Potrzebny kapitan, a nie łowca bramek

Adam Sofuł
opublikowano: 20-02-2008, 00:00

Nawet jeśli Donald Tusk nie zdecydował jeszcze, czy wystartuje w najbliższych wyborach prezydenckich, to jest przecież jasne, że taką ewentualność bierze pod uwagę w swoich politycznych kalkulacjach. Aby mieć szansę w wyborach prezydenckich, musi się jednak przedtem sprawdzić jako szef rządu. Rząd musi mieć sukcesy, a ściślej rzecz ujmując, sukcesy musi mieć premier.

Plan był prosty — rządowa drużyna gra „na premiera”. To między innymi dlatego w rządzie trudno (z nielicznymi wyjątkami) o indywidualności, które mogłyby przyćmić premiera. Zespół haruje w środku pola, wystawia piłki, a Tusk jako główny napastnik, wpycha je do siatki. Rzeczywistość na razie jest inna — Tusk błąka się na polu karnym rywali i czeka na piłkę, a jego partnerzy z drużyny dryblują między sobą. Tak można określić poczynania resortu finansów (zawodnik z Wysp Brytyjskich — rzadki przypadek na krajowym boisku), który odebrał piłkę resortowi pracy. Ministerstwo Finansów nie zgadza się na proponowane przez resort gospodarki ułatwienia dla przedsiębiorców.

Ministerstwo Finansów wyrasta na głównego hamulcowego kolejnych ustaw o swobodzie działalności gospodarczej. Obecny minister nie jest pierwszym szefem tego resortu, który takim właśnie pakietom, mającym ułatwić życie przedsiębiorcom, mówi stanowcze „nie”. I można tę postawę zrozumieć — Ministerstwo Finansów nie jest od ułatwiania życia, lecz od jego utrudniania, czyli m.in. od sprawnego i bezlitosnego ściągania podatków. Urzędnikom fiskusa jest dość wygodnie z obecnie obowiązującymi przepisami, przedsiębiorcom nieco mniej. Między resortami gospodarki i finansów zawsze przy okazji takich inicjatyw będzie iskrzyć. Ale wówczas rozpoczyna się rola premiera, do którego należy rozstrzygnięcie tych sporów — bądź w drodze mediacji, bądź autorytarnej decyzji. Do tego jednak Donald Tusk musiałby się stać nie tylko królem strzelców, ale też kapitanem drużyny. Bo polityka to — podobnie jak futbol — gra zespołowa. Bez reżysera gry bramek nie będzie i Donald Tusk może miesiącami czekać na podanie od partnerów. A publiczność będzie narzekać na brak bramek i małe emocje. I o wymarzonym transferze z fotela premiera do Pałacu Prezydenckiego można będzie zapomnieć. Rozmiłowany w piłce nożnej premier powinien o tym pamiętać.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu