Ponura Warszawa przyszłości

  • Patrycja Pustkowiak
opublikowano: 23-09-2022, 14:15
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Z konsekwencjami zmian klimatycznych mierzymy się już teraz. A to dopiero początek. Zamiast jednak pisać kolejny artykuł na ten temat, Emil Szweda wolał poruszyć go w książce. Dziennikarz i analityk rynków finansowych niedawno zadebiutował kryminałem o tematyce ekologicznej „Prawda nie krzywdzi”.

Bolączki współczesności:
Bolączki współczesności:
Kwestie środowiskowe związane ze zmianą klimatu i degradacją planety od kilkunastu lat, od obejrzenia „Niewygodnej prawdy” Ala Gore’a, są mi bliskie. Śledziłem dane i naukowe publikacje na ten temat i nie dawał mi on spokoju. Zmiany klimatyczne będą coraz mocniej odciskać się na gospodarce i życiu każdego z nas – uważa Emil Szweda, założyciel i redaktor naczelny portalu Obligacje.pl, autor kryminału „Prawda nie krzywdzi” .
MAREK WISNIEWSKI

Czy przejście od dziennikarstwa do literatury to wolta? Według debiutującego autora to raczej naturalna kolej rzeczy.

– To chyba prawda, że przynajmniej część dziennikarzy ma ambicje pisarskie – śmieje się Emil Szweda, dziennikarz, były analityk rynków finansowych w Noble Securities i Open Finance, założyciel i redaktor naczelny serwisu Obligacje.pl poświęconego obligacjom korporacyjnym.

Po ponad 20 latach pracy w mediach postanowił napisać książkę. „Prawda nie krzywdzi” to kryminał o wydźwięku ekologicznym, którego akcja rozgrywa się w Warszawie niedalekiej przyszłości – mieście, podobnie jak reszta Europy, wymęczonym inflacją, recesją, a przede wszystkim niespotykaną od stuleci suszą.

– Kwestie środowiskowe związane ze zmianą klimatu i degradacją planety od kilkunastu lat, od obejrzenia „Niewygodnej prawdy” Ala Gore’a, są mi bliskie. Śledziłem dane i naukowe publikacje na ten temat i nie dawał mi on spokoju. Zmiany klimatyczne będą coraz mocniej odciskać się na gospodarce i życiu każdego z nas. W wielu miejscach na świecie już teraz susza i brak dostępu do wody stają się realnymi wyzwaniami. A to dopiero początek. Społeczna świadomość problemu rośnie, ale publikacje naukowe nie odwołują się do emocji. A ja miałem ambicję stworzenia literackiej wizji przyszłości, w której wypełnia się czarny scenariusz kataklizmu ekologicznego i innych społecznych nieszczęść. Zadać czytelnikowi pytanie: gdzie ja wtedy będę, jak będę egzystował w takim świecie? Książka jest świetnym wehikułem, bo może przedstawić te same zagrożenia w sposób nie naukowy, lecz fabularny. Odwołać się do emocji. Pisząc fikcję, można sobie pozwolić na więcej – uważa Emil Szweda.

Praca bez ustanku

Zarys fabuły:
Zarys fabuły:
„Prawda nie krzywdzi” Emila Szwedy to kryminał o wydźwięku ekologicznym, którego akcja rozgrywa się w Warszawie niedalekiej przyszłości – mieście, podobnie jak reszta Europy, wymęczonym inflacją, recesją, a przede wszystkim niespotykaną od stuleci suszą.
MAREK WISNIEWSKI

Praca bez ustanku

Pisał zawsze, od podstawówki. Do dziś ma zachomikowane w szufladzie opowiadania z czasów licealnych. A jednak kiedy przyszedł moment wyboru dalszej drogi życiowej – to znaczy kierunku studiów – zdecydował, że nie pójdzie na polonistykę, lecz na dziennikarstwo.

– Chciałem być blisko pisania, ale nie tego samotniczego, w zamkniętym pokoju, tylko pozostającego blisko życia. To były lata 90., czasy, w których łatwo było dostać się do redakcji. Ogłoszenie o pracę dla dziennikarzy znalazłem w gazecie – mówi autor.

Zaczął od Polskiej Agencji Prasowej, którą wspomina jako świetną szkołę dziennikarską. Zdarzały mu się spektakularne wpadki, choćby zapewnienie czytelników, że „przemysł grabarski ma się w Polsce dobrze” albo zapowiedź prywatyzacji… Telewizji Polskiej. Potem pracował w „Nowej Europie”, która przekształciła się w „Prawo i Gospodarkę”, następnie w „Parkiecie”, „Pulsie Biznesu”… Kiedy jako 23-latek został szefem jednego z działów, poznał, czym jest stres związany z uprawianiem tego zawodu.

– Praca śniła mi się po nocach. Moi rówieśnicy chodzili na imprezy, a ja pracowałem sześć dni w tygodniu, nierzadko po dwanaście godzin. Potem, kiedy zacząłem zajmować się reportażem, doszły do tego częste wyjazdy – opowiada Emil Szweda.

Można powiedzieć, że po trzydziestce zwolnił. Został analitykiem Open Finance, później Noble Securities. Tam zagłębił się w świat obligacji. W internecie wyszukał, że domena Obligacje.pl jest na sprzedaż. Zadzwonił do jej właściciela. – Dziesięć lat czekałem na pana telefon – usłyszał. Kupił domenę i zaczął prowadzić serwis poświęcony obligacjom korporacyjnym. Wszystko niby szło dobrze. Ale czegoś mu brakowało. Zrozumiał, że tym czymś jest pisanie beletrystyki, które w wyniku zobowiązań zawodowych trochę poszło w odstawkę. Po czterdziestce podjął decyzję: jednak napiszę książkę. Z założenia do szuflady.

Literacka orka

– Chciałem się przekonać, czy potrafię to zrobić, narzucić sobie konieczną samodyscyplinę. Obowiązków zawodowych miałem sporo, do tego doszła budowa domu i wychowanie dzieci. Ale zaparłem się, czułem, że coś mnie gniecie w środku, że po prostu muszę wrócić na porzuconą dawno ścieżkę – wspomina.

Jego ulubione książki to „Obcy” Camusa i „Powrót z gwiazd” Lema. Mówi, że obie były inspirujące w procesie pisania, szczególnie „Obcy”, który dał mu impuls do stworzenia bohatera pierwszej, niewydanej powieści. W drugiej stworzył Kornela Krausa, sierżanta stołecznej policji z syndromem DDA, który pewnego dnia dostaje wezwanie do strzelaniny na Saskiej Kępie i znajduje tam ciała kobiety i nastolatka. Do Kornela wkrótce dociera także wiadomość o śmierci głównego inżyniera MPWiK. Sierżant musi rozwiązać obie sprawy, nim zamieszki na ulicach nie przerodzą się w rozruchy, a odcięcie wody nie zagrozi życiu warszawiaków.

Emil Szweda przyznaje, że choć zjadł zęby na dziennikarstwie, po naukę pisania powieści zwrócił się do specjalistów. Ukończył roczny kurs pisarski.

– Kilku rzeczy mi brakowało i chciałem się czegoś nauczyć. Potrzebny był mi przewodnik i feedback, najlepiej od kogoś po literaturoznawstwie czy profesjonalnego redaktora. Na pierwszym kursie pisania powieści Marii Kuli, choć spotykaliśmy się raz w miesiącu, nieustannie musieliśmy pisać prace domowe, później gruntownie analizowane. Właśnie w ten sposób nauczyłem się najwięcej. Pisząc kolejne sceny i ucząc się na błędach – wspomina autor powieści „Prawda nie krzywdzi”.

Dodaje, że te spotkania były cenną nauką warsztatu. A drugi kurs Mastermind Ewy Madeyskiej przygotował go do lepszego planowania struktury opowieści i pracy nad autoredakcją. Oraz znoszenia konstruktywnej krytyki.

– Prowadząca, pisarka Ewa Madeyska, to osoba z ogromną wiedzą i talentem do jej przekazywania, która nie bierze pieniędzy za schlebianie kursantom. Zdarzyło się, że omawialiśmy najczęściej popełniane błędy na przykładzie moich tekstów. Bardzo mnie to cieszyło, bo w ten sposób mogłem nauczyć się najwięcej. Same pochwały niewiele dają – podkreśla Emil Szweda.

Kwestia oczekiwań

Nowe podejście:
Nowe podejście:
Starałem się pokazywać ludziom różne zagrożenia związane z ich decyzjami finansowymi. Przed kryzysem ekonomicznym wskazywałem na ryzyko związane z kredytami walutowymi. W tej misji poniosłem klęskę, ale przyczynę zrozumiałem wiele lat później. Jeśli chcesz wpłynąć na ludzi, nie odwołuj się do rozumu, tylko do emocji – radzi Emil Szweda.
MAREK WISNIEWSKI

Po napisaniu powieści postanowił powierzyć jej wydanie agentowi, ale później sam zaczął rozsyłać propozycje wydawnicze. Podjął około trzydziestu prób, z czego cztery wydawnictwa były zainteresowane. Trzy przysłały mu propozycje umów wydawniczych.

– Szczególnie odpowiadało mi e-bookowo, z którym ostatecznie podpisałem umowę, ze względu na bezpośrednie relacje z właścicielką. Taka relacja pozwala zapomnieć, że autor jest tylko trybikiem w biznesowej maszynie. Zanim jednak zawarłem umowę z e-bookowem, podpisałem ją z innym wydawnictwem, które było zainteresowane wysokim nakładem i inwestycją w promocję. W trakcie prac okazało się jednak, że nasze spojrzenia na ostateczny kształt powieści się różnią. Wróciłem więc do e-bookowa, gdzie mogłem zrealizować swój pomysł – tłumaczy autor.

Książka wyszła 4 lipca, czyli, jak obliczył Emil Szweda, 17 miesięcy po ukończeniu pierwszej wersji manuskryptu. Czy ocenia ją jako sukces?

– Pewnie pod kątem biznesowym wielu uznałoby wynik sprzedażowy za rozczarowanie i rezultat nie wart włożonego wysiłku. Wszystko jest jednak kwestią oczekiwań. Moje były zerowe. Cieszę się pochlebnymi opiniami czytelników i blogerów. Żyję z innej działalności, pisanie książek jest rodzajem hobby, które daje poczucie spełnienia. W ten sposób na to patrzę. Nie jak na działalność, na której miałbym się wzbogacić. To tak jakby ktoś oferował alpinistom pieniądze za zdobycie szczytu. Dla mnie osiągnięcie celu, spełnienie marzenia jest wystarczającą satysfakcją – mówi autor powieści „Prawda nie krzywdzi”.

Dodaje, że rynek wydawniczy ma przed nim zbyt wiele tajemnic, żeby mógł kompetentnie się wypowiadać na jego temat.

– Z moich pobieżnych obserwacji wynika, że to biznes ekstremalnie trudny dla wydawnictw, a dla debiutujących autorów jeszcze trudniejszy. Kilka, może kilkanaście nazwisk w Polsce osiągnęło liczącą się pozycję, w tym znaczeniu, że ich książki sprzedają się w wysokich nakładach pozwalających na życie z pisania. Reszta musi pogodzić się z myślą, że pisze dla przyjemności – uważa Emil Szweda.

Z ekologiczną misją

Zapytany, czy literatura może wpłynąć na zmianę świadomości i – w tym wypadku – uczulić odbiorców na problematykę ekologiczną, potwierdza. Uznaje popkulturę za najlepszą formę szerzenia idei, a publikacje naukowe za najlepsze źródło pogłębiania wiedzy. Choć poczucie misji towarzyszyło mu też zawsze w pracy dziennikarza i analityka finansowego.

– Starałem się pokazywać ludziom różne zagrożenia związane z ich decyzjami finansowymi. Przed kryzysem ekonomicznym wskazywałem na ryzyko związane z kredytami walutowymi. W tej misji poniosłem klęskę, ale przyczynę zrozumiałem wiele lat później. Jeśli chcesz wpłynąć na ludzi, nie odwołuj się do rozumu, tylko do emocji – radzi Emil Szweda.

Choć bardzo lubi swoją pracę, przyznaje, że trudno mu teraz wyobrazić sobie życie bez pisania. Literatura jest czystym eskapizmem, którego bardzo mu potrzeba. Dlatego już pracuje nad kolejną powieścią. Sprzyja mu czas – najlepiej mu się pisze jesienią i zimą, kiedy jest cicho i ciemno.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane