W istocie odczyt ADP pokazujący blisko półmilionowy wzrost liczby etatów w sektorze prywatnym stał w czytelnej sprzeczności z raportem Departamentu Pracy, który pokazał wzrost liczby miejsc pracy poza rolnictwem w czerwcu o niewiele więcej niż 200 tys., co kontrastowało z majowym wzrostem o przeszło 300 tys. i było jednak gorsze od średnich prognoz. Dane nie pozostawiły wątpliwości, iż rynek pracy zaczyna reagować na politykę Fed, gdy dane o inflacji pozwalają lub nawet wymuszają dalsze podwyżki ceny kredytu. Efektem były solidarne przeceny, które rozlały się z Wall Street po innych rynkach, choć w przypadku Europy można nawet mówić o spadkach o większej dynamice budowanych również na odczytach indeksów koniunktury i generalnie regionalne zwątpienie w scenariusz braku recesji.
Z perspektywy końca tygodnia może wydawać się, iż przeceny w USA – główne indeksy straciły właściwie w trzy dni od 0,9 procent do 2 procent – zostały wywołane danymi makro, ale warto brać pod uwagę fakt, iż rynki zwyczajnie potrzebowały korekty po ostatnich zwyżkach. Potrzeba korekt była jeszcze większa w Europie, gdzie bilans pierwszej połowy roku obejmował nawet wyjście niemieckiego DAX-a na historyczne maksima. W istocie DAX spadał na czterech z pięciu sesji tygodnia i zanotował najgorszy tydzień w historii indeksu od połowy marca. To samo można powiedzieć o francuskim indeksie CAC, który tracił od poniedziałku do czwartku i również zanotował najgorszy tydzień od połowy marca. Korelacja obejmuje też skalę strat, które w przypadku DAX-a i CAC przekroczyły 3 procent. Jeśli dołożyć do tego spadki w USA, które były mniejsze między innymi z powodu świątecznego weekendu w praktyce rozciągniętego na dwie pierwsze sesje tygodnia, to obraz solidarnej korekty jawi się jako oczywisty i w dobrze sumujący nastroje na większości giełd. W przypadku USA doszły do tego korekty w sektorze technologicznym, który wszedł w drugą połowę roku z pytaniami o zdolność utrzymania 30-procentowego rajdu YTD w wykonaniu indeksów giełdy Nasdaq.
Na przeceny można i należy też patrzeć przez pryzmat naturalnych korekt w portfelach inwestorów, którzy muszą ocenić pierwszą połowę roku i pozycjonować się pod drugą połowę roku. W krótszej perspektywie spadki są też pochodną finałowego pozycjonowania się inwestorów pod sezon publikacji wyników kwartalnych, który zacznie się już w tym tygodniu raportami największych banków z USA. Ważnym elementem będą odczyty inflacji, które stają się jednymi z ostatnich raportów pozwalających szacować politykę Fed na i po lipcowym posiedzeniu FOMC. W naszej opinii kluczowe będą jednak wyniki spółek, które muszą jakoś uzasadnić wyceny sektora technologicznego i pozwolić ocenić, jak grać inne spółki pozostające w tym roku w cieniu hossy na giełdzie Nasdaq. Całość powinna zsumować się w większą zmienność i handel daleki od jednokierunkowego. Stale warto zakładać, iż po dobrej pierwszej połowie roku rynki mają powody, by III kwartał jednak zagrać w układach korekcyjnych, a do wzrostów wrócić dopiero pozycjonując się pod końcówkę roku, kiedy jaśniejszy będzie obraz przyszłości polityki Fed, kondycji gospodarki i zysków spółek w 2024 roku. Sumując, pierwszy tydzień lipca na rynkach akcji postrzegamy jako sygnał rozpoczęcia korekt, które nie powinny być głębokie i zostać wykorzystane jako okazje do zakupów.
