Nie mogę powiedzieć, że miniony tydzień był dla mnie szczególnie udany. Okazuje się bowiem, że to, co zarobiłem na jednych walorach, zjadły mi straty na innych akcjach. Mam tu na myśli Orbis, BRE i Cersanit. Wartość pakietu 30 walorów Elektrobudowy praktycznie się nie zmieniła.
Kupując Cersanit byłem święcie przekonany, że będzie to moja gwiazda, dzięki której zarobię krocie. Do takiego przekonania doprowadziły mnie optymistyczne rekomendacje dwóch domów maklerskich — BDM PKO BP oraz BM BGŻ. Pod koniec 2001 r. obie te instytucje zalecały kupno papierów kieleckiej firmy budowlanej, przepowiadając rychły wzrost wartości jej akcji. Jednak przez trzy miesiące nic takiego się nie wydarzyło. Paradoksalnie to właśnie skłoniło mnie do zainteresowania się nią. Uznałem bowiem, że skoro przez cały kwartał inwestorzy nie zareagowali wzmożonymi zakupami jej akcji, to nastąpi to już wkrótce.
Myliłem się. Nie dość bowiem, że cena akcji nie wzrosła, to stało się dokładnie odwrotnie. Nie rozumiem tego ani trochę. Przecież po pierwszym kwartale spółka poinformowała, że pierwsze 3 miesiące tego roku były pod względem wartości sprzedaży najlepszym okresem w 30-letniej historii firmy. Konia z rzędem temu, kto mi wyjaśni, dlaczego najlepsze wyniki przekładają się na drastyczny spadek kursu?! Oto bowiem w połowie ubiegłego tygodnia kurs Cersanitu spadł do najniższego poziomu w ostatnich 52 tygodniach! Wygląda zatem na to, że przynajmniej na jakiś czas mogę sobie nie robić nadziei, że kurs wzrośnie do poziomu 40,9 zł zapowiadanego raportem BDM PKO BP, nie mówiąc już o 54,7 zł za akcję, co prognozowało BM BGŻ.
Jestem uwięziony w inwestycji w Cersanit — nie licząc opłaconych prowizji jestem na minusie 70 zł brutto. Chcąc nie chcąc muszę czekać na odbicie się spółki od dna i powrót w okolice poziomu, po którym kupowałem akcje, czyli 35,8 zł.
Na duchu podtrzymuje mnie Orbis. Inwestując w tę spółkę nie spodziewałem się, że zbiję na niej kokosy. Takie przekonanie było już zarezerwowane dla Cersanitu. Tymczasem rzeczywistość zmieniła miejscami obydwie spółki. Ku memu zaskoczeniu, to właśnie Orbis w ciągu miesiąca pozwolił mi zarobić 25 proc. Apogeum mojej radości miało miejsce w czwartek, kiedy to kurs osiągnął poziom 25,8 zł. Przypomnę, że akcjonariuszem hotelarskiej spółki zostałem w połowie marca, kiedy to akcje kosztowały 20 zł. Posłuchałem analityków BDM PKO BP, którzy sugerowali możliwy wzrost kursu Orbisu do 27,5 zł.
Patrząc na wykres Orbisu z ostatniego miesiąca mogę tylko powiedzieć, że wygląda on imponująco. Wydaje mi się, że w przyszłym tygodniu notowania Orbisu mogą dojść do poziomu określonego rekomendacją BDM PKO BP, a wtedy będę musiał rozejrzeć się za innymi akcjami. Nie chcę bowiem przegapić dogodnego momentu na wyjście z inwestycji. W optymistycznym scenariuszu mógłbym zainkasować ponad 600 zł zysku, co byłoby moją najlepszą inwestycją w dotychczasowej karierze giełdowego gracza.
Z jednej strony bardzo bym się cieszył z takiego obrotu spraw. Ale z drugiej strony byłoby to dla mnie nie do końca jasne. Orbis jest bowiem spółką, która 2001 r. zamknęła wynikiem netto niemal o 40 proc. gorszym niż rok 2000. A mimo tego jej akcje rosną. Tymczasem zysk grupy Cersanitu był wyższy w 2001 r. o 25 proc. niż rok wcześniej, a jego akcje tanieją. To zjawisko nie jest dla mnie zrozumiałe.