Sejm zafundował nam w piątek obniżkę składki rentowej. Jeśli Senat i prezydent uwiną się równie szybko jak posłowie, od lipca będziemy zarabiać nieco więcej. Mała rzecz, a cieszy. Najbardziej powinna cieszyć minister Zytę Gilowską, bo to dla niej symboliczne zwycięstwo.
Powody do zadowolenia są, ale świętować jeszcze za wcześnie. Niepokoi opór, z jakim Liga Polskich Rodzin i Samoobrona przyjęły propozycje minister finansów. To źle wróży ambitniejszym wyzwaniom. Niepokoi też tryb prac nad ustawą — chociaż zapowiadana była od miesięcy, prace nad nią odbywały się niemal w ostatniej chwili — na dwa tygodnie przed spodziewanym wejściem w życie. Presja czasu zawsze zwiększa ryzyko niedoróbek i ośmiela niechętnych reformom do wytargowania czegoś w zamian.
Obniżka składki rentowej to ledwie kosmetyka, którą nawet rudno uznać za wstęp do reformy finansów publicznych. Nie ma jednak co narzekać, zwłaszcza gdy w tym roku wyjątkowo wcześnie obchodziliśmy dzień wolności podatkowej. Minister finansów nie może jednak dać się uśpić tym niewielkim, bardziej zresztą propagandowym, sukcesem. Bój o składkę rentową był zaledwie rozpoznaniem, teraz trzeba przystąpić do decydującej bitwy — reformy finansów publicznych. I miejmy nadzieję, że minister Gilowska stanie do boju, zanim opadnie bitewny zapał.