
By pracować ze sztuczną inteligencją, nie trzeba być programistą. Nowych pracowników nazywa się „szybkimi inżynierami”. Spędzają oni dzień na nakłanianiu sztucznej inteligencji do uzyskiwania lepszych wyników, pomagając firmom szkolić pracowników w zakresie wykorzystywania nowych narzędzi.
Firmy takie jak Alphabet, OpenAI czy Meta Platforms stworzyły już ponad tuzin systemów językowych sztucznej inteligencji, zwanych dużymi modelami językowymi. Technologia ta szybko przeszła od eksperymentów do praktycznego zastosowania, a w miarę rozprzestrzeniania się tej technologii wiele firm odkrywa, że potrzebuje kogoś, kto doda dyscypliny ich wynikom.
Najlepiej płatne stanowiska trafiają do osób, które mają doktoraty z uczenia maszynowego lub do tych, którzy założyli firmy związane ze sztuczną inteligencją. Poza światem technologii wszystkie firmy z branży finansowej, prawnej i ubezpieczeniowej eksperymentują z narzędziami sztucznej inteligencji, co napędza popyt na te stanowiska.
Jest jednak jeszcze zbyt wcześnie, aby powiedzieć, jak powszechna jest lub stanie się „szybka inżynieria”. Paradygmat pojawił się w 2017 r. , kiedy badacze sztucznej inteligencji stworzyli „wstępnie wyszkolony duży model językowy”, który można było dostosować do szerokiego zakresu zadań z dodatkiem wprowadzania tekstu przez człowieka. W ciągu ostatniego roku duże modele językowe, takie jak Chat GPT, przyciągnęły miliony użytkowników, którzy angażują się w różne formy „szybkiej inżynierii”.
