Powoli już wypływamy na powierzchnię

Rafał Fabisiak
opublikowano: 18-05-2009, 00:00

Z punktu widzenia skandynawskich przedsiębiorców produkcję lepiej przesunąć do Polski. Jest blisko i wciąż się rozwija.

Peter Nielsen, przewodniczący Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej

Z punktu widzenia skandynawskich przedsiębiorców produkcję lepiej przesunąć do Polski. Jest blisko i wciąż się rozwija.

Jak mocno Skandynawia odczuła kryzys i jakie są jego objawy?

Kryzys finansowy w Skandynawii trwa dłużej niż w Polsce. Okres głębokiego załamania przypadł tam na trzeci i czwarty kwartał ubiegłego roku. Przeciągnęło się ono na pierwszy kwartał 2009 r. Tymczasem w Polsce prawdziwy kryzys trwa od dwóch, trzech miesięcy. Kraje skandynawskie zmagają się z nim natomiast od około dziewięciu miesięcy.

Do września 2008 r. u nas też nikt nie wierzył w prawdziwy kryzys. Dopiero wówczas stało się jasne, że nie tylko małe, ale także i duże banki mają poważne problemy. Najgorszy moment przypadł na czwarty kwartał 2008 r. Banki, przedsiębiorcy i konsumenci byli jakby sparaliżowani. Było to widać szczególnie w czasie poprzedzającym Święta Bożego Narodzenia. Ludzie w obawie przed tym, co ich czeka, po prostu trzymali pieniądze w rezerwie. Pierwszy kwartał 2009 r. nie zmienił wiele. Wszyscy czekali, aż pakiety pomocowe i inne instrumenty finansowe polepszą płynność finansową firm i banków.

Ostatnimi czasy pojawiło się trochę optymizmu. Jeśli indeksy giełdowe pójdą teraz w górę, to za jakieś cztery do sześciu miesięcy pozytywnie odczują to konsumenci. Dlatego wiele osób wierzy, że powoli wypływamy na powierzchnię.

Jak zatem wygląda sytuacja w poszczególnych krajach Skandynawii?

Moja wiedza na temat Finlandii jest trochę ograniczona. Wydaje mi się jednak, że sytuacja w tym kraju jest podobna jak w Szwecji. Jedna zasadnicza różnica polega na tym, że Finowie maja euro, a Szwedzi koronę. Szwedzka waluta ma zmienny kurs, natomiast korona duńska jest ściśle związana z euro.

Poza tym gospodarki poszczególnych państw różnią się między sobą. W Danii dominują średnie przedsiębiorstwa, a w Szwecji duże, takie jak Volvo, Ericsson czy Vattenfall. Między innymi dlatego Szwedzi bardziej odczuwają skutki kryzysu. Norwegia natomiast to zupełnie inna historia z powodu ropy. Ten kraj ma wystarczające rezerwy budżetowe, aby przetrwać kryzys bez większych problemów.

Dotychczas w Skandynawii doszło do kilku upadłości i dużych zwolnień. Jednak miałyby one miejsce nawet bez kryzysu. Może niektóre z firm przetrwałyby pół roku, może dłużej. Podobnie jest ze zwolnieniami, ponieważ firmy chcąc pozostać konkurencyjnymi i tak byłyby zmuszone przenieść miejsca pracy do tańszych krajów. Jednak wielu ekonomistów uważa to za zdrowe dla gospodarki, ponieważ te upadłości "oczyszczą" rynek.

W jakiej sytuacji są poszczególne sektory gospodarki? Czy w którymś z nich jest wyjątkowo źle?

Ogólnie sytuacja nie jest tragiczna, stopa bezrobocia utrzymuje się wciąż na bardzo niskim poziomie. Oczywiście w najgorszej kondycji znajduje się sektor finansowy oraz te, które są od niego zależne. Moim zdaniem nie ma jednak żadnego sektora, w którym sytuacja byłaby bardzo zła, no może z wyjątkiem branży motoryzacyjnej. W budownictwie również nie jest źle. Większość projektów realizuje się bez opóźnień. Na niewielu budowach prace stanęły, ale były to ryzykowne inwestycje i prawdopodobnie doszłoby do tego mimo wszystko.

Wiele mówi się o fatalnej sytuacji na Łotwie i w Estonii. Czy ich problemy maja dla krajów skandynawskich duże znaczenie?

