Na początku lat 90. XX w. Porsche znajdowało się w trudnej sytuacji finansowej. Sprzedaż spadała, oferta była skąpa, a firma – zamiast dominować w segmencie sportowych aut – musiała szukać projektów pobocznych, współpracując przy innych konstrukcjach w branży np. z mercedesem czy ...ładą. Przełom przyszedł wraz z Boxsterem i nową generacją Porsche 911, ale wciąż nie bylo poczucia, że stabilna przyszłość została zagwarantowana.
Dziś, wspólnie z Mateuszem Żuchowskim opowiadamy o decyzji, która dla wielu brzmiała jak herezja: Porsche ma zbudować SUV-a. Nie sportowe coupe, nie kolejną 911, nie niszowego roadstera, ale duży, rodzinny samochód z napędem na obie osie.
Dla wielu fanów było to odejście od idei Porsche. Dla firmy – jedyny sposób, by przetrwać. Cayenne miał zarabiać. I robił to lepiej, niż ktokolwiek zakładał.
Paradoks polegał na tym, że SUV, który miał „zepsuć markę”, w praktyce ją uratował. Z czasem stał się jej najlepiej sprzedającym się modelem i finansowym filarem, który umożliwił rozwój kolejnych generacji 911, inwestycje w technologie i globalną ekspansję.
Dziś trudno wyobrazić sobie markę bez tego modelu. I choć wciąż budzi emocje wśród purystów, jego rola jest jasna: bez Cayenne nie byłoby współczesnego Porsche, jakie znamy.
Tej i innych historii motoryzacyjnych posłuchasz na pb.pl. Znajdziesz nas też w swojej ulubionej aplikacji podcastowej (m.in. Spotify) oraz na YouTubie. Nowe odcinki w każdy czwartek.
Kontakt: [email protected]

