Dyskryminowani pracownicy będą mogli żądać odszkodowań finansowych. Przedsiębiorcy obawiają się nadużyć.
W Sejmie trwają prace nad wdrożeniem do polskiego prawa unijnych przepisów chroniących pracowników przed dyskryminacją ze strony pracodawców. Nowelizowany kodeks pracy umożliwi i ułatwi pokrzywdzonym występowanie z żądaniami odszkodowań.
Eksperci Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych (PKPP) i Business Centre Club (BCC) alarmują, że niejasne przepisy doprowadzą do nadużyć.
Pracownik dyskryminowany w pracy będzie mógł żądać odszkodowania pieniężnego. PKPP postulowała zrezygnowanie z takiego rozwiązania. Jednak rząd nie zgodził się i poszedł jeszcze dalej. W przypadku dyskryminacji kobiet (m.in. molestowania seksualnego) odszkodowania mogą być znaczne. Nie określono ich maksymalnej wysokości.
— Jeżeli nie wprowadzi się wyraźnych i jednoznacznych definicji dyskryminacji, to obawiamy się, że dojdzie do lawinowego wzrostu spraw sądowych o wątpliwym charakterze. Ewentualne atrakcyjne korzyści finansowe mogą powodować nadużycia ze strony pracowników. Dodatkowe obciążanie pracodawców kosztami związanymi z wprowadzaniem norm całkowicie nowych i niejasnych będzie dla przedsiębiorców wręcz katastrofalne — mówi Grażyna Spytek, ekspert PKPP.
— Proponowane przepisy są nieprecyzyjne. Konieczne jest dokładne określenie, za co pracodawca byłby karany. Mówi się o karaniu za molestowania seksualne, a nie określa się jasnej jego definicji. Może to powodować nadużywanie przepisów w złej wierze — mówi Zbigniew Żurek, wiceprezes BCC.
Pod koniec września odbędzie się w Sejmie drugie czytanie nowelizacji kodeksu pracy.
Czy przedsiębiorcy dopuszcza- ją się dyskryminacji swoich pracowników?
— Jest to na porządku dziennym. Szczególnie narażone są na nią kobiety. Trudniej im dostać pracę niż mężczyznom. Często muszą przedstawiać testy ciążowe, bo przedsiębiorca nie chce przecież zatrudnić kobiety spodziewającej się dziecka. Poważnym problemem jest seksualne molestowanie. Dobrze, że wreszcie pojawią się konkretne przepisy ochronne — mówi Katarzyna Kądziela, ekspert Biura Pełnomocnika Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn.