Posag siedmiu panien

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-06-27 00:00

Dwa lata temu uwzględnienie Ursusa w poświęconym kultowym produktom PRL cyklu „Było, nie minęło” raczej nie miałoby sensu. A jednak marka odżyła, chociaż daleko od źródeł.

Rzadkością jest zakład przemysłowy, do którego osoby postronne mają tak bliski wgląd z góry. Ogromny teren dawnej fabryki traktorów w dzielnicy Warszawa Ursus znajduje się tuż przy korytarzu samolotów lądujących i startujących z pasa 11/29 lotniska Okęcie. Przez dziesiątki lat pasażerowie podziwiali imponujące hale produkcyjne, a na fabrycznych parkingach — równe szeregi błyszczących ciągników.

Obraz dzisiejszy jest jednak przygnębiający: hale nowsze jeszcze stoją, po starych zostały puste place, całość zaś robi wrażenie krainy zdewastowanej i wymarłej. Na terenie upadłych zakładów działają różne mniejsze podmioty gospodarcze, w tym elektrociepłownia, z którą walczą deweloperzy, przymierzający się do zbudowania ogromnego osiedla dla 25 tys. mieszkańców.

Ojcem chrzestnym został noblista

Ze względów marketingowych firmy z tradycjami doszukują się jak najgłębszych korzeni. Ursus za swój początek uznaje rok 1893. Trzej inżynierowie: Ludwik Rossman, Kazimierz Matecki, Emil Schönfeld wraz z czterema przedsiębiorcami: Stanisławem Rostkowskim, Aleksandrem Radzikowskim, Karolem Strassburgerem i Ludwikiem Fijałkowskim założyli wtedy w centrum stolicy Towarzystwo Udziałowe Specyalnej Fabryki Armatur. Zrzutkę zrobili z… oszczędności posagowych swoich córek! Dlatego naturalnym logo firmy stało się stylizowane P7P, odczytywane jako Posag Siedmiu Panien. Wynika z tego, że wywodzące się z języka angielskiego współczesne kategorie B2B czy B2C mają staropolską genezę.

Rozszerzenie w roku 1902 asortymentu o silniki wiązało się ze zmianą nazwy. Przypadło to na okres powszechnej fascynacji powieścią Henryka Sienkiewicza „Quo vadis”. Zwyciężający tura osiłek Ursus okazał się idealnym symbolem potęgi i niezawodności, trafił więc do wydłużonej nazwy: Towarzystwo Udziałowe Specyalnej Fabryki Armatur i Motorów Ursus. Gdy jej pośredni ojciec chrzestny otrzymał w roku 1905 literackiego Nobla, nazwa zyskała ogromną wartość dodaną.

Słupami milowymi były licencje

Przekształcenia własnościowe, strukturalne, nazewnicze i asortymentowe Ursusa w wieku XX zajmują książkę. Nieskończona wydaje się także lista typów ciągników kołowych i gąsienicowych, innych maszyn rolniczych, samochodów ciężarowych i osobowych, motocykli, wozów strażackich i pocztowych, wreszcie przedwojennych czołgów. Ba, oddział rzeczny w Modlinie produkował nawet trałowce, motorówki i pontony. Dlatego w tym tekście da się najwyżej liznąć słupy milowe.

Najważniejszym było wybudowanie w latach 1922-27 od podstaw we wsi Czechowice (obecnie to część dzielnicy Ursus) zakładów, których współczesny wizerunek przedstawiony został we wstępie. Pierwszy rolniczy Ursus, skonstruowany w roku 1922, nazwany został jeszcze nie ciągnikiem, lecz ciągówką. Jej wzorcem był amerykański traktor Titan firmy International Harvester Company. To początek licencyjnego ciągu, jako że przez wszystkie lata konstrukcje polskie przeplatały się z kupowanymi za granicą.

Po wznowieniu produkcji w roku 1947 pierwszy ciągnik prosto z taśmy pojechał na pochód pierwszomajowy jako „dar robotnika i inżyniera na 1-go Maja dla brata chłopa”. W siermiężnej epoce towarzysza Władysława Gomułki konstrukcyjnym bratem Ursusa został czechosłowacki Zetor. Gdy po zachodnie kredyty wyciągnął rękę towarzysz Edward Gierek, zakłady w Ursusie wykonały w roku 1974 skok technologiczny na głęboką wodę. Licencja na produkcję angielskich traktorów Massey Ferguson z silnikami Perkinsa wiązała się z budową praktycznie nowej fabryki. Kredyt miał być spłacany ciągnikami, ale inwestycja została źle skalkulowana i Ursus już w tamtych czasach zaczął popadać w długi. Oczywiście wtedy niewyobrażalna była jakaś tam upadłość…

Partia nazwała ich warchołami

Dziejowym paradoksem i zarazem szokiem dla władz PRL stał się konflikt społeczny w Ursusie, który przypadł właśnie na okres wielkich inwestycji licencyjnych. Załoga wzorcowego zakładu gospodarki socjalistycznej zachowała się zupełnie nie tak, jak wyobrażała sobie Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. 25 czerwca 1976 r. zdesperowani robotnicy zastrajkowali w proteście przeciwko ogłoszonej poprzedniego wieczora przez premiera Piotra Jaroszewicza ostrej podwyżce cen żywności. W epoce PRL każda taka operacja, wykonywana nagle po okresie trzymania cen sztywnych, była wielką próbą sił.

Wtedy załoga Ursusa nie zamknęła się w zakładach, lecz spontanicznie wyszła na tory kolejowe i po rozkręceniu szyn unieruchomiła międzynarodowe pociągi. Nie było żadnych zajść, jakie miały miejsce np. w Radomiu, ale w rozpętanej propagandowej nagonce Ursus również został zaliczony do tzw. warchołów. Na robotników spadły represje, ale poczuli proletariacką siłę i w czasach pierwszej Solidarności 1980-81 zakłady Ursus stały się głównym jej bastionem na Mazowszu.

Skutkiem ubocznym czerwca 1976 było wchłonięcie rok później miasta Ursus przez Warszawę w granice dzielnicy Ochota. Dopiero w roku 1993 Ursus wybił się na odrębną stołeczną dzielnicę, obecnie jest ona jedną z osiemnastu.

Giełdowe życie po życiu

Przemiany ustrojowe nie zaskoczyły zakładów, chociaż w warunkach gospodarki rynkowej pojawiły się nieznane wcześniej problemy. Ale w latach 90. produkcja i sprzedaż trwały. Stopniowo jednak pojawiły się problemy finansowe, daremnie oczekiwano na zagranicznego inwestora branżowego, trwały restrukturyzacje, przez lata związkowcy nie ustępowali, w końcu spirala zaczęła się zwijać i w roku 2003 spółka akcyjna Zakłady Przemysłu Ciągnikowego Ursus upadła. Ale nie oznaczało to zaprzestania produkcji, chociaż skoncentrowanej w jednej hali. W roku 2006 z pompą wypuszczono 1,5-milionowy ciągnik, a przy okazji otwarto muzeum.

Przełomem, mającym charakter trochę odwrotny w stosunku do roku 1922, był rok 2011. Produkcja w hali w Warszawie Ursusie została definitywnie zakończona, ale w zamian podjęta zupełnie gdzie indziej — w Lublinie. Było to następstwo kupienia wszystkich składników upadłej spółki, w tym znaków towarowych Ursus, przez notowaną od roku 2007 na giełdzie spółkę Pol-Mot Warfama. Przy czym cena znaków towarowych wyniosła 8,1 mln zł, gdy udziały upadłej spółki tylko… 1 zł. Po kilku miesiącach, już w roku 2012, nabywca sądownie zmienił własną nazwę na Ursus i w ten sposób stał się cud — bohater Sienkiewicza nie tylko zmartwychwstał, ale nawet ma pewien staż giełdowy. Zakłady produkcyjne tego nowego Ursusa znajdują się w Lublinie, Dobrym Mieście, Biedaszkach Małych koło Kętrzyna i w Opalenicy.

Spółka o kapitale wyłącznie polskim produkuje różne typy dobrze sprzedających się ciągników. Ma w ofercie także prasy zwijające oraz owijarki i zbieracze bel, które stanowią linię technologiczną do zbioru i przechowywania zielonek, siana i słomy. Tym samym oferta Ursusa dla rolników jest nawet bardziej różnorodna i kompletna niż kiedyś. Dlatego przyszłość samej marki Ursus wygląda obecnie dość optymistycznie. Tylko ten widok w Warszawie Ursusie…

Edycja wirtualna

Nowe czasy wymagają od producenta traktorów innowacyjnych rozwiązań marketingowych. Przykładem jest „Farming Simulator: Edycja Ursus” — najnowsza wersja jednej z najbardziej popularnych gier symulacyjnych na świecie. To efekt współpracy studia Giant Software z polskimi liderami branżowych rynków: Ursusem oraz CDP.pl z grupy CD Projekt.

W związku z rozszerzeniem profilu produkcji Ursus z nowym partnerem stworzył symulator farmy ze swoimi ciągnikami i maszynami rolniczymi. To krok ku zupełnie nowemu rynkowi i nie tylko źródło przychodów, ale również sposób na niestandardową promocję oraz dotarcie do najmłodszego pokolenia rolników.

Atutem gier z serii „Farming Simulator” jest realizm. Gracze chcą maksymalnego odwzorowania prawdziwych warunków, cenią także pojawianie się rzeczywistego sprzętu producentów, którzy licencjonują swoje marki.