Sile euro zagraża jeszcze przedłużająca się recesja na Starym Kontynencie, jak również możliwość wdrożenia przez Europejski Bank Centralny ujemnej stopy depozytowej, ale kryzys zadłużeniowy od dawna nie rządzi już w świadomości inwestorów. Trudno chyba o dobitniejszy dowód tej tezy niż utrata zainteresowania przez uczestników rynku tak bacznie śledzonymi aukcjami długu Hiszpanii czy Włoch.
Wyparowywanie premii za ryzyko, czyli normalizacja nastrojów na rynku długu, nie wystarcza już do umocnienia euro, choć pozostaje do tego konieczne. W przeciwieństwie do poprzednich lat rynek nie funkcjonuje w tzw. trybie risk on / risk off, w którym pod wpływem ważnych wydarzeń naprzemiennie i dynamicznie zyskują na wartości aktywa i waluty postrzegane jako ryzykownebądź też cieszące się statusem bezpiecznych.
W trwającym właśnie długim okresie ograniczonej zmienności motywem przewodnim notowań są spekulacje dotyczące polityki Fedu, lecz czynnik ten nie zdominował całkowicie przebiegu notowań walut G-10 — coraz częściej do głosu dochodzą lokalne uwarunkowania. Inaczej jest w przypadku rynków wschodzących pozostających pod presją oczekiwanego ograniczenia tempa QE3.
W ostatnich miesiącach złoty i czeska korona są w tym gronie zdecydowanie najsilniejsze. Odpływający zwłaszcza z Azji kapitał w dużej mierze trafia do strefy euro, czemu sprzyjają symptomy ożywienia oraz korzystne wyceny indeksów giełdowych.