Zadziwiają mnie przedsiębiorcy, którzy nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że istnieje coś takiego jak prawo pracy i ochrona pracownika.
Wypowiedzenie umowy o pracę na czas nieokreślony musi zawierać przyczyny uzasadniające jej rozwiązanie. Pracodawcy często są rozgoryczeni, że nie mogą dowolnie zwalniać pracowników w swojej firmie, ale takie jest prawo. A przecież pracownik musi mieć poczucie bezpieczeństwa zatrudnienia, które pozwala mu planować najbliższą przyszłość, a jeśli dobrze i bezpiecznie czuje się w swoim miejscu pracy i bardziej identyfikuje z pracodawcą, jest lepszym pracownikiem.
Ostatnio zwrócił się do mnie dyrektor pewnej firmy, oburzony, że zwolniony przez niego sprzedawca odwołał się do sądu pracy. Sprzedawca ten, bardziej szumnie zwany key account manager, my nazwijmy go Kowalskim, śmiał podczas zebrania skrytykować niektóre poczynania zarządu. Nasz dyrektor zawołał kadrową i kazał jej zwolnić niepokornego pracownika. Kadrowa nie miała łatwego zadania, więc wymyśliła, że Kowalski nie składa w terminie raportów o wynikach sprzedaży. Taki powód znalazł się w wypowiedzeniu. Problem tylko w tym, że Kowalski — jak słusznie podniósł w pozwie — robi tak od lat i nikt nigdy nie zgłaszał mu, że jest to problem. Ponadto tak samo czyni większość sprzedawców, a z nimi umów nie rozwiązano.
Przyczyna uzasadniająca rozwiązanie umowy o pracę musi być prawdziwa, rzeczywista i istnieć w chwili dokonania wypowiedzenia. Wskazanie nieprawdziwej przyczyny powoduje, że wypowiedzenie jest nieuzasadnione, a wtedy sąd pracy może orzec o przywróceniu do pracy lub o odszkodowaniu.
Jeżeli przyczyna podana w wypowiedzeniu jest tylko pretekstem, to pracownik, który odwoła się do sądu pracy, zwykle będzie w stanie to udowodnić. W opisanej sprawie łatwo byłoby wykazać, że pracodawca na siłę szukał powodu, aby zwolnić nie dość pokornego pracownika. Na szczęście do procesu ostatecznie nie doszło i nie przypadła mi rola pełnomocnika nerwowego dyrektora. Dyrektor został oddelegowany gdzie indziej, a nowy nie miał konfliktu z Kowalskim, który wrócił do pracy. Taki happy end zdarza się jednak rzadko.
Daniel Jastrun radca prawny, partner w kancelarii Magnusson