Powiaty przegrały proces z rządem

Jarosław KrólakJarosław Królak
opublikowano: 2013-12-18 00:00

Sąd oddalił pozew 180 powiatów przeciw skarbowi państwa w sprawie opłat za karty pojazdów. Samorządy nie składają broni

Ponad dwa lata od wniesienia pozwu zbiorowego musieli czekać samorządowcy na wyrok w pierwszej instancji. Niestety, nie jest on dla nich korzystny. Wczoraj stołeczny Sąd Okręgowy powództwo oddalił. Uznał, że nie można dopatrzyć się odpowiedzialności odszkodowawczej skarbu państwa z powodu strat powiatów wynikających z konieczności zwracania kierowcom opłat za tzw. karty pojazdów sprowadzanych z zagranicy.

Ten niewinnie wyglądający dokument jest powodem procesu między 180 powiatami a skarbem państwa. Kłótnia wybuchła o pieniądze bezprawnie pobrane od kierowców.
 [FOT. ARC]
Ten niewinnie wyglądający dokument jest powodem procesu między 180 powiatami a skarbem państwa. Kłótnia wybuchła o pieniądze bezprawnie pobrane od kierowców. [FOT. ARC]
None
None

Zabagnione rozporządzenie

— Sąd podzielił nasze argumenty, że nie ma przesłanek odpowiedzialności skarbu państwa — mówi Mikołaj Wild, starszy radca Prokuratorii Generalnej, reprezentującej skarb państwa. To jednak nie koniec batalii.

— Nie zgadzamy się z orzeczeniem sądu. Poczekamy na jego pisemne uzasadnienie i odwołamy się do wyższej instancji — mówi Marek Wójcik, dyrektor Związku Powiatów Polskich, inicjatora pozwu zbiorowego.

Do pozwu przeciw państwu przystąpiło 180 powiatów. Domagają się od sądu stwierdzenia odpowiedzialności skarbu państwa za straty finansowe wynikłe z wydania niezgodnego z konstytucją i prawem unijnym rozporządzenia dotyczącego kart pojazdów. W 2003 r. Marek Pol, ówczesny minister infrastruktury, zapisał w rozporządzeniu, że za wydanie karty pojazdu sprowadzonego z zagranicy trzeba zapłacić 500 zł. Opłaty wpływały do kas powiatowych.

Jednak w 2006 r. wyschło źródło tych dochodów. Trybunał Konstytucyjny zakwestionował rozporządzenie i uznał, że opłata jest zdecydowanie za wysoka (obniżył ją do 75 zł) i powinna być zapisana w ustawie. Mało tego, w 2007 r. Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał rozporządzenie za sprzeczne z prawem unijnym. Kierowcy masowo ruszyli po odzyskanie 425 zł.

Powiaty musiały pieniądze zwracać. ZPP szacuje, że straty z tego powodu wyniosły kilkadziesiąt milionów złotych. Przez kilka lat samorządowcy apelowali do rządu o polubowne załatwienie sprawy. Bezskutecznie. Zdecydowali się na pozew grupowy.

Prawne przepychanki

Powiatom zależy na sądowym orzeczeniu, że państwo ponosi odpowiedzialność za to, że doznały strat z powodu konieczności oddania pieniędzy za karty pojazdów z powodu niekonstytucyjnego rozporządzenia. Gdyby wygrały, każdy powiat indywidualnie mógłby domagać się odszkodowania. Po wczorajszym wyroku perspektywa się oddaliła. Ustna interpretacja sądu jest dość skomplikowana.

— Sąd uznał, że nie ma przepisu, na podstawie którego można wskazać, jakiej treści powinno być ministerialne rozporządzenie dotyczące wysokości opłaty za kartę pojazdu, więc skarb państwa nie ponosi odpowiedzialności. To znaczy, że unijne traktaty mają detalicznie wskazywać polskiemu rządowi, co ma być w jego rozporządzeniach? To dość absurdalne. Zapewne będziemy wnosić apelację — mówi Grzegorz Kubalski, prawnik ZPP.

Prokuratoria Generalna tłumaczy to tak. — Sąd wskazał, że nie można mówić o zaniechaniu legislacyjnym rządu. Nie istnieje żaden przepis, nakazujący wydanie aktu normatywnego określającego dochody powiatów z opłat za karty pojazdów w jakiejś określonej wysokości. Mówiąc wprost: powiaty uzyskiwały dochody na podstawie niekonstytucyjnego rozporządzenia i gdy ono przestało obowiązywać, to dochody te spadły. Gdyby rozporządzenia nie było, to nie miałyby żadnych dochodów z kart pojazdów — mówi Mikołaj Wild. Sąd apelacyjny nie będzie miał łatwego zadania.