Vringo to niewielka spółka z pokaźnym portfolio własności intelektualnych. Klucz do pokaźnych wzrostów? Jedno słowo - patent. Inwestorzy raczej z entuzjazmem reagują na kolejne pozwy składane przez prawników firmy, co odzwierciedla kurs spółki. Od października poprzedniego roku podskoczył już o ponad 220 proc., a od początku tego roku nawet o 410 proc.

Ostatni powód do wzrostów? Na początku października firma złożyła pozew patentowy przeciwko brytyjskiej filii chińskiego giganta telekomunikacyjnego ZTE. Vringo nie boi się prawnych wojen z gigantami nowych technologii. Firma pozwała wcześniej AOL, IAC/InterActive i wreszcie samo Google.
Tajemnica pewności siebie tkwi w zasobach. Vringo nabyło w tym roku pakiet patentów od podupadającej fińskiej Nokii. Wcześniej przejęło też Innovate/Protect razem z patentami Lycosa, znanej w latach 90-tych wyszukiwarki. Spółka rywalizuje z przeciwnikami wagi ciężkiej i liczy, że giganci będą płacić. Co ciekawe, AOL zgodził się już na częściowe rozliczenie z Vringo.
Na razie wydaje się, że podstawową działalnością firmy jest prowadzenie sporów przed sądem. Biorąc pod uwagę znaczenie patentów w branży nowych technologii, całkiem możliwe jest, że jakiś ważny gracz na rynku zapragnie przejąć Vringo. Mimo gigantycznego wzrostu notowań, rynkowa wartość spółki ciągle nie przekracza kilkuset milionów dolarów. Łakomy kąsek?