Od 15 lat organizuje na Cyprze śluby dla rodaków, dbając o każdy detal – od miejsca po logistykę dopiętą na ostatni guzik. Rocznie realizuje od 30 do 40 uroczystości, a w rekordowym sezonie było ich ponad 50. Ceremonie odbywają się nad morzem, na klifach i w malowniczych plenerach.
– Najważniejsze jest to, że kiedy narzeczeni i ich najbliżsi wysiadają z samolotu, już nie muszą o nic się martwić. Cały stres, wszystkie formalności biorę na siebie – tłumaczy Anna Maria Balik.
Cypr leży 2200 kilometrów od Warszawy i 2500 kilometrów od Gdańska w linii prostej. Skąd więc decyzja, by właśnie tam rozwijać biznes? Wyspa od lat promuje się jako miejsce narodzin Afrodyty – to u jej wybrzeży, według mitu, ze spienionych fal wyłoniła się bogini miłości i piękna. Ta opowieść działa na wyobraźnię. W krajobrazie pełnym słońca, jasnego kamienia i morza łatwo uwierzyć, że to dobre miejsce na życiowe „tak”.
O wyborze przesądziły jednak także względy praktyczne. Ponad 300 słonecznych dni w roku i tylko trzy i pół godziny lotu z Polski sprawiają, że Cypr łączy śródziemnomorski klimat z organizacyjną wygodą. Dla wielu par to egzotyka w zasięgu ręki – bez konieczności dalekiej i skomplikowanej podróży.
Ale ta historia nie zaczęła się od ślubów.
Z budowy na plażę
Wyobraźcie sobie: młoda inżynierka po prestiżowych studiach, z międzynarodowymi uprawnieniami w kieszeni, zamyka walizkę i leci na Cypr. Za nią praca w Wielkiej Brytanii, projekty w światowych korporacjach, gdzie jedna kreska w dokumentacji mogła kosztować miliony, a każda decyzja musiała być bez pudła.
Racjonalna, precyzyjna, poukładana do granic… I ani przez chwilę nie podejrzewała, że ta sama chłodna głowa, która kiedyś liczyła obciążenia i przepływy, za kilka lat będzie reżyserować najpiękniejsze przyrzeczenia wypowiadane na skraju plaży, przy szumiącym morzu i pomarańczowym zachodzie słońca.
Na wyspę trafiła w październiku 2006 r. Czekał na nią półroczny kontrakt przy rozbiórce starej fabryki – złożonego obiektu z infrastrukturą chemiczną, azbestem i odpadami niebezpiecznymi. Odpowiadała za to, by cały proces przebiegał zgodnie z najwyższymi standardami ochrony środowiska.
– Doskonale pamiętam ten moment: wysiadam z samolotu i uderza we mnie fala gorąca. Ale we mnie aż kipiało już wcześniej – z emocji po piłkarskim zwycięstwie Polski nad Portugalią i z ekscytacji nowym wyzwaniem zawodowym – mówi.
Cypr miał być przystankiem. Kontraktem do wykonania.
Różnice kulturowe okazały się większe, niż przypuszczała. Międzynarodowe konsorcjum, ale lokalni wykonawcy, więc inne tempo pracy. Brytyjski system raportów i harmonogramów zderzył się z cypryjskim „siga, siga” – powoli, spokojnie.
– Gdyby nie nadzór, sporo spraw toczyłoby się inaczej niż w typowych krajach starej Unii. Wtedy właśnie dotarło do mnie, ile znaczą umiejętności budowania relacji, na czele z asertywnością, ale też empatią. Dziś, prowadząc firmę ślubną, traktuję je jako absolutny skarb – podkreśla Anna Maria Balik.
Kobieta na placu budowy – i to jeszcze wydająca polecenia? Cypryjscy robotnicy początkowo patrzyli na nią z niedowierzaniem. W ich reakcjach pobrzmiewała pobłażliwość, czasem otwarty sceptycyzm. Dopiero gdy zobaczyli, że zna się na swoim fachu i nie ustępuje w kwestiach bezpieczeństwa, zaczęli traktować ją poważnie. Z czasem relacje stały się na tyle dobre, że trudno było im się rozstawać, gdy projekt dobiegł końca.
Już nie miała ochoty wracać do Anglii. Została na Cyprze. Szybko znalazła nową pracę, tym razem przy budowie dwóch międzynarodowych lotnisk. Projekt z francuskim inwestorem, pod nieustanną presją unijnych regulacji środowiskowych – to był prawdziwy test: miliony euro, skomplikowane harmonogramy, odpowiedzialność. A z drugiej strony stabilna, precyzyjna ścieżka kariery inżynierskiej: wysoka pensja, regularne szkolenia, szanse na awans i poczucie, że naprawdę robi coś ważnego.
– Kolejnym krokiem miał być Katar. Kontrakt w Dosze, duży biurowiec, atrakcyjne warunki. Umowa była właściwie gotowa do podpisu. Coś jednak nie dawało mi spokoju. Zorientowałam się, że ja się z tym Cyprem związałam. Że czuję się tam jak u siebie – wspomina Anna Maria Balik.
Pomysł, który nie miał sensu?
Zrezygnowała. Impuls przyszedł z obserwacji. Na Cypr przylatywały pary z Wielkiej Brytanii, by brać śluby na plaży. Ceremonie jak z amerykańskich filmów, kameralne kolacje lub wesela nad morzem, fotografowie, koordynatorzy. Pomyślała: dlaczego nie robić tego dla polskich par.
Najbliżsi przyjęli jej decyzję z ostrożnością. Radzili, by nie rezygnowała z korporacyjnej stabilności i etatu. Ich obawy miały uzasadnienie. Brakowało wzorców, procedur, sprawdzonych firm. Zaczęła od zera. Sama stworzyła stronę internetową i zajęła się jej pozycjonowaniem. Sama robiła zdjęcia – fotografia to jej pasja od dzieciństwa. Sama wyjaśniała formalności i jeździła na spotkania z parami.
– Inżynierskie doświadczenie okazało się bezcenne: harmonogramy, dokumenty, kontakty z urzędami, zespół podwykonawców. Zmieniła się tylko skala i – przede wszystkim – stawka emocjonalna. No i timing. Na budowie termin można przesunąć. Przy ślubie – nie – tłumaczy przedsiębiorczyni.
Pierwszą ceremonię zorganizowała 24 marca 2011 r. Datę pamięta dokładnie.
Neutralne terytorium
Na początku zgłaszali się do niej głównie Polacy żyjący na emigracji. Dla wielu był to rzadki moment, gdy rozproszone po świecie familie mogły znów być razem. Z czasem z jej usług zaczęli korzystać również klienci z Polski.
Najczęściej na wyspę przylatuje kilkanaście osób – zwykle 15-20: nowożeńcy, najbliższa rodzina i przyjaciele. Mniej więcej co czwarta para wybiera jednak najbardziej kameralny wariant – uroczystość we dwoje. Ceremonie odbywają się po angielsku, ale przysięgę można złożyć również po polsku. Procedury nie sprawiają trudności. Akty małżeństwa mają formę wielojęzyczną i są uznawane w Polsce. Cypryjska administracja, przyzwyczajona do obsługi takich wydarzeń, działa szybko i bez zbędnych komplikacji.
Pytana o to, co najbardziej przyciąga narzeczonych, odpowiada bez wahania: cudowna sceneria ślubna połączona z prostotą procedur i niezwykłą gościnnością Cypryjczyków. To dzień, który można zaplanować po swojemu – ciszej, skromniej, bardziej osobiście. Coraz więcej narzeczonych nie chce powielać gotowych scenariuszy ani ulegać presji tradycji. Rezygnują z obowiązku spełniania cudzych oczekiwań tylko dlatego, że tak wypada.
Bywa, że rodzice początkowo reagują nieufnie. Ale kiedy przylatują, widzą słońce, przestrzeń, sposób organizacji – opór mięknie, a nieufność przeradza się w zachwyt.
– Cypr to neutralny grunt – nie należy do żadnej ze stron. Taka formuła pozwala połączyć świętowanie z wakacyjnym luzem, bez zbędnego zadęcia. Poza własnym podwórkiem goście zostawiają napięcia i rywalizację za drzwiami, skupiając się po prostu na dobrej zabawie – opisuje Anna Maria Balik.
Między Excelem a wzruszeniem
Branża ślubów zagranicznych to precyzyjna sieć zależności: urzędnicy, fotografowie, restauratorzy, właściciele hoteli. Samorządy traktują zagraniczne ceremonie jako element lokalnej gospodarki. Administracja daje zielone światło, procedury są przewidywalne.
Ale pod logistyką jest jeszcze coś innego. Trzy lata temu Anna Maria Balik organizowała ślub niewidomej pary.
– Chciałam zrozumieć, jak to jest. Poszłam na Wystawę Niewidzialną w Warszawie. Godzina w ciemności. To zmienia perspektywę – opowiada.
Na Cyprze pełniła rolę ich pomocnika, bo realizacją związaną ze ślubem zajmował się koordynator. Ceremonia była krótka, wzruszająca. Tego się nie da przeliczyć na pieniądze – zaznacza. To są ludzie i ich historie. Kiedy później zobaczyła w mediach społecznościowych zdjęcia ich dziecka, miała poczucie, że ślub był dopiero początkiem.
Drugi dom
Po kilkunastu latach wróciła do Polski. Nazywa siebie patriotką. Firma działa stąd, podatki płaci tutaj. Wyspa Afrodyty pozostaje drugim domem.
– Po tylu latach, spędzonych najpierw w Wielkiej Brytanii a potem na Cyprze, jazda po lewej stronie jest dla mnie naturalna. W Polsce muszę się bardziej koncentrować – śmieje się Anna Maria Balik.
Planuje rozwój: mniej oczywiste miejsca, odludne plaże, urocze winnice. Myśli o książce – albumowej, bogato ilustrowanej. Prawdopodobnie znów wróci do swojej pasji fotografowania.
Zawodowa droga Anny Marii Balik tworzy spójną historię. Najpierw wyjazd z kraju i praca w korporacjach. Przy tym wymagająca szkoła komunikacji w międzynarodowym środowisku. Potem własna firma i rozwój na własnych zasadach – moment, w którym wcześniejsze doświadczenia okazują się bezcennym kapitałem. I dają realną satysfakcję.
– Pary do mnie wracają. Na rocznice. Z dziećmi. Po pięciu, dziesięciu latach. To już nie jest jednorazowa usługa. To relacja – mówi z wyraźnym wzruszeniem.
Od nadzoru nad azbestem do organizowania ślubów nad Morzem Śródziemnym. Cypr przestał być projektem. Stał się opowieścią.

