Popyt na stal bije rekordy

opublikowano: 11-03-2018, 22:00

Hutnicza izba, obawiając się uzależnienia Polski od importu stali, zachęca firmy do inwestycji w piec. Pomysł nie padł jednak na podatny grunt

Ceny stali szybują. Artur Popko, członek zarządu Budimeksu, informuje, że umowy z dystrybutorami są waloryzowane co trzy miesiące i kosztują spółkę coraz więcej. Od 2010 r. stal budowlana podrożała aż o 40 proc. Popyt nakręcają nie tylko budowniczowie dróg, kolei czy mieszkań, ale także producenci AGD, samochodów itp. Dzięki nim zużycie wyrobów stalowych bije na polskim rynku rekordy.

HIPH, którą kieruje Stefan Dzienniak, szacuje światowe nadwyżki zdolności produkcyjnych stali na około 700 mln ton. Mimo to uważa, że w Polsce warto je zwiększyć.
Wyświetl galerię [1/2]

NADPRODUKCJA I NIEDOBÓR:

HIPH, którą kieruje Stefan Dzienniak, szacuje światowe nadwyżki zdolności produkcyjnych stali na około 700 mln ton. Mimo to uważa, że w Polsce warto je zwiększyć. FOT. RAFAŁ KLIMKIEWICZ/ EDYTOR

— W 2017 r. sięgnęło 13,6 mln ton — szacuje Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej (HIPH). To o 0,5 mln ton więcej niż w 2016 r. Dla porównania — w kryzysowym 2009 r. w Polsce zużyto zaledwie 8,2 mln ton, a w latach 2010-11, kiedy realizowano inwestycje infrastrukturalne na EURO 2012 — odpowiednio 10 i 11 mln ton. „PB” pisał już, że rośnie też krajowa produkcja i eksport wysokomarżowych wyrobów gotowych, zwłaszcza blach przeznaczanych np. na pokrycia dachowe. Importerzy nie zasypiają jednak gruszek w popiele i także chętnie dostarczają stalowe produkty na nasz rynek. Z danych HIPH wynika, że import oraz wewnątrzwspólnotowy przywóz wyrobów ze stali przekroczył w 2017 r. 10 mln ton. To 75 proc. zużycia. W poprzednich latach wskaźnik był poniżej 70 proc. Dynamicznie rośnie nie tylko przywóz blach, popytem cieszą się zagraniczne pręty do zbrojenia betonu, szyny, kształtowniki gięte na zimno i rury.

Surowcowe uzależnienie

Stefan Dzienniak uważa, że jeśli zużycie wyrobów stalowych nadal będzie rosnąć, to zwiększać mogą się nie tylko zagraniczne dostawy gotowych produktów, ale także półwyrobów. Radzi więc wzmocnić ich produkcję surowcową.

— Moce produkcyjne w wytwarzaniu stali mamy już niemal wyczerpane. Jeśli nie zwiększymy produkcji surowcowej, możemy coraz mocniej uzależniać się od importu — uważa Stefan Dzienniak. HIPH szacuje krajowe zdolności w produkcji stali surowej na 12,6 mln ton, a faktycznie w ubiegłym roku wytworzono jej 10,3 mln ton (wzrost o 14,8 proc, r/r). W statystykach dotyczących potencjału są jednak uwzględniane nie tylko działające urządzenia, ale także kilka nieczynnych obecnie pieców w hutach ArcelorMittal Poland (AMP). Z danych izby wynika, że faktycznie działają dwie stalownie odlewające stal z rudy żelaza w zakładach AMP, siedem przetwarzających złom, zlokalizowanych w innych hutach, dziesięć walcowni wyrobów płaskich i dziewięć długich oraz dwanaście walcowni rur i kształtowników. Zdaniem Stefana Dzienniaka, uruchomienie nieczynnych pieców AMP jest mało realne, bo grupa, do której należy polski koncern, to gracz globalny, kupujący właśnie zakłady we Włoszech, mające sześć wielkich pieców. Dlatego pozostali gracze krajowego rynku powinni pomyśleć o inwestycji w nową stalownię oraz linie zabezpieczające krajowe dostawy do produkcji wyrobów gotowych.

— Warto postawić nowy piec, raczej elektryczny, a nie produkujący stal z rudy żelaza — uważa Stefan Dzienniak.

Twierdzi, że produkcję surowcową warto rozwinąć np. w segmencie produkcji blach do wytwarzania rur oraz innych wyrobów dostarczanych na potrzeby sektora stoczniowego, energetycznego, budowlanego itp.

Niewygodne cła

Węglokoks, skupiający zakłady działające w tym obszarze, nie odnosi się bezpośrednio do pomysłu zbudowania pieca, ale dostrzega zagrożenie importowe. — Z uwagą obserwujemy dane dotyczące importu wyrobów gotowych. Z naszych analiz wynika, że wprowadzenie cła na blachy HRC [gorącowalcowane — red.] jest pozytywnie odbierane przez takich producentów jak ArcelorMittal. Niestety negatywnie wpływa na zakłady przetwórstwa hutniczego w Polsce. Przyblokowani cłem producenci ze Wschodu przetwarzają materiał u siebie i zamiast półproduktów dostarczają na polski rynek tańsze wyroby gotowe. Dlatego też takie zakłady jak należące do grupy Węglokoks Huta Łabędy i Huta Pokój znalazły się w kleszczach — twierdzi Paweł Cyz, rzecznik Węglokoksu. Muszą mierzyć się z tańszymi konkurentami, których nie obowiązują unijne normy środowiskowe, a jednocześnie drożej płacić w kraju za materiał wsadowy. — W efekcie firmy przetwórcze mają trudności z pokrywaniem kosztów przerobu, co w dłuższej perspektywie może grozić problemami z rentownością produkcji — zauważa Paweł Cyz.

Duży zapas

Przemysław Sztuczkowski, prezes Cognoru, nie podziela natomiast obaw Stefana Dzienniaka. Uważa, że polskie zakłady mają jeszcze wiele mocy produkcyjnych w segmencie surowcowym oraz półwyrobów takich jak kęsy — przeznaczane np. do wytwarzania prętów i profili, a także slaby — do produktów płaskich.

— Zakładamy, że w najbliższych latach zużycie wyrobów stalowych będzie rosnąć o 1-1,5 proc. rocznie i bez problemu możemy zapewnić dostawy zabezpieczające ich produkcję. Przy tych wskaźnikach nie ma sensu stawiać kolejnego wielkiego pieca. Także nasze możliwości produkcji slabów i kęsów pozwolą zaspokoić krajowe zapotrzebowanie na wyroby gotowe. Dokonując niewielkiej modernizacji, możemy zwiększyć zdolności, ale na razie nie ma takiej potrzeby — uważa Przemysław Sztuczkowski. Jego zdaniem, inwestycje w segment surowcowy i półwyrobów przyczynią się do obniżki cen i rentowności producentów. Dlatego zamiast zwiększać krajowy potencjał, powinniśmy przekonywać Komisję Europejską do objęcia ochroną przed nadmiernym importem także półwyrobów.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Popyt na stal bije rekordy