Pracownicy handlu potrzebują odpoczynku

opublikowano: 15-10-2021, 16:40

O funkcjonowaniu ograniczeń w niedzielnym handlu i innych pomysłach na poprawę losu pracowników mówi Alfred Bujara z Solidarności.

„PB”: Ograniczenie handlu w niedziele, o którego wprowadzenie apelował pan i związek, funkcjonuje już od prawie czterech lat. Cel został zrealizowany?

Alfred Bujara, przewodniczący sekcji pracowników handlu w NSZZ Solidarność: Ustawa, szczególnie w pierwszym roku, zrealizowała swój cel. Przede wszystkim pracownicy mogli odpocząć od ciężkiej pracy. Zyskali też przedsiębiorcy, którzy sami stają za ladą. Później zaczęło się obchodzenie. Od początku wnioskowaliśmy o nowelizację, gdy tylko pokazały się pierwsze placówki pocztowe, m.in. w Żabkach. Dla nas to nie jest zaskoczenie, że kolejne sieci otwierały się w ten sposób, nie trzeba być wróżbitą, żeby przewidzieć, że wykorzystają lukę.

Kolejne sieci zaczęły omijać zakaz. Czy sądzi pan, że nowelizacja rozwiąże problem i jak pan ocenia otwieranie sklepów w niedziele?

W krajach Europy Zachodniej są wolne niedziele, zapisy ustawowe są bardzo proste i nikt nie próbuje ich omijać. Dlaczego? Bo są kary. Gdyby ktoś zaczął to robić, to odczułby to finansowo. U nas jest inaczej. Ten brak szybkiej reakcji świadczy o słabości państwa — większość dyskontów i hipermarketów jest czynna w niedziele. Większość pracowników jest rozgoryczona — obiecano im wolne niedziele i je zabrano. Ponadto gdy sieci zapowiadały otwarcie w niedziele, obiecywały, że nie będzie obowiązku pracy, i zaczęły się z tego wycofywać. Nie było chętnych. To jest bardzo trudna praca, wymaga multiskillingu — kasjerki muszą pracować na kasie zwykłej, samoobsługowej, biegać do innych stoisk. Obciążenie jest niesamowite — w czasie pandemii sklepy wydłużyły godziny otwarcia, a nie zatrudniły nowych pracowników. Ponadto wiele kobiet, które podjęły pracę, zrezygnowało z niej, bo nie miały co zrobić z dziećmi. Pracy jest więcej, pracowników mniej, a obroty przecież nie spadły nawet w pandemii. Wszystko odbywa się kosztem pracownika. Doszło do sytuacji krytycznej — spada jakość obsługi. Głównym problemem jest liczba zatrudnionych pracowników.

Przedstawiciele biznesu mówią, że mają pomysł na to, by wilk był syty i owca cała, czyli chcą otwierać sklepy w niedziele, a pracownikom zagwarantować dwie wolne niedziele w miesiącu. Czy to nie rozwiązuje problemu?

Jak zbieraliśmy podpisy pod ustawą, to spytaliśmy pracowników, czy chcą mieć wolne niedziele, czy dwie niedziele wolne i dodatek za pracę w pozostałe, czy dodatek za wszystkie. Wyniki zaskoczyły nawet mnie — 98 proc. opowiedziało się za wolnymi niedzielami. Uzasadnienie jest takie: ciężko pracują, chcą mieć godziwe wynagrodzenie za sześć dni, a w niedziele odpocząć. Gdyby zagwarantować dwie niedziele, to w praktyce wyglądałoby to tak jak wcześniej. Była kiedyś jedna obowiązkowa niedziela wolna, ale i tak trzeba było przychodzić do pracy — z pracownikami, którzy chcieli korzystać z wolnych niedziel, rozstawano się pod różnymi pretekstami. Boimy się, że takie rozwiązanie stworzyłoby niewolników sobotnio-niedzielnych. Cztery niedziele wolne dzisiaj to nie jest żaden luksus, jeśli spojrzy się na obciążenie pracą w tygodniu.

Ostatnio kontrowersje wzbudziły pańskie wypowiedzi na jednym z zespołów parlamentarnych — powołał się pan na przykład państw zachodnioeuropejskich, w których godziny pracy sklepów wielkopowierzchniowych są ograniczone. To będzie wasz kolejny postulat?

Poruszyłem wiele wątków, choćby to, że nie ma w Polsce układów zbiorowych pracy, regulujących czas pracy, wydajność czy warunki. Polski pracownik jest dwa-trzy razy bardziej wydajny niż pracownik w takiej samej sieci na zachodzie Europy. Dysproporcja rośnie, a płace wciąż są kilka razy niższe. Mówiłem przede wszystkim o tym, że powinniśmy wrócić do godzin pracy sprzed pandemii — w dyskontach, galeriach była to 21, w hipermarketach 22. Chodzi nam o to, by nie przymuszać ludzi do pracy do 24 czy 1 w nocy. Często o takiej porze nie ma jak wrócić do domu, a przecież pracownika nie stać na taksówkę. Mamy wolną amerykankę. Będziemy wnioskować o pewne regulacje. Ta wrzawa, która się pojawiła, to typowe odezwanie się nożyc po uderzeniu w stół.

Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz na pb.pl/dosluchania

w tym tygodniu: „Co zrobić z handlem w niedzielę”

goście: Alfred Bujara — NSZZ Solidarność, Renata Juszkiewicz — Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji, Maciej Ptaszyński — Polska Izba Handlu, Krzysztof Poznański Polska Rada Centrów Handlowych

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane