Potępienie i przyzwolenie

Zbigniew Lew-Starowicz
opublikowano: 2004-02-27 00:00

Od czasu pojawienia się w 1774 roku książki „Onanja” dr Tissota w kulturze Zachodu rozwijała się szybko antymasturbacyjna obsesja. Walnie przyczynili się do tego lekarze.

Przeciw. Masturbacji (zwanej dawniej onanizmem, samogwałtem) przypisywano wiele negatywnych następstw — począwszy od zmian w wyglądzie („ziemista twarz, chuda pochylona sylwetka”), a na „kurczeniu się mózgu” kończąc. Wydano tysiące książek i broszurek pod wdzięcznymi tytułami (jak np.: „Onania, czyli rozważania o onanizmie albo ohydnym grzechu samogwałtu i jego przerażających konsekwencjach dla obu płci wraz z poradami dla tych, którzy już się okaleczyli tymi odrażającymi praktykami”). Jeszcze w XX wieku wydawano publikacje, w których przypisywano masturbowaniu się groźne następstwa: impotencję, niepłodność, gruźlicę, ślepotę, otępienie, uwiąd rdzenia, zawroty głowy, melancholię, niestrawność, zaburzenia psychiczne itd. Jeszcze do lat 80. zeszłego wieku miałem wielu pacjentów, z powodu niemożności uwolnienia się od masturbacji przekonanych, że w przyszłości będą impotentami. Od czasu „rewolucji seksualnej” na Zachodzie postawa wobec masturbacji zaczęła się zmieniać. Niektórzy badacze — np. Amerykanka Hite — dowodzili, że dzięki masturbacji kobiety są samowystarczalne i mogą obyć się bez mężczyzn; zdaniem innych powinny się masturbować, gdyż dzięki temu zniknie zaburzenie zwane „oziębłością płciową”. Dzięki parze amerykańskich badaczy Masters i Johnson od lat 70. zaczęto upowszechniać treningi masturbacyjne w leczeniu zaburzeń seksualnych. Wiązało się to z kontrowersjami u wierzących pacjentów. Jedni uzyskiwali zgodę od spowiedników na takie metody leczenia, „skoro zaleca to specjalista”; innych zachęcano, by szukali pomocy u „normalnych, a nie zboczonych terapeutów”.

Zmiany. W latach 90. masturbację traktowano już jako zastępczą formę aktywności seksualnej, fazę w czasie dojrzewania (zwłaszcza chłopców), jedną z metod leczenia. Zainteresowanie lekarzy budziły jedynie patologiczne formy masturbacji: przymusowe, objaw uzależnienia od seksu, zagrażające zdrowiu i życiu (np. pobudzanie się prądem elektrycznym, doprowadzanie się do niedotlenienia, wprowadzanie przedmiotów do cewki moczowej itp.). Retro poglądy o masturbacji przetrwały u nas w podręcznikach, zalecanych przez MEN do realizacji przedmiotu przygotowanie do życia w rodzinie...

W 2002 roku opublikowano Deklarację Praw Seksualnych, rekomendowaną przez Światową Organizację Zdrowia. Traktuje się w niej zachowania autoerotyczne (masturbacyjne) jako prozdrowotną, akceptowaną formę aktywności seksualnej. To przełom! Nie ukrywam, że zaskakuje mnie milczenie na ten temat. Widocznie Deklaracja Praw Seksualnych nie dotarła do tych, którzy chętnie by się z nią rozprawili. Czas pokaże...

U lekarza. W gabinecie seksuologów rzadko pojawiają się pacjenci z kompleksem onanistycznym, czyli przekonani o szkodliwym wpływie masturbowania się na zdrowie, przyszłe życie małżeńskie, upatrujący w niej przyczynę upadku cywilizacji itd. Przychodzą za to pacjenci z innymi problemami — np. związki, w których partnerka przyłapała mężczyznę na masturbowaniu się — mimo że sama jest zainteresowana współżyciem seksualnym. Porady pragną też pary, w których mężczyzna świadomie unika seksu z partnerką, a z lubością oddaje się masturbacji podczas oglądania filmów porno czy innych obrazków seksualnych. Przyczyną „wyższości” masturbacji nad współżyciem z partnerką są najczęściej: przyzwyczajenie do seksu w samotności, lenistwo (partnerkę trzeba rozbudzić, zaspokajać jej upodobania), pociąg do seksu kreowanego w pornografii. Partnerki zazwyczaj traktują te zachowania jako jednoznaczne ze zdradą, stają się zazdrosne, czują się upokorzone i zlekceważone, uznają partnera za chorego (uzależnionego od seksu).

U partnerek. A jak reagują mężczyźni w przypadku ujawnienia zachowań masturbacyjnych u partnerek? Najczęstsze są: postawa ambicjonalna i obrażenie się lub podniecenie, połączone z ciekawością i zachęcanie partnerki, by masturbowała się w jego obecności — może to prowadzić do traktowania masturbowania się partnerki jako stałego elementu w sztuce miłosnej.

Mężczyźni przyprowadzeni przez partnerki do lekarza najczęściej mają minę zbitego psa. Ale sam na sam są już skłonni do rozmowy. Kiedy lekarzem jest kobieta, poczucie wstydu może być tak silne, że niewiele mówią lub ukrywają się za parawanem słów na inny temat. Niektórzy minimalizują problem.

Modne jest obecnie rozpoznanie: „uzależnienie od seksu”. Mężczyźnie odpowiada przyjęcie roli chorego, a partnerce świadomość, że ma do czynienia z tak dziwną chorobą. Dzięki temu nie czuje się zagrożona w roli kobiety, zdradzana czy upokorzona. I w innych sytuacjach to samo rozpoznanie jest mile widziane — np. nie ma obecnie łajdaków, babiarzy, lecz są sami „chorzy”. Mężczyzna siedzi ze zbolałą miną, a jego partnerka ujawnia wobec „chorego” opiekuńcze postawy. Oboje oczekują rozpoczęcia leczenia.