W resorcie infrastruktury pod nowym kierownictwem coś się wreszcie wydarzyło. I dobrego i złego.
Najważniejszym zadaniem Krzysztofa Opawskiego, podobnie jak jego poprzedników, jest budowa autostrad. Dotychczas nie udało się wiele zrobić. Czy ten minister będzie mógł pochwalić się lepszym bilansem? Za jego kadencji w autostradowym biznesie już wydarzyło się wiele. Dobrego i złego.
Autostrada Wielkopolska zakończyła budowę A-2 z Nowego Tomyśla do Konina i uzgodniła z resortem cenę kolejnego odcinka trasy do granicy w Świecku. Projekt ma jednak dwa mankamenty. Pierwszy to cena, sięgająca 6 mln EUR/km, a drugi to konieczność udzielenia spółce koncesyjnej gwarancji państwowych.
Udało się też rozpocząć budowę trasy A-2 z Konina do Strykowa. Kolejnym projektem, który ruszył po siedmiu latach sporów, jest inwestycja w A-1 z Gdańska do Torunia. To przedsięwzięcie budzi jednak wiele kontrowersji i jest przedmiotem zaciekłych ataków opozycji. Wątpliwości podsycają roszady kadrowe w dyrekcji drogowej (nieoficjalnie mówi się, że zgoda resortu na projekt A-1 była jednym z powodów odejścia Dariusza Skowrońskiego ze stanowiska generalnego dyrektora).
Program autostradowy nie może jednak przesłonić kłopotów resortu z przygotowaniem rozporządzeń do prawa telekomunikacyjnego. Opieszałość ministerstwa hamuje wejście w życie rozwiązań korzystnych dla użytkowników telefonów.
Wiele negatywnych słów można też powiedzieć o polityce wobec portów morskich, a właściwie jej braku.
I wreszcie kolej. Tu sukcesów także nie widać. Grzegorz Mędza, zastępca Krzysztofa Opawskiego, ma wprawdzie wiele odważnych pomysłów na uzdrowienie branży, ale od słów do czynów droga daleka. Jeśli jednak pozwoli mu się działać i będzie bezkompromisowy wobec związków zawodowych, to ma szansę na uczynienie z PKP rynkowej i rentownej firmy.