Czytasz dzięki

Pożyczone łopatki trzeba oddawać właścicielom

opublikowano: 05-07-2015, 22:00

Rozwijaj biznes z najlepszymi: Działaj po swojemu, nie sugeruj się konkurencją, nie odcinaj kuponów i szybko zrzucaj zbędny balast — to rady dla przedsiębiorców od Piotra Krupy, prezesa Kruka

Mam ogromną tremę, bo w ogóle nie czuję się ikoną biznesu — tak Piotr Krupa, prezes Kruka, giełdowego lidera branży windykacyjnej, zaczął wystąpienie na zorganizowanej przez „Puls Biznesu” konferencji „Rozwijaj biznes z najlepszymi". Jak mówi, jest długodystansowcem, maratończykiem, dlatego ciągle ma wrażenie, że jest dopiero na którymś kilometrze trasy, a to, czy dotrze do mety, nie jest wcale przesądzone. I nie obędzie się bez potu i bólu. Zgromadzona na Stadionie Narodowym publiczność szybko miała szansę się przekonać, że twórca firmy, która niedawno zasłużyła na tytuł „Giełdowej Spółki Roku”, tylko się kryguje, bo w rzeczywistości jest wulkanem energii i z każdym krokiem biegnie coraz szybciej. Zaczynał jednak od raczkowania.

ANTYTRENER:
ANTYTRENER:
Proszę wstać i krzyknąć „sukces” — tak Piotr Krupa, prezes Kruka, zwrócił się do uczestników konferencji „Rozwijaj biznes z najlepszymi”. Chwilę wcześniej zdjął marynarkę i założył „motywacyjny” T-shirt. Młodym przedsiębiorcom sugerował, że trzeba marzyć i być pewnym siebie — ale też mieć sporo samokrytycyzmu. Sam w końcu nie wierzy w coaching i uważa go za stratę czasu…
Marek Wiśniewski

Pionierskie początki

Piotr Krupa urodził się w Szczawnie-Zdroju na Dolnym Śląsku. — Jestem dzieckiem prywaciarzy. Rodzice prowadzili mały zakład rzemieślniczy, robili wafle do lodów. Miało to swoje konsekwencje, bo siostry, jako niepoprawnej klasowo, nie chciano przyjąć do przedszkola. Lata mijają, ale wciąż mam wrażenie, że ten stygmat się utrzymuje i wielu ludzi źle postrzega przedsiębiorców — mówi Piotr Krupa.

Sam nie planował kariery w biznesie. Po studiach prawniczych we Wrocławiu dostał się na aplikację sądową i zanosiło się na to, że przez kolejne dekady do pracy będzie zakładał togę, nie garnitur.

— Spędzałem w sądzie dwa dni w tygodniu, przez resztę czasu byłem wolny. Nikt jednak nie chciał dać mi pracy, więc trochę z musu założyłem firmę z kolegą, Wojciechem Kuźnickim. Na start mieliśmy po 1,5 tys. zł każdy — kolega pożyczył pieniądze od ojca, mnie zostało trochę z prezentów ślubnych — opowiada Piotr Krupa. Młodzi prawnicy dali się porwać klimatowi ówczesnego Wrocławia — miasta, w którym nie brakowało ludzi przedsiębiorczych i z którego na podbój kraju ruszały firmy takie jak Lukas Bank.

— Zaczęliśmy pracować jako podwykonawcy dla dużych wrocławskich kancelarii, pisząc opinie na zlecenie. To był 1997 r., pokoje hotelowe w mieście stały puste, więc wynajęliśmy jeden i zrobiliśmy z niego biuro. Na pierwszy czynsz poszło 190 zł, do tego na starcie każdy z nas musiał zapłacić 750 zł ZUS-owi. Połowę naszego kapitału od razu oddaliśmy więc państwu — mówi Piotr Krupa.

Prawo pod strzechy

Młodzi prawnicy od początku dostawali dużo pytań związanych z zakładami pracy chronionej, uznali więc, że napiszą na ten temat książkę. — Wtedy to były, co tu dużo mówić, raje podatkowe. Raz-dwa napisaliśmy książkę, korektę zrobiła moja żona i poszliśmy do drukarni. Na zaliczkę poszedł nasz ostatni tysiąc złotych, więc musieliśmy wymyślić, jak zapłacić za resztę. Rozesłaliśmy ofertę do kilku tysięcy zakładów pracy chronionej, że jeśli chcą komentarz do ustawy, niech przeleją nam pieniądze, a go dostaną — wspomina Piotr Krupa.

Po jakimś czasie młodzi przedsiębiorcy poszli do banku sprawdzić, czy pomysł chwycił. Chwycił — i to jak. — Pani z okienka pokazała nam wielki karton, wypełniony wyciągami. Okazało się, że cały nakład poszedł na pniu, a my zarobiliśmy — jak nam się wtedy wydawało — mnóstwo pieniędzy, bo drukarni za egzemplarz płaciliśmy 4 zł, a sprzedawaliśmy po 34 zł — wspomina Piotr Krupa.

26-letni aplikanci niemal z dnia na dzień stali się ekspertami od zakładów pracy chronionej, prowadzili szkolenia, doradzali w Sejmie. Zmieniła się jednak władza, a ministrem finansów został Leszek Balcerowicz, który uznał, że zakłady pracy chronionej to podatkowy koszmar.

— Raj skończył się z dnia na dzień, a my musieliśmy zmienić branżę. Na szczęście spotkaliśmy wtedy przedsiębiorcę, sprzedającego pralki i lodówki. Powiedział nam, że popyt na jego towar jest co prawda ogromny, ale ma jeden problem — klienci biorą sprzęt na raty, a potem ich nie płacą. Uznaliśmy, że to szansa dla nas — mówi Piotr Krupa.

Strzał w dziesiątkę

Tak narodził się Kruk — windykator, który zbudował biznes na współpracy z sieciami telefonii komórkowej, by w końcu zacząć skupować z rynku coraz większe i większe pakiety wierzytelności i śmiało wyglądać za granicę.

— Po roku mieliśmy 200 osób na pokładzie i kilka milionów zysku. Chcieliśmy kupować wierzytelności, ale banki nie traktowały nas poważnie i nie chciały dać nam finansowania. Zainteresowały się jednak nami fundusze private equity z całego świata. Okazało się, że firma jest warta kupę pieniędzy — wspomina Piotr Krupa. W 2003 r. do spółki wszedł fundusz Enterprise Investors. Do kieszeni twórców Kruka trafiły miliony dolarów. — Wspólnik powiedział wtedy do mnie: „słuchaj, może ja już nic nie będę robił w życiu”. Ja na to, że może to jest jakiś pomysł, ale zostanę jeszcze chwilkę w spółce, wdrożę ludzi. I zostałem — mówi Piotr Krupa.

Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
×
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Właśnie wtedy odebrał bardzo ważną lekcję biznesową — wspólnik może być super, ale brak wspólnika jest jeszcze lepszy. — My się naprawdę świetnie dogadywaliśmy, ale gdy wspólnik odszedł, zaczął się raj — jakby mi ktoś ciężar z plecaka wyjął. Na uzgodnienia traci się mnóstwo czasu, najlepiej o wszystkim decydować samemu — mówi Piotr Krupa. Od funduszu private equity przedsiębiorca pobierał kolejne lekcje. — To bardzo prosty partner: liczą się dla niego wysokie zyski i niskie koszty.

Oczekiwano ode mnie, żebym wdrożył w firmie HR, marketing i kontroling oraz zaczął co roku opracowywać budżet. Na początku wydawało mi się to zbędne, ale okazało się, że fundusz ma rację — opowiada Piotr Krupa.

Własny styl

Kruk ma dziś prawie jedną trzecią udziałów w polskim rynku windykacyjnym. Jak firmie stworzonej przez ludzi nieznających branży udało się osiągnąć taką pozycję? — To mało seksowny biznes, nikt w finansach nie chce pracować w windykacji. Trzeba więc najpierw wytłumaczyć samemu sobie, po co się to robi — i zastanowić się, czy to coś dobrego, czy złego — mówi Piotr Krupa.

Prezes Kruka zrozumiał to... w piaskownicy. — Mój syn, Adaś, bawił się łopatką, a gdy ją odłożył, zaczęło się nią bawić inne dziecko. Po jakimś czasie Adaś chciał dostać ją z powrotem. Zacząłem więc negocjować z tym chłopczykiem. To był pierwszy proces windykacyjny, z jakim zetknął się mój syn.

Norma społeczna nakazuje, by oddawać cudze łopatki — a gdy się dorośnie, oddawać pożyczone pieniądze. Jako windykator stoisz na straży tej normy — to rola niewdzięczna, ale pożyteczna, jak zawód dentysty. I to musi rozumieć każdy w twoim zespole — mówi Piotr Krupa.

Według Piotra Krupy, cały sukces jego firmy oparł się na odpowiedzi na proste pytanie: „dlaczego ludzie nie płacą swoich zobowiązań?”.

— Nie płacą, bo po prostu nie mają z czego. Jakby mieli, to w większości by płacili, bo ludzie w większości są uczciwi. I co tu zrobić? Zwyczajnie, trzeba im rozłożyć zadłużenie na takie raty, które będą w stanie spłacić — mówi Piotr Krupa. Kruk wdrożył więc w 2008 r. strategię ugodową i przestawił się na myślenie, że jego klientem jest dłużnik, a klienta trzeba szanować.

— Do dziś widzę reklamy konkurentów w stylu „utrudniamy życie dłużnikom”. Jak to utrudniamy?! Przecież to nasi klienci. Nie zatrudniłem nigdy nikogo, kto pracował w innej firmie windykacyjnej. Nie chcę nikogo, kto pracował w tym biznesie, bo moja filozofia jest inna — mówi Piotr Krupa. Kruk zaczął inwestować w promocję, postawił na product placement — pojawił się m.in. w „M jak Miłość” czy „Ojcu Mateuszu”.

— Posiadanie długu jest tak normalne jak zepsuty samochodów. Tyle że jak się samochód zepsuje, to ludzie wiedzą, że trzeba wezwać mechanika. A jak mają dług, to są bezradni, bo podchodzi się do tego jak do czegoś bardzo wstydliwego — podkreśla prezes Kruka.

Piotr Krupa mówi, że przez 17 lat w biznesie uczył się jednej prawdy: że ludzi można wyedukować z języka, Excela, modeli finansowych, ale ich postawy się nie zmieni. I pamięta o tym przy zarządzaniu pracownikami, co jest kluczowe w utrzymywaniu firmy na najwyższych obrotach. — Nie warto tracić czasu na zmienianie ludzi. Swoim podwładnym zadaję dwa pytania.

Po pierwsze, czy jest w ich zespole jakaś osoba, po której zwolnieniu poczuliby ulgę. Po drugie, czy zatrudniliby takiego pracownika jeszcze raz, gdyby mogli się cofnąć w czasie. Jeśli odpowiedzi są negatywne, to nie ma na co czekać, trzeba się pożegnać i iść do przodu — mówi Piotr Krupa i śmieje się, że dawanie kolejnych szans zawsze kończy się tym, że niepasujący do zespołu pracownik zwalniany jest z jeszcze większym przekonaniem.

Wymagaj od siebie

Największe wymagania prezes Kruka ma jednak wobec siebie. — Otwarcie mówię mojemu zespołowi, co jest dla mnie ważne, co uważam za efektywne, a co za zbędne. I mam prostą zasadę — jak się da plamę, trzeba publicznie przeprosić. Na niektórych to działa porażająco. Ja dwa razy przepraszałem swój zespół, gdy dałem ciała, i nie chcę przepraszać po raz trzeci. Ale jeśli chcesz być liderem, nie możesz nie stosować się do elementarnych reguł, których przestrzegania wymagasz od swoich ludzi — mówi Piotr Krupa.

Kolejna reguła, którą stara się wpoić pracownikom, to odpowiedzialność za decyzje. — Mamy taką prostą zasadę „trzech slajdów” — pierwszy to zbliżenie, a ostatni to plan ogólny. I każdy przed podjęciem decyzji musi się zastanowić, jak wpłynie ona na jego poletko, jak na najbliższe otoczenie — i w końcu na całą firmę, czy jest zgodna z jej filozofią. Jesteśmy jak orkiestra, każdy gra na swoim instrumencie, trzeba więc unikać dysonansów. I nigdy nie narzekać na pracę. Tak robią tylko ludzie bezradni. Jak ci się praca nie podoba, to ją zmień — mówi Piotr Krupa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane