Jedynym kontynentem jeszcze nietkniętym jest Ameryka Południowa, ale nic straconego, pozostaje półtora roku. Efektywność polityczno-gospodarcza kosztownego safari z perspektywy czasu okaże się niska, podobnie jak analogicznej wyprawy prezydenta w 2022 r. do kilku państw zachodniej Afryki. Relacje biznesowe Polski z Czarnym Lądem pozostają szczątkowe i nie zmienią tego komunały o perspektywach rozwojowych, powtarzane na dwustronnych forach. Notabene od zmiany rządu w Polsce krystalizuje się już do końca kadencji prezydenta 6 sierpnia 2025 r. specjalizacja w polityce zagranicznej – Donald Tusk będzie np. obsługiwał Trójkąt Weimarski i oczywiście Unię Europejską, natomiast Andrzejowi Dudzie pozostanie fasadowa egzotyka. Naturalnie z wyjątkiem szczytów Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO), ponieważ od ćwierć wieku tradycyjnie pozostają one domeną prezydenta, któremu towarzyszą ministrowie obrony i spraw zagranicznych. Od samego początku członkostwa Polski w 1999 r. wywalczył to sobie Aleksander Kwaśniewski i tak już zostało. Ale na przykład w nadchodzący weekend na ważnej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa miejsca dla Andrzeja Dudy nie ma, obecny tam będzie jedynie rząd, a konkretnie minister Radosław Sikorski.
Kontynent afrykański jest najbiedniejszy na świecie i z każdym rokiem globalnego wyścigu różnice tylko się pogłębiają. Nędzy Czarnego Lądu absolutnie nie poprawi taki gest, że Unia Afrykańska (UA) w tym roku stanie się pełnoprawnym – a nie mającym status jedynie stałego gościa – członkiem G20. W związku z tym samozwańczy klub potentatów od tegorocznego szczytu w Rio de Janeiro zmieni nazwę na G21. Notabene w rozliczeniu państwowym dotychczasowa formuła naprawdę brzmi 19+1, owym dodatkiem jest UE, dzięki czemu uczestnikiem międzykontynentalnej G20 pośrednio od początku jest również Polska. Myślenie o członkostwie samodzielnym to absurd, chociaż od czasu do czasu takie mrzonki upowszechnia m.in. Andrzej Duda.
Od zawiązania się G20 jedynym członkiem afrykańskim jest Republika Południowej Afryki. Zaliczenie tego specyficznego państwa przez twórców samozwańczej elitarnej grupy było symbolicznym gestem, aby wielki kontynent nie został całkiem pominięty. Samodzielne ambicje członkowskie od lat zgłaszają m.in. Egipt oraz Nigeria. Jednak podobnie jak Polska – mogą uzyskać reprezentację wyłącznie w zbiorowym pakiecie unijnym. Mimo iluzoryczności awansowania UA państwa kontynentu liczą, że w G20 będzie lepiej słyszalny ich głos w dyskusji na temat zmian klimatu, bezpieczeństwa żywnościowego, migracji i innych palących problemów. Bomba demograficzna w Afryce obecnie osiągnęła rozmiar 1,3 mld ludzi (nieco więcej już liczą odrębnie Indie oraz Chiny), do 2050 r. afrykańska populacja się podwoi, przy czym coraz większa część młodego pokolenia myśli o przemieszczeniu się np. do Europy...
UA postuluje reformę światowego systemu finansowego, który wymusza od biednych państw haracz odsetkowy i zwiększa ich zadłużenie. Afryka zabiega także o inwestycje i wymianę handlową z regionami innymi niż Stany Zjednoczone oraz państwa europejskie, które przez dwa wieki były bezwzględnymi kolonizatorami. Dlatego w XXI wieku idealnym wręcz partnerem Czarnego Lądu stały się gigantyczne Chiny, największy obecnie partner handlowy i hojny pożyczkodawca. Inwestują także bogate państwa Zatoki Perskiej, natomiast głównym dostawcą broni tradycyjnie pozostaje Rosja. W takich realiach postrzeganie i znaczenie odległej i marginalnej Polski dla Afryki ogranicza się do rozmiarów zapisanych w tytule.

