Pomagajmy inwestycjami, nie darowizną

Puls Biznesu, Partner publikacji: DZP
17-05-2018, 22:00

Miliardy euro rocznie płyną z Unii na wsparcie państw słabiej rozwiniętych — np. afrykańskich. Jednak najczęściej nie w formie darowizny, a inwestycji w partnerstwie z miejscowymi podmiotami prywatnymi.

Kim powinien być odbiorca pomocy — beneficjentem czy raczej partnerem biznesowym. Jak ją dostarczać, by działała nie doraźnie, a faktycznie wpływała na przyspieszanie rozwoju państw i wychodzeniu z ubóstwa obywateli — zastanawiali się uczestnicy debaty „Sektor prywatny w pomocy rozwojowej. Jak pomagać skuteczniej”. Robert Zduńczyk, przedsiębiorca, a zarazem prezes fundacji Polska-Afryka Wschodnia, od kilkunastu lat aktywnie zaangażowany jest w prorozwojową działalność na tym kontynencie. Mówi, że nie uczestniczy w wielkich, spektakularnych projektach, lecz koncentruje się na mikrobiznesie.

Zobacz więcej

WAŻNE POJĘCIA: Uczestnicy dyskusji podczas katowickiego forum wskazali, że należy odróżniać pomoc od partnerstwa. Odpowiednio udzielona pomoc może tworzyć warunki dla inwestycji, a tu już pojawia się partnerstwo. fot.rafał klimkiewicz-edytor

W Burundi wsparł grupę tamtejszych kobiet, pomagając im w odbudowie piekarni zrujnowanej podczas wojny domowej. W Tanzanii przyłożył rękę do ożywienia niewielkiej, lokalnej spółdzielni mleczarskiej, organizując zarazem dostawy jej wyposażenia, wytwarzanego przez polskie firmy. W Kenii zaangażował się, w prywatnej szkole, w uruchomienie nowych klas i w ich wyposażenie.

— Wszędzie tam są tacy sami jak my ludzie, którzy mają swoją godność, którą należy uszanować. W relacjach z nimi trzeba bezwzględnie odrzucić hucpę człowieka Zachodu, który zwykł tam przybywać i obnosić się z tym, że we wszystkim jest mądrzejszy i wszystko wie lepiej — mówił Robert Zduńczyk.

— W mojej działalności trzymam się zasady, że odpowiedzialność za powodzenie przedsięwzięcia musi być rozłożona. Wspierając piekarnię, mleczarnię, szkołę, dajemy inwestycyjny impuls. Ale później sami właściciele muszą dbać o to, aby interes się rozwijał, sami muszą pilnować bieżących wydatków i dochodów, sami troszczyć się o własny los i los swoich dzieci — tłumaczył.

Krajom rozwijającym się pomagają nie tylko polscy inwestorzy prywatni, ale i rząd. Płynące z Polski oficjalne wsparcie dla słabszych rynków sięgnęło w dwóch ostatnich latach około 1 mld dolarów. W tym roku wyniesie mniej więcej 800 mln USD.

— To nie są jakieś wielkie pieniądze. Ale wspierają rozwój gospodarczy i likwidację ubóstwa w krajach partnerskich, pomagają w tworzeniu nowych miejsc pracy — wyjaśnia Aleksandra Piątkowska, dyrektor departamentu Współpracy Rozwojowej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Paulus Geraedts, kierownik zespołu w Sekretariacie Planu Inwestycji Zewnętrznych Komisji Europejskiej, oraz Heike Rüttgers z Banku Inwestycji Europejskich przyznawali, że ich instytucje inwestują podobnie. Obie rozporządzają budżetami liczonymi w miliardach euro rocznie. Pieniądze trafiają do krajów na obrzeżach Europy i w Afryce. Lokowane są w ożywienie inwestycji, tworzenie miejsc pracy, wspieranie małych i średnich przedsiębiorstw, elektryfikacji i cyfryzacji. Obie organizacje dbają również o rozwój szkolnictwa i opieki medycznej, poprawę sytuacji sanitarnej itp. Równocześnie obie organizacje unikają samodzielnych inwestycji. Dbają o to, by wspólnie z nimi współfinansowały je firmy prywatne działające na lokalnych rynkach. Z rozróżnieniem pomocy od partnerstwa zdecydowanie identyfikuje się również Bartosz Marcinkowski, partner w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, szef projektu Go Global.

— W roli prawnika korporacyjnego na co dzień współpracuję z wielkim biznesem. Z niemałą satysfakcją słuchałem więc wypowiedzi między innymi Paulusa Geradtsa, w których wracały określenia w rodzaju „narracja inwestycyjna” bądź „klimat inwestycyjny”. Otóż, obok pobudek altruistycznych, ten wielki, polski biznes motywują do działania właśnie przede wszystkim powody inwestycyjne oraz aspiracje do odnajdywania nowych miejsc zbytu — mówił.

W jego opinii, tych inwestycji na rynkach rozwijających się mogłoby być zdecydowanie więcej. Ale przedsiębiorcy obawiają się nowego — innej kultury, innych norm prawnych, innego stylu prowadzenia biznesu, w końcu również ryzyka. Leczenie tych lęków uważa za swoją misję.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Puls Biznesu, Partner publikacji: DZP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Pomagajmy inwestycjami, nie darowizną