Marszałek Sejmu Marek Borowski wyraźnie nie ma czystego sumienia, skoro przystępuje do kontrofensywy propagandowej i proponuje zwołanie sejmowego „okrągłego stołu” w celu uporządkowania procesu stanowienia prawa. Zamierza w ten sposób odwrócić uwagę od MATACTWA, jakim była jego zagrywka z uchwałą o wyborze Jana Czekaja na członka RPP.
Owym matactwem czują się obrażeni m.in. czytelnicy „PB”, których informowaliśmy, że wakat w Radzie Polityki Pieniężnej po śp. Januszu Krzyżewskim obsadzany jest tylko na cztery miesiące, ale wybrany teraz kandydat najprawdopodobniej zostanie w styczniu jednym z trzech reprezentantów Sejmu w RPP nowej, sześcioletniej kadencji (nie będzie to zakazane ustawą powtórne członkostwo). Dokładnie taką samą wiedzę posiadali wszyscy zgłoszeni przez kluby sejmowe kandydaci, z samym prof. Czekajem na czele.
Oskarżony przez PiS o sfałszowanie uchwały i samowolne przedłużenie Janowi Czekajowi kadencji już teraz do lat sześciu, marszałek Borowski tłumaczy się z rozbrajającą naiwnością, że uchwały nie mógł sfałszować z tego oto powodu, iż powstała ona dopiero... po głosowaniu Sejmu. I właśnie na tym polega to akademickie wręcz matactwo! Tak się składa, że przez dwie kadencje odpowiadałem w radzie gminy za stronę proceduralną uchwał personalnych. I w moim parlamencie absolutnie niedopuszczalne było, abyśmy przed jakimikolwiek wyborami nie mieli w ręku ślepego projektu uchwały, z wykropkowanym miejscem na nazwisko kandydata. Po głosowaniu wpisywało się elekta i natychmiast odczytywało ostateczną wersję uchwały — a nie mataczyło nad nią później w zaciszu gabinetu!
Jako doświadczony parlamentarzysta, zgłaszam sejmowemu „okrągłemu stołu” wniosek racjonalizatorski, którego wdrożenie zmniejszy dosłownie z dnia na dzień liczbę woluntarystycznych poselskich projektów ustaw. Wystarczy poprawić w regulaminie Sejmu próg wymaganych pod projektem podpisów — z 15 na 46 posłów. Byłoby to 10 proc. składu Sejmu, czyli i tak bardzo mało. Obecne minimum ustawione jest na poziomie poselskiego bezhołowia — zaledwie 3,26 proc. A na przykład ustawa samorządowa od samego początku, czyli od 13 lat, prawo wnoszenia ważnych wniosków i projektów przyznaje dopiero 25 proc. ustawowego składu rady gminy.