Pomoc domowa poszukiwana

Marlena Gałczyńska
opublikowano: 2002-09-09 00:00

Jej zawód formalnie nie istnieje, chociaż w pracy musi być profesjonalistką. Jest niezbędna w wielu domach, a szczególnie tam, gdzie gospodarze większość czasu poświęcają na prowadzenie własnego biznesu. Zatrudniana do konkretnych prac, z czasem staje się osobą do wszystkiego. Zarabia od 1000 do 3000 zł, rzadko ma ubezpieczenie. Tak w Polsce funkcjonuje pomoc domowa.

Zdaniem 25-letniej Agnieszki, profesjonalnej opiekunki i pomocy domowej z dyplomem psychologa, która w tym zawodzie pracuje 6 lat, polski rynek pomocy domowych i opiekunek to w 80 proc. szara strefa.

— Pozornie funkcjonuje u nas wiele agencji, zajmujących się zatrudnianiem pomocy domowych i opiekunek. Niestety, większości z nich nie można ufać. Firmy te działają w domach, a ich właściciele nie mają koncesji na prowadzenie agencji. Większość z nich deklaruje, że skrupulatnie sprawdza referencje kandydatek, ale na ogół to nieprawda. W efekcie do klienta trafia osoba przypadkowa, co często kończy się zerwaniem umowy i obopólną frustracją — twierdzi pani Agnieszka.

Pośrednicy

W ogłoszeniach lokalnych gazet, pod hasłem „opiekunki i pomoc domowa” można znaleźć kilkanaście agencji — wygląda to obiecująco. Niestety, pierwsza rozmowa rozwiewa wstępny optymizm. Rozmówczyni na hasło „telefon z prasy” po prostu odkłada słuchawkę. Przy drugim podejściu jest odrobinę lepiej — właścicielka warszawskiej agencji Pomoc Domowa zgadza się na krótką telefoniczną rozmowę, pod warunkiem, że pozostanie anonimowa.

— Spisujemy umowę z klientem, dla którego wyszukujemy opiekunkę. Jeśli żąda on gwarancji od firmy czy referencji od kandydatki, to je otrzymuje. Nie ujawnię jednak szczegółów procesu rekrutacji czy cennika — mówi właścicielka firmy.

Dzień poszukiwań rzetelnych agencji pośredniczących w znalezieniu pomocy domowej przyniósł smutne efekty. Na kilkanaście sprawdzanych firm, tylko dwie podpisują się pod swoją pracą — krakowska firma usługowa Domserwis oraz warszawskie Doradztwo Personalne Jakość, Pewność, Bezpieczeństwo.

— Na krakowskim rynku działamy już od ponad 3 lat. Od roku mamy upoważnienie do prowadzenia pośrednictwa pracy. Figurujemy w spisach urzędów pracy, przez co zgłasza się do nas wiele osób bezrobotnych — wyjaśnia Jolanta Zaremba-Śmietańska, współwłaścicielka agencji Domserwis.

— Po wstępnej rozmowie z kandydatką umawiamy się na szczegółowy wywiad. Każda pani musi przedstawić co najmniej takie dokumenty, jak świadectwa pracy, referencje, aktualne badania lekarskie, oświadczenie o niekaralności, oraz wypełnić szczegółową ankietę. Czeka też na nią wnikliwa, niekiedy godzinna rozmowa z pracownikiem agencji, na podstawie której kwalifikujemy kandydatki do rozmów z klientami — dodaje Jolanta Zaremba-Śmietańska.

W agencji JPB proces selekcji jest kilkuetapowy.

— Najpierw przeprowadzamy wywiad telefoniczny. Na tym etapie odpada już wiele osób. Tylko wybrane kandydatki są zapraszane do firmy i biorą udział w kolejnym etapie rekrutacji. Korzystamy z takich metod jak wywiad ustrukturalizowany oraz testy psychologiczne, które przeprowadza nasz psycholog. Końcowym etapem jest wnikliwe sprawdzenie referencji kandydatki, gdyż tylko w wyjątkowych sytuacjach przyjmujemy panie nie posiadające referencji. Preferowane są kandydatki mające kierunkowe wykształcenie — przedszkolanki, opiekunki dziecięce, pedagodzy oraz dyspozycyjne pielęgniarki. Najważniejsze jednak są predyspozycje do wykonywania tego typu pracy, pozytywne nastawienie oraz silna motywacja — wyjaśnia Barbara Prokopowicz z agencji JPB.

Stosowanie tego typu metod to jednak rzadkość. Właściciele większości agencji, mimo deklaracji złożonej klientowi, żadnych metod selekcji oprócz własnego oka i rozmowy kwalifikacyjnej nie stosują. Nie gwarantują też, że pracownik jest psychicznie predysponowany do tego typu pracy. Każda z takich firm pobiera jednak całkiem sporą prowizję. Aby tego uniknąć, trzeba po prostu dobrze sprawdzić, z kim ma się do czynienia.

