PORT łowi biotechnologiczne perełki

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2021-12-07 20:00

Wymagania w konkursie z 450 mln zł budżetu były tak wyśrubowane, że instytut z Wrocławia będzie musiał ogłosić kolejne edycje. Poprzeczkę podnieśli międzynarodowi eksperci, których PORT coraz więcej ściąga do pracy.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • o jaką kwotę aplikowali naukowcy w konkursie Wirtualny Instytut Badawczy, a jaką otrzymali
  • na co przeznaczono dofinansowanie
  • jak będzie wyglądał kolejny konkurs
  • jaką inwestycję planuje PORT
  • co dalej z laboratorium BSL3
  • co o strategii instytutu sądzi prezes JCI

Czy łatwo jest wydać 450 mln zł publicznych pieniędzy przeznaczonych na badania i rozwój? Zależy od kryteriów i ekspertów. Polski Ośrodek Rozwoju Technologii (PORT) właśnie zakończył pierwszy konkurs w ramach Wirtualnego Instytutu Badawczego (WIB). Przypomnijmy: PORT to dawne Wrocławskie Centrum Badań EIT+, które w 2016 r. znalazło się na krawędzi bankructwa, rok później zostało przejęte przez rząd, a w 2019 r. zostało przekształcone w instytut Sieci Badawczej Łukasiewicz.

WIB obnażył słabość polskiej biotechnologii

O pieniądze starało się 12 zespołów, które łącznie aplikowały o 509 mln zł. Mimo to międzynarodowy panel ekspertów zgromadzonych przez PORT, wśród nich przedstawicieli dużych firm farmaceutycznych, zarekomendował do wsparcia... jeden projekt za 69,2 mln zł.

- Trudno było sprostać wymaganiom. Zaangażowaliśmy najlepszych międzynarodowych ekspertów, bo chcemy, żeby program był realizowany na światowym poziomie. Dzięki temu uniknęliśmy też negatywnych zjawisk, które niekiedy pojawiają się w procesach oceny w polskich programach grantowych, czyli zależności środowiskowych wśród naukowców. Wynik naboru daje też wszystkim realistyczny obraz stanu biotechnologii w obszarze onkologii w Polsce na tle międzynarodowym – mówi dr Andrzej Dybczyński, dyrektor PORT.

Dofinansowanie dostanie konsorcjum czterech polskich jednostek badawczych: Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie (lider), Uniwersytetu Warszawskiego, Instytutu Chemii Fizycznej PAN oraz Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Zwycięski projekt dotyczy opracowania technologii, która zwiększy naturalną zdolność organizmu do radzenia sobie z rakiem przy wykorzystaniu mRNA.

- Finansowanie w ramach WIB badań, którymi przemysł farmaceutyczny z dużym prawdopodobieństwem nie będzie zainteresowany lub które są już prowadzone na wysokim poziomie zaawansowania w innych miejscach na świecie, to prosta recepta na zmarnowanie kilkuset milionów złotych – tłumaczy słabość pozostałych projektów Andrzej Dybczyński.

WIB ma budżet wysokości 450 mln zł na 10 lat. Ma zostać przeznaczony na wsparcie projektów o dużym potencjale komercjalizacyjnym w obszarze biotechnologii medycznej – onkologii. Wyniki prac badawczych powinny zostać skomercjalizowane po pięciu latach. Bardziej od prostego rozliczenia projektu liczy się rzeczywiste wdrożenie jego efektów, a eksperci PORT będą nadzorować postęp prac. Możliwa jest ich modyfikacja, jeśli na świecie pojawi się badanie, które to uzasadni, a nawet wstrzymanie prac, jeśli ktoś znajdzie podobną technologię szybciej. Kolejny konkurs, o tej samej tematyce i z tymi samymi kryteriami, zostanie ogłoszony w styczniu, a jego rozstrzygnięcie nastąpi pod koniec przyszłego roku.

- Będziemy ogłaszać konkursy cyklicznie do wyczerpania puli. Przygotowanie projektów interesujących dla międzynarodowego biznesu to duże wyzwanie, ale postaramy się pomóc w przygotowaniu nowych wniosków w kolejnej edycji. Na pewno nie będziemy łagodzić warunków i na siłę wydawać pieniędzy, bo to zagroziłoby celom programu zdefiniowanym w ustawie: uczciwości wobec „inwestora”, czyli polskiego podatnika, a także utrzymaniu zainteresowania międzynarodowych ekspertów, dla których nie jest ważne wynagrodzenie za recenzję, lecz szansa na znalezienie rozwiązań ciekawych w skali świata. Ci eksperci tworzą też pulę doświadczenia i kompetencji, które będzie można wykorzystać w polskiej biotechnologii znacznie szerzej – mówi Andrzej Dybczyński.

Z innego świata
Z innego świata
Jestem menedżerem. Pochodzenie spoza naukowego świata biologów i inżynierów materiałowych daje mi swobodę abstrahowania od uwarunkowań i zależności środowiskowych. Kompetencje merytoryczne zapewniają międzynarodowej klasy eksperci, a ja mogę podejmować na podstawie ich rekomendacji decyzje optymalne z perspektywy długoterminowego rozwoju instytutu – twierdzi dr Andrzej Dybczyński, dyrektor PORT.
KarolaFoto.pl

Polowanie na naukowców trwa 16-19 miesięcy

PORT staje się bardziej międzynarodowy także dlatego, że zatrudnia naukowców spoza Polski.

- 14 polskich naukowców zajmujących się obszarami badań, w których się specjalizujemy, czyli inżynierią materiałową i biotechnologią, z najlepszych jednostek badawczych na świecie, m.in. z Cambridge, Heidelbergu i Tokio, wróciło do Polski, bo Łukasiewicz – PORT zaoferował im atrakcyjne miejsce pracy. Ponadto 16 obcokrajowców, m.in. z Singapuru i Genui, przeniosło się do nas, żeby założyć grupy badawcze lub zostać ich członkami – wymienia Andrzej Dybczyński.

PORT celuje obecnie w naukowców, których dyrektor określa mianem „Harvard-third-best”, czyli tych, którzy odpadli podczas rekrutacji do jednostek badawczych o renomie nieco poniżej Harvardu. Za pięć lat zamierza celować w „Harvard-second-best”, czyli tych, którzy nie zdołali się dostać do jednostek ze światowej ekstraklasy, a za 15 lat chce podbierać pracowników Harvardowi.

- Ściągnięcie naukowca z zagranicy trwa 16-19 miesięcy, a nasz wskaźnik sukcesu wynosi obecnie 25 proc. – mówi szef PORT.

Obecnie instytut zatrudnia 150 naukowców, którzy pracują w 10 grupach badawczych. Zgodnie ze strategią w 2030 r. ma to być 40 grup badawczych z obszarów life science i material science, a także odpowiednio więcej pracowników. To oznacza, że ośrodek trzeba będzie rozbudować.

Będzie miejsce dla start-upów

- Kończymy trzyletni proces dołączenia drugiej połowy kampusu Pracze, która należy do miasta i zostanie nam przekazana w pierwszym półroczu 2022. Najpierw powstanie tu hub biotechnologiczny dla start-upów, które będą mogły korzystać z wyrafinowanej aparatury badawczej PORT. Duże koncerny, z którymi nawiązujemy współpracę, mogą być zainteresowane działalnością młodych spółek. Liczę, że pojawią się fundusze VC, które dostarczą im paliwa. Spodziewam się naturalnego przepływu kadr we wszystkich kierunkach oraz bliskiej współpracy z uczelniami – roztacza wizje dyrektor instytutu.

Najpierw musi jednak zdobyć kilkadziesiąt milionów złotych na pierwszy budynek i wykazać, że ekosystem działa. Niestety, we Wrocławiu nadal nie funkcjonuje laboratorium BSL-3, czyli wysokiego poziomu bezpieczeństwa biologicznego, wybudowane kosztem kilkunastu milionów złotych i oddane do użytku w 2015 r., które nie zostało uruchomione z powodu błędów w budowie. Andrzej Dybczyński, który został dyrektorem PORT w 2018 r., szacował w 2020 r., że uda się je naprawić za 3,8 mln zł, i taką dotację przeznaczyło na to Ministerstwo Nauki. Właśnie skończył się kompleksowy audyt, z którego wynika, że uruchomienie może kosztować więcej, niż zakładały najbardziej pesymistyczne scenariusze.

Na razie nie do końca wypalił też pomysł sprzed wielu lat, by z infrastruktury na Praczach korzystały duże firmy.

- Wielkie koncerny działające w obszarze inżynierii materiałowej i life science dysponują własnymi ośrodkami badawczymi. Żeby chciały z nami współpracować, musimy mieć utalentowanych naukowców i pomysły lepsze od tych, które rodzą się w laboratoriach biznesu. Na razie realizujemy usługi m.in. dla LG Electronics i DeLavala, ale prowadzimy rozmowy z jedną z dużych firm farmaceutycznych na temat stworzenia wspólnej grupy badawczej. Nasze ambicje nie kończą się na tym, by być usługobiorcą, chcemy opracowywać technologie – podkreśla Andrzej Dybczyński.

PORT ma pierwsze sukcesy. Zespół pracujący nad powłokami superhybrydowymi, które zabezpieczają powierzchnie przed oddziaływaniem wilgoci, znalazł się w finale akceleratora technologicznego Sieci Badawczej Łukasiewicz. Inny zespół pracuje nad technologią pozwalającą łatwo i tanio wykrywać zanieczyszczenia biologiczne w wodzie w sposób ciągły, bez konieczności cyklicznego pobierania próbek. Kolejny projekt to mechanizmy neurologiczne związane z otyłością.

Okiem eksperta
Skąd wziąć pieniądze
Paweł Błachno
prezes i dyrektor zarządzający Jagiellońskiego Centrum Innowacji

Kierunek wydaje się dobry. Bardzo ważni są ludzie, którzy prowadzą zespoły badawcze. Istotna jest też odpowiedź na pytanie, jak zapewnić długoterminowe finansowanie projektów naukowych prowadzonych w instytucie, dopóki nie będzie wpływów z ich komercjalizacji. Czy PORT ma np. stabilne dochody z najmu powierzchni lub dotacje, które dają komfort prowadzenia projektu nawet w trudnych czasach?

Byłbym ostrożny z inwestycją w budynek laboratoryjny tylko dla start-upów. To piękna idea, lecz start-upów wykorzystujących małe laboratoria 50-100 m kw. w zasadzie nie ma i nie tworzy się ich zbyt wiele. Też mieliśmy takie ambicje i mamy taki budynek w Life Science Parku, zarządzanym przez JCI, ale w praktyce wynajmowaliśmy go głównie większym firmom, które szukały powierzchni pod wydzielone projekty badawcze. Start-upy to też ryzyko niewypłacalności, dlatego najem trzeba odpowiednio dywersyfikować.

Problem z laboratorium BSL-3 nie sprowadza się tylko do wysokich kosztów naprawy. Ogromne są też bieżące koszty operacyjne wynikające z wymogów związanych z jego prowadzeniem. Trzeba dysponować dużym budżetem badawczym (najlepiej mieć dotacje) na jego utrzymanie. W JCI nie byliśmy w stanie utrzymać takiego laboratorium, dlatego pomimo ambitnych planów zdecydowaliśmy się je wynająć.