W Polsce brak niezależnej weryfikacji wymogów dotyczących bezpieczeństwa produktów.
Od dnia wstąpienia Polski do Unii Europejskiej wyroby podlegające dyrektywom nowego podejścia i spełniające postawione w nich wymagania muszą być obowiązkowo, z nielicznymi wyjątkami, oznakowane symbolem CE.
— Podstawowym aktem prawnym, który umożliwił wprowadzenie dyrektyw do krajowego prawa, jest ustawa o systemie oceny zgodności z 30 sierpnia 2002 r. Zawiera ona definicje podstawowych pojęć i najważniejsze zasady wspólne dla wszystkich wyrobów podlegających ocenie zgodności opartej na dyrektywach nowego podejścia. Natomiast przepisy konkretnych dyrektyw wprowadzone zostały do polskiego prawa rozporządzeniami wykonawczymi do tej ustawy. Zawarte są w nich różne szczegółowe kwestie istotne przy dokonywaniu oceny zgodności poszczególnych grup wyrobów, takie jak: zakres wyrobów podlegających, zasadnicze wymagania wobec tych wyrobów, konkretne procedury oceny zgodności mające zastosowanie, zawartość dokumentacji technicznej, zawartość deklaracji zgodności, wzór oznakowania CE — wyjaśnia Anna Hutyra, prawnik z gdańskiego oddziału Centrum Euro Info, ośrodka informacji europejskiej dla przedsiębiorców.
— Obowiązek spełnienia wymagań wynikających z dyrektyw ciąży na producencie danego wyrobu. W szczególności musi on samodzielnie ocenić, czy jego wyrób podlega danej dyrektywie. Po wypełnieniu wszystkich przewidzianych w danej dyrektywie procedur producent zawsze samodzielnie i na własną odpowiedzialność umieszcza na wyrobie oznakowanie CE — mówi Anna Hutyra.
Wprowadzenie wymagań zasadniczych dla wyrobów ma o tyle sens, o ile skutecznie działa system nadzoru rynku, eliminujący wyroby niezgodne i niebezpieczne oraz dyscyplinujący producentów do przestrzegania obowiązującego prawa. W każdym z państw członkowskich Unii działają odpowiednie organy nadzoru rynku, których zadaniem jest dokonywanie regularnych kontroli znajdujących się w sprzedaży produktów oraz wycofywanie z rynku wyrobów nie spełniających wymagań.
— Sprawnie działający system nadzoru rynku powstał w Piętnastce, w konkretnych warunkach i konkretnym czasie, my zaledwie go adaptowaliśmy. Dokonaliśmy tego „na siłę” i „na czas” — zajęliśmy się problemem zbyt późno w stosunku do precyzyjnie określonych ram czasowych. Trzeba też przyznać, że zaadaptowaliśmy zaledwie jego część najwygodniejszą — czyli umożliwiającą przeprowadzenie badań i wydanie przez producenta własnej deklaracji zgodności oraz te najbardziej sztandarowe elementy systemu, jak np. oznakowanie CE — zwraca uwagę Bogdan Maliszewski, dyrektor generalny Underwriters Laboratories (UL) International Polska.
Bez względu na to, jak dane państwo ma skonstruowany system nadzoru rynku, obowiązuje je jedna zasada. Za towar, w którym wykryto niezgodność z dyrektywą czy też uznano go za niebezpieczny, odpowiada ten kto go wprowadził na rynek, czyli importer lub producent. Za wycofanie tego produktu z rynku odpowiadają służby państwa, w którym importer czy producent działa.
— Procedura postępowania w przypadku takiego produktu też jest podobna. Jeśli zostanie wykryty, jego próbkę wysyła się na badania do laboratorium. Jednocześnie informuje się przedsiębiorcę, który towar wprowadził o wszczętym postępowaniu. Jeśli zaistnieją uzasadnione przesłanki, wstrzymuje się obrót towarem. Kiedy wyniki laboratoryjne dowiodą, że towar jest niezgodny z dyrektywami natychmiast zobowiązuje się przedsiębiorcę do wstrzymania sprzedaży. Najczęściej takie przypadki dotyczą braków w dokumentacji. Sprawę umarza się bez żadnych konsekwencji w przypadku kiedy przedsiębiorca bezspornie zastosuje się do poleceń organów nadzorczych. I tak zresztą kończy się ogromna większość spraw, ponieważ nikomu nie zależy na psuciu dobrego imienia własnej firmy — mówi Anna Hutyra.