— W przypadku stałej umowy z klientem, obejmującej usługi opiekuńcze lub porządkowe, nasza firma ponosi pełną odpowiedzialność za pracownika. Zajmujemy się wszelkimi rozliczeniami, organizujemy zastępstwa itd. Umowa o pośrednictwo zawierana z klientem szczegółowo określa warunki współpracy. Przedstawiamy minimum trzy kandydatki do pracy. Gwarantujemy tydzień okresu próbnego i miesięczny okres gwarancji, podczas którego w ramach tej samej umowy szukamy ewentualnej kolejnej kandydatki — mówi Joanna Norska z Domserwisu.

Ufamy znajomym

Sytuacja na rynku agencji pośredniczących w poszukiwaniu pomocy domowych nie sprzyja budowaniu zaufania klientów do takich podmiotów. Polacy wolą w tej dziedzinie raczej oprzeć się na opinii znajomych.

— Początkowo próbowałam znaleźć opiekunkę do dziecka, korzystając z ogłoszeń. Nie potrafiłam jednak zaufać żadnej z osób, które się zgłosiły. Kandydatki często nie mówiły prawdy, np. obniżały swój wiek, aby chociaż na etapie rozmowy telefonicznej zwiększyć swoje szanse na otrzymanie pracy. Moi znajomi z kolei mają bardzo negatywne doświadczenia z agencjami pośredniczącymi. Zdecydowałam więc, że zaufam tylko poleconej osobie i taka właśnie u mnie pracuje — mówi Magda Bielowicka, żona prezesa Euroadu.

Stylistka Jaga Hupało jest natomiast zdania, że osobie poleconej przez kogoś znajomego już na starcie daje się znacznie większą szansę niż kandydatce z ogłoszenia.

— Moje doświadczenie z poszukiwania opiekunki do dzieci i pani do prowadzenia domu za pośrednictwem agencji czy ogłoszeń mogę podsumować jako pasmo porażek. Na jedno ogłoszenie odpowiedziało około 200 osób. Spośród nich, po rozmowie telefonicznej 30 kandydatek zaprosiliśmy na bezpośrednią rozmowę do domu. Z tej trzydziestki wybraliśmy 2 panie na okres próbny i szybko się z nimi rozstaliśmy. Nie oznacza to, że wszystkie kandydatki były złe, ale przy wyborze takiego pracownika ogromne znaczenie ma pierwsze wrażenie. A ja tak naprawdę miałam zbyt mało czasu, by móc te osoby poznać. Tymczasem osobom z polecenia dajemy mimo woli od razu większą szansę, bo skoro sprawdziła się u innych, to dlaczego u mnie miałaby sobie nie poradzić — wyjaśnia Jaga Hupało.

Warunki pracy i zarobki

Opiekunka do dzieci zarabia od 6 do 10 zł na godzinę. Panie, które zdobyły już znaczne doświadczenie w tej pracy, zarabiają miesięcznie 1800-2500 zł. Gosposie, czyli kobiety prowadzące dom, zarabiają 1200-3000 zł, w zależności od metrażu obsługiwanego domu i zakresu obowiązków. Ceny poza Warszawą są niższe.

— Panie bardzo dobrze zarabiające muszą mieć prawo jazdy, przynajmniej podstawy języka obcego, umieć zorganizować przyjęcie, wykwintnie ugotować, podać i nakryć do stołu. W bardzo dużych domach niektórych naszych klientów jest zwykle nie tylko gosposia, ale też sprzątająca, pomoc dochodząca, np. tylko do prasowania, oraz opiekunka do dzieci. Gosposie i opiekunki z zamieszkaniem zarabiają od 1000 do 2000 zł miesięcznie — mówi Dorota Bączkowska z agencji JPB.

Polska gosposia

W Polsce opiekunka czy gosposia nie jest jeszcze traktowana jako zawód. Szara strefa na rynku rozciąga się także na jakość stosunków z pracodawcami.

— Istnieje duża różnica w traktowaniu gosposi czy opiekunki przez pracodawcę Polaka i obcokrajowca. Dla człowieka Zachodu, który zatrudnia opiekunkę w Polsce — jest to zawód jak każdy inny i należy mu się szacunek. Mój amerykański pracodawca po prostu zarządza moją pracą i to mi odpowiada. U polskich rodzin nie byłam nowoczesną opiekunką o ustalonym zakresie obowiązków, ale człowiekiem do wszystkiego — a więc nie tylko do pracy, ale też powiernikiem i niestety osobą, na której można się wyładować. Najsmutniejsze doświadczenie pochodzi sprzed kilku lat, kiedy pracowałam jako gosposia z zamieszkaniem w domu zachodniego dyplomaty akredytowanego w Polsce. Na odchodnym jego polska żona, bynajmniej nie żartując, powiedziała: Żałuję, że zniesiono niewolnictwo, bo mogłabym cię zatrzymać. Zdanie to świetnie obrazowało nasze wzajemne stosunki. Nigdy nie opłacano mi ubezpieczenia, a w sytuacjach kryzysowych nawet próbowano ukryć fakt, że zostałam zatrudniona — mówi z rozgoryczeniem pani Agnieszka.