Już niedługo co ósmy złoty wydawany na IT będzie pochodzić z sektora użyteczności publicznej. Branża ta pokocha głównie nowe oprogramowanie.
„Ani prąd ani gaz nie podniosą wydajności” — głosi slogan reklamowy jednego z wielkich domów software’owych, kierujących swoją ofertę do przedsiębiorstw z sektora użyteczności publicznej. W domyśle, chodzi o to, aby firmy zajmujące się wytwarzaniem i zaopatrzeniem w energię elektryczną, gaz i wodę kupiły nowe oprogramowanie. Czy uda się je do tego przekonać?
Z analiz agencji badawczej DiS wynika, że tak. Według DiS, w latach 2004-06 dynamika rynku informatyki w energetyce ma szansę wyprzedzić dynamikę polskiego rynku informatyki ogółem i będzie rokrocznie przekraczać 10 proc. Andrzej Dyżewski, właściciel biura badawczego, twierdzi, że na pewno uda się to w 2005 r. Jego zdaniem, w 2006 r. wartość rynku informatyki w energetyce może przekroczyć 8 proc. wartości całego rynku IT w Polsce. Może więc wówczas wzrosnąć do ponad 1,7 mld zł.
Badanie DiS zostało oparte na danych z 30 spółek dystrybucyjnych energii elektrycznej, 12 największych elektrowni, 18 elektrociepłowni, 19 dużych ciepłowni oraz Polskich Sieci Elektroenergetycznych. W ocenie agencji badawczej, stanowią one „praktycznie 100 proc. rynku dystrybucji i ponad 90 proc. rynku produkcji energii elektrycznej” oraz istotny wycinek rynku ciepłowniczego.
Jest się o co bić
Tyle że samych ciepłowni są w Polsce setki. Do tego dochodzi podobna grupa zakładów wodno-kanalizacyjnych i skoncentrowany wokół Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa sektor gazowniczy. Ile zatem warta jest cała sprzedaż branