W odróżnieniu od ubiegłorocznego wtorku, wczorajszy 11 września upłynął na świecie zwyczajnie. Wiadomości agencyjne były standardowe: na Syberii koło wsi Sarafonowka wyleciał w powietrze gazociąg, w strzelaninie w Karaczi zginęła dziewczynka i dwóch terrorystów, ministra oraz dziesięć innych osób zabili w Kaszmirze muzułmańscy separatyści, policja hiszpańska udaremniła baskijski zamach w miasteczku Zierbena, etc. Najważniejsze, że pomarańczowy alert czwartego stopnia zapewnił spokojne obchody rocznicy ataków terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton.
Hollywoodzka ceremonia odczytywania nazwisk ofiar WTC wielu regionom świata kojarzyła się jednak niezgodnie z intencjami reżyserów. Na przykład indyjski Bhopal wciąż żyje wspomnieniami straszliwego 3 grudnia 1984 r., gdy fabryka koncernu Union Carbide uśmierciła oraz oślepiła izocyjankiem metylu kilkanaście tysięcy ludzi. W ocenie jej amerykańskiego właściciela, był to zaledwie błąd technologiczny, natomiast dla nieszczęsnych tubylców zbudowanie takiego zakładu w strefie silnie zurbanizowanej to przykład terroryzmu wielkiej korporacji. Oto różnica w ocenach, która jest pożywką dla ben Ladena i jemu podobnych. Ponieważ nie ma szans na to, aby Stany Zjednoczone zmieniły swoje postrzeganie pozostałej części ziemskiego globu — zatem słusznie się obawiają, że w każdej chwili jakiś następny szaleniec może gdzieś w coś amerykańskiego trafić. Jeszcze się im zaświeci czerwona lampka piątego stopnia.
Sojusznicza wierność Polski oraz bieżące potrzeby polityczne wprowadziły nas do ścisłej czołówki obchodów 11 września poza granicami USA. Podjęte środki bezpieczeństwa wskazywały, że w Warszawie też obowiązywał wczoraj alert pomarańczowy, co należy zrozumieć. Niby warszawska giełda nie jest — według oceny Zbigniewa Siemiątkowskiego, szefa Agencji Wywiadu — pierwszoplanowym celem światowego terroryzmu, ale drugoplanowym może być jak najbardziej...
Kontrast między polskimi obchodami 11 września a na przykład niedawnej rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej był kolosalny. Szkoda, że honorowo goszczących w stolicy nowojorskich strażaków i policjantów nie zaproszono do muzeum na staromiejskim rynku na krótki film „Warszawa nie zapomni”, żeby po prostu mogli ZACHOWAĆ PROPORCJE w swoich ocenach. Za to dość krzepiąca wiadomość nadeszła z samego Nowego Jorku — około 300 strażaków i policjantów, którzy 11 września 2001 r. narażali pod WTC życie dla Ameryki, odmówiło udziału we wczorajszych uroczystościach ze względu na kupczenie pamięcią ofiar przez polityków.