rozmiękczania reguły generalnie działają. Tak twierdzi 72 proc. uczestników panelu. Grzegorz Poniatowski, konsultant Syntesia Policy & Economics i Banku Światowego, przekonuje, że reguły dobrze służą wywieraniu presji na polityków: „Działania zmierzające do osłabienia reguł lub ich złamania były odnotowywane przez media, krytykowane przez różne instytucje oraz polityków opozycji. Nieuniknione straty polityczne często stanowiły wystarczające ograniczenie przed rozrzutną polityką fiskalną”.
Aczkolwiek nie wszyscy są przekonani, czy reguły rzeczywiście są tym elementem, który nakłada na rząd realne ograniczenia. Maciej Bukowski, prezes think-tanku Wise Europa, uważa, że inne czynniki są dużo ważniejsze: „Realnym ograniczeniem na tempo zadłużania w krótkim okresie jest chłonność rynków finansowych oraz logika polityki, która w danym momencie potrzebuje jednego, dwóch flagowych projektów na które wydaje deficyt. W ostatnich dwóch dekadach były to kolejno autostrady, 500+ i dopłaty do emerytur, pandemia, zbrojenia. Polscy politycy do maksimum wykorzystują popyt na dług i raczej nie mają politycznej potrzeby by pożyczać więcej”. Jego zdaniem potrzeby polityków na zwiększanie deficytu i długu będą rosły i w końcu reguły zostaną całkowicie złamane.
Może więc należy te reguły z góry zmodyfikować? Do takiej konkluzji skłania się 59 proc. ankietowanych ekonomistów – reszta jest przeciw. Przy czym wśród zwolenników zmiany przeważają ci, którzy rekomendują selektywne wyłączenie z liczenia deficytu i długu określonych kategorii, np. wojska i infrastruktury. „W sytuacjach kryzysowych powinny być zawieszane lub traktowane elastycznie. Pilnowanie długookresowej dyscypliny fiskalnej to dobre zadanie dla rady fiskalnej” – uważa Mateusz Walewski, główny ekonomista BGK.
Bardziej radykalnie widzi to Maciej Bukowski: „Reguła i tak ulegnie złamaniu. Technokratycznie zamiast koncentrować się na regule należy skupić się na realnych reformach równoważących finanse publiczne”.
Rozwiązanie kompromisowe proponuje Maciej Bitner, członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich: „W ramach kompromisu można podnieść limit konstytucyjny długu do 70 proc. PKB, ale tylko wtedy gdy zmieni się metodologię jego liczenia na unijną. Można to uzasadnić tym, że bardziej rozwinięte państwa są w stanie pozwolić sobie na wyższy dług. Nie chodzi o to, żeby obecny rząd musiał teraz sprowadzić dług do poziomu 60 proc. PKB, tylko żeby wszystkie kolejne rządy nie zadłużały się już nigdy bokiem”.