Dla skandynawskich firm, które działają w tych krajach, na pewno tak. Jednak trzeba zaznaczyć, że wciąż są to bardzo małe rynki. Chodzi tu zarówno o Łotwę, Litwę, jak i Estonię. Dlatego zła sytuacja gospodarcza w tym regionie, wynikająca ze zbyt agresywnej polityki kredytowej tamtejszych banków, dotknie tylko pojedyncze firmy.

W których sektorach można liczyć na poprawę sytuacji w najbliższym okresie?

Trudno typować konkretne sektory. W najbliższej przyszłości wiele będzie zależało od postawy banków. Powinny oczywiście znaleźć się pod ścisłą kontrolą władz. Jestem zwolennikiem tradycyjnej bankowości, dlatego, moim zdaniem, ważne, aby skorzystały ze zgromadzonych oszczędności i wciąż pożyczały pieniądze.

Możliwości poprawy sytuacji warto również szukać we współpracy krajów nadbałtyckich. Dobrym przykładem jest Skype (komunikator internetowy umożliwiający prowadzenie rozmów pomiędzy jego użytkownikami oraz wykonywanie płatnych połączeń na telefony stacjonarne i komórkowe w technologii Voice over IP — przyp. red.). Pomysł programu wyszedł od Szweda i Duńczyka, natomiast kod został napisany przez estońskich programistów. Podejrzewam, że bez tej współpracy Skype nigdy nie osiągnąłby takiego sukcesu. Takich historii jest więcej. Pokazuje to, jak duże możliwości stwarza współpraca międzynarodowa.

Kryzys stwarza również szanse. Czy widzi Pan nowe pola współpracy skandynawskich i polskich firm związane z obecną sytuacją?

Tak. Zarówno polskie firmy, jak i społeczeństwo rozwijają się bardzo szybko. Sporo duńskich czy szwedzkich przedsiębiorstw przerzuca produkcję właśnie do Polski. Skandynawskie firmy od dłuższego czasu są obecne na przykład w Gdańsku, Szczecinie czy Słupsku. Co ciekawe, również wasi przedsiębiorcy coraz bardziej interesują się Skandynawią. Wielu przychodzi do nas, chcąc poszerzyć swoją działalność na tamtejszych rynkach, sprzedawać tam swoje produkty czy usługi.

Na szczególną uwagę zasługuje Polska branża metalurgiczna i spożywcza. Wasze jedzenie jest bardzo dobre. Będąc w Polsce w 1994 r., robiłem zakupy w Hali Banacha. Jedna ze sprzedawczyń zapytała, dlaczego dżentelmen z zagranicy kupuje polską kiełbasę. Odpowiedziałem, że jest lepsza niż u mnie w domu. Była bardzo zdziwiona, po czym odparła, że nie wierzy. Moim zdaniem, to wciąż nie odkryta część waszej gospodarki.

Polska jest dzisiaj mniej czy bardziej atrakcyjnym miejscem do inwestycji dla skandynawskich firm? Mówi pan, że się rozwijamy, ale nadal jesteśmy w wielu dziedzinach daleko za innymi krajami Unii. Na przykład nasz system podatkowy jest jednym z gorszych.

Przed kryzysem była tendencja do inwestowania w bardziej egzotycznych krajach. Jednak z punktu widzenia skandynawskich przedsiębiorców produkcję lepiej przesunąć do Polski. Po pierwsze dlatego, że jest blisko, a po drugie — jak już mówiłem — wciąż się rozwija. Największym problemem jest bariera językowa. Ale w ostatnich kilku latach Polska dała się poznać jako solidny partner.

Co do waszego systemu podatkowego to wcale nie uważam, że jest zły. Przeciwnie — jest świetny. Daje motywację do pracy, jest łatwy i tani dzięki niskim stawkom. Natomiast to, co go ogranicza, to nadmierna biurokracja i władze. Problemem nie jest system, lecz jego administracja. W porównaniu z innymi krajami biurokracja i władze to dwie główne bolączki Polski, które dotykają każdą część gospodarki. Wiele zasobów jest wykorzystywanych nieefektywnie i nie przynosi korzyści. Przykładowo — otwarcie lotniska Okęcie było opóźnione, bo część okien nie spełniała wymogów straży pożarnej. Dlaczego więc nie otwarto lotniska i nie naprawiono problemu? Stracili na tym głównie pasażerowie. Podobna sprawa miała miejsce, kiedy miały być budowane tory kolejowe przy lotnisku. Okazało się, że jest błąd w oszacowaniu ceny. Czy budowa doszła do skutku? Nie. Jedni zrzucali winę na drugich i winnego, rzecz jasna, brak. A torów jak nie było, tak nie ma. To jest główny problem Polski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu