Poznała nas od podszewki

Jacek Zalewski
opublikowano: 2005-05-13 00:00

Biznesowe oblicze Madeleine Albright poznamy podczas dzisiejszego wykładu oraz dyskusji. Doskonale znany jest za to jej wieloletni dorobek polityczny. Ta czeska emigrantka dokonała ogromnego przełomu w amerykańskiej tradycji, zostając pierwszym (a 64. w ogóle) sekretarzem stanu — kobietą. Po prezydencie demokratycznym odważył się na taki krok także prezydent republikański, mianując w obecnej kadencji Condoleezę Rice. Obaleniem ostatnich amerykańskich zahamowań będzie już tylko pierwsza kobieca prezydentura…

Madeleine Albright doskonale zna Europę Środkową, chociaż najbliższe są jej oczywiście ojczyste Czechy. Notabene wiele środowisk w Pradze poważnie lansowało Albright na prezydenta Republiki Czeskiej w roku 2003, po Vaclavie Havlu. Skoro import prezydentów z Ameryki tak dobrze sprawdza się na Litwie czy Łotwie, to czemu by nie spróbować w Czechach? Madeleine Albright zdementowała jednak takie pogłoski zawczasu, będąc jeszcze sekretarzem stanu USA. Stwierdziła wówczas, że „serce Czeszki bije dla Ameryki”.

Dla nas pani sekretarz stanu na zawsze pozostanie symbolem — to właśnie Madeleine Albright, podpisując 12 marca 1999 r. w bibliotece prezydenckiej w Independence dokumenty wraz z ministrami spraw zagranicznych Polski, Czech i Węgier, przyjmowała nasze trzy państwa do Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO).

W Polsce była kilka razy. Towarzyszyła prezydentowi Billowi Clintonowi w roku 1997 podczas radosnego, zorganizowanego w stylu amerykańskiej kampanii wyborczej „Spotkania Dwóch Orłów” przed Zamkiem Królewskim w Warszawie. W roku 2000 uczestniczyła zaś w Światowym Forum Demokracji w Warszawie, podczas którego sformułowała tezę: „Za 10-20 lat będziemy znani albo jako pokolenie, które dopuściło do tego, że rozwój technologii wprowadził przepaść między krajami, albo jako wizjonerzy, który zaprzęgli technologie do zjednoczenia ludzi”.

Najbardziej harmonijne połączenie wątków politycznych i biznesowych w polskich relacjach doktor Albright miało jednak miejsce podczas jej dwutygodniowego pobytu studyjnego w listopadzie 1981 r., tuż przed stanem wojennym. Bardzo chciała wówczas zgromadzić wszystkie numery wychodzącego od kwietnia „Tygodnika Solidarność”. W końcu taksówkarz sprzedał jej w zaufaniu taki komplet za... kilkaset dolarów — przypomnijmy sobie tamten czarnorynkowy kurs! Obie strony były z tej transakcji niezwykle zadowolone…