Pracownicy PGNiG skarżą się na regulatora

  • Anna Bytniewska
opublikowano: 12-01-2012, 00:00

Związki giganta ostrzegają, że — blokując gazową taryfę URE wylewa dziecko z kąpielą.

Sprawa taryfy gazowej dla Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG) ma już nie tylko wymiar ekonomiczny, ale także społeczny. Związki zawodowe PGNiG twierdzą, że naciski Urzędu Regulacji Energetyki (URE) na cięcia kosztów w grupie już odbijają się na świadczeniach dla pracowników i poziomie zatrudnienia. Dochodzimy do ściany — twierdzą związkowcy. Tymczasem nie widać końca negocjacji między potentatem a regulatorem.

Syzyfowy wysiłek

— Stajemy się zakładnikami w tych rozmowach. Szkopuł w tym, że problemem nie są koszty pracy w PGNiG, ale sytuacja na światowych rynkach. Wystarczy, że notowania ropy pójdą w górę, a złoty się osłabi, a gros oszczędności, jakie wypracuje PGNiG, idzie na marne. Sytuacja staje się groźna dla PGNiG. Bo jak długo wytrzyma kupując gaz za 1,2-1,35 zł za metr sześc., a sprzedając po 1,1 zł? Groźna jest też dla bezpieczeństwa sieci dystrybucji gazu, bo zaczynamy mieć braki kadrowe — mówi Dariusz Matuszewski, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa.

Związkowcy obawiają się, że URE wymusi na spółce kolejne redukcje kosztów pracy.

— W ubiegłym roku prezesi spółek dystrybucyjnych PGNiG zawarli porozumienie z URE. Na jego mocy zobowiązali się do cięcia kosztów pracowniczych w spółkach dystrybucyjnych o 20 proc. Obecnie trwają już redukcje zatrudnienia. Pracujemy nad programem dobrowolnych odejść. Chcemy ocalić młodych pracowników i najbardziej potrzebnych specjalistów, np. monterów. Dokonujemy też alokacji kadry wewnątrz grupy. Cięcia kosztów dotyczą też samego PGNiG — mówi Dariusz Matuszewski. PGNiG od dwóch lat redukuje zatrudnienie.

— Pod koniec roku zwolniono z centrali 160 osób. Z grupy odeszło już 16 tys. pracowników. Przygotowywane są następne ruchy ograniczające koszty. Na razie nie wiadomo, jaka będzie ich skala, bo negocjacje między PGNiG a URE nadal trwają. Pod koniec 2012 r. odczujemy ich skutki. Kolejne lata mogą być trudne dla spółki i załogi. Tym bardziej że planowane jest uwolnienie rynku gazu, co oznacza większą konkurencję — mówi Dariusz Matuszewski. Związkowcy narzekają, że nie mają nawet z kim się spotkać, bo PGNiG jest bez prezesa. W lutym centrale związkowe spotkają się same, by przyjąć wspólne stanowisko dotyczące cięć kosztów i sytuacji spółki.

URE nie odpuszcza

— PGNiG złożył we wtorek nowe informacje w sprawie taryfy, które są obecnie analizowane przez regulatora. Na tym etapie postępowania nie mogę wykluczyć kolejnego wezwania spółki do przedstawienia wyjaśnień, choć nie zakładam, że będzie taka potrzeba — mówi Marek Woszczyk, prezes URE. Według prezesa URE, PGNiG nadal wnioskuje o znaczny wzrost cen gazu.

— Wniosek dotyczy taryfy na pierwszy kwartał, choć spółka oczywiście może w każdej chwili we wniosku zmienić czas jej obowiązywania. Decyzja, na jaki okres URE zatwierdzi taryfę, jest kwestią otwartą i zależy od regulatora — mówi Marek Woszczyk. Postępowanie taryfowe toczy się od końca października.

— Spełniliśmy wszystkie oczekiwania regulatora dotyczące wniosku taryfowego — podkreśla Joanna Zakrzewska, rzecznik PGNiG.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu