Porto kontra bordo

Weronika Kosmala
opublikowano: 04-11-2018, 22:00

Słodycz ukojenia odnajdywać można nie tylko w każdym porcie, lecz także w dobrym porto, zwłaszcza że indeks wspiął się w parę lat o 142 proc.

Bezpieczna przystań dla kapitału czy majaczący na horyzoncie czubek góry oszustw? Określenie okresu analizy jako parę lat już powinno budzić na pokładzie niepokój, bo w przypadku większości inwestycji alternatywnych wcale nie trzeba się nadwerężać, żeby w którymś z głęboko zamglonych obszarów wykazać cenowy skok w zgrabnie ujętym przedziale. W przypadku porto — które właśnie wyślizguje się z cienia win bordoskich — temat jest jednak bardziej przewrotny: brytyjskim zwyczajem, trudno obcesowo zaczynać od zwyżki, nie rozwinąwszy wdzięcznego tematu pogody.

Jak przystało na beczki przemierzające morza w ładowniach dawnych
statków, te z porto zamykały solidniejszą porcję alkoholu. Portugalskie wino
wzmacniane jest do poziomu około 20 proc., a jego potencjał starzenia się
pozwala osiągać rzadszym butelkom coraz wyższe ceny — zestaw dziewięciu Quinta
do Noval Nacional z 1963 r. został sprzedany na aukcji za 39,2 tys. USD (149
tys. zł).
Wyświetl galerię [1/2]

LOKATA NA 20 PROC.:

Jak przystało na beczki przemierzające morza w ładowniach dawnych statków, te z porto zamykały solidniejszą porcję alkoholu. Portugalskie wino wzmacniane jest do poziomu około 20 proc., a jego potencjał starzenia się pozwala osiągać rzadszym butelkom coraz wyższe ceny — zestaw dziewięciu Quinta do Noval Nacional z 1963 r. został sprzedany na aukcji za 39,2 tys. USD (149 tys. zł). Fot. Christie's

Wyroki z nieba

Wszystko co waniliowe i o korzennym, wigilijnym posmaku pasować powinno do kruchej filiżanki z bladą herbatą — istotnie, portugalskie porto również nie wywinie się od skojarzeń z deszczowym królestwem, dlatego że wyraźnie pamięta czasy wymiany handlowej z Wielką Brytanią i ociężałych statków pachnących ciepłymi Indiami. Dla rynku tego wina pogoda właśnie bywa jedynym monarchą — zwykle o manierach irańskiego szacha, chociaż przeciętnie dwa, trzy razy na dekadę okazującym łaskawość, która pozwala na znamienny dopisek „vintage” na etykiecie.

Wbrew naszym przyzwyczajeniom z rynku francuskiego wina, takie oznakowanie butelki porto oznacza nie tyle datę zbiorów, co rocznik prawdziwie wyjątkowy, który nie pojawia się w obiegu, gdy nie zezwoli na to władcze ciało złożone z chmur i opadów. Po około dwóch latach spędzonych w beczce, wzmacniane wino z pomyślniejszego rocznika butelkowane jest z myślą o dalszym, niezmąconym lenistwie, dlatego że potencjał starzenia właściwie przechowywanego porto swobodnie mierzy się w dekadach. Dlaczego więc inwestuje się w skrzynki uwielbianych châteaux, a rozkołysane na morzu porto nie utarło im jeszcze bordowego nosa?

Cisza przed zwyżką

Inflacja w puszących się Burgundii i Bordeaux pozwoliła oderwać się tamtejszym winom od stawek za mniej doceniane porto do tego stopnia, że portugalskie skrzynki z rocznika 2011 dało się kupić za 450- 470 GBP (2,2-2,3 tys. zł) — co odpowiadało tuzinowi butelek z Dow’s, Taylor’s czy Quinta do Noval, jak podaje Wine Searcher. Drobny impuls dla poruszenia się ich cen nastąpił tuż przed 2015 r., kiedy Dow’s z lat 2007 i 2011 pobudziło niespodziewanie apetyty krytyków, którzy — rozbudzając w końcu popyt na aukcjach — podnieśli próg dla ostatniego z roczników do 1,4 tys. GBP (6,8 tys. zł). Mimo że na rynku porto takie stawki rzeczywiście oznaczać mogą bujny rozkwit wskaźników, producenci komentowali poruszenie z tak szorstką rezerwą, jakby zapomnieli, że w żyłach nie płynie w końcu brytyjska herbata, tylko głęboka czerwień z piwnic Portugalii — dopóki indeksy nie rozwiną się dobitnie, przy temacie inwestycji zapaść powinna cisza.

Dotychczas na półce kolekcjonerskich alkoholi odważnie rozpychać mogło się tylko porto z Quinta do Noval, ale o nazwie Nacional, które z uwagi na skromną podaż 170 skrzynek rocznie z łatwością przebija próg przeciętnej ceny 3,7 tys. zł za butelkę. Od końca października winiarze z doliny rzeki Duero mogą jednak odrzucić wyspiarską zachowawczość, dlatego że właśnie brytyjska giełda Liv-ex uruchomiła indeks Port 50, mierzący ceny skrzynek dziesięciu ostatnich dostępnych w obiegu roczników win Dow’s, Fonseca, Graham's, Taylor’s i Warre's.

Nadmieniony już skok rzędu 142 proc. to więc po części dzieło krytyków „Wine Spectator”, którzy wyróżnić mieli rocznik 2011 pod koniec 2014 r. sugestywnym tytułem wina roku. Od tamtej zimy stawki za porto sprzed siedmiu lat istotnie więc wzrosły, chociaż cały indeks pięćdziesięciu win może się pochwalić wynikiem 64,2 proc., jeśli ceny będą mierzone od stycznia 2005 r. Przyzwoicie, ale jakby nie z pierwszej ligi — stwierdziłby inwestor, przyzwyczajony przez prymuski z francuskich regionów do gorzkiej reguły, że to, co teoretycznie ma zdrożeć, i tak trzeba kupić na podsycanym przez spekulantów rynku za drogo. Wilk z Wall Street uniósłby może brew w powątpiewaniu, ale wilk morski nie zawahałby się przed przewrotem — wyproszeniem za burtę Burgundii czy Bordeaux, a zaproszeniem na górny pokład porto.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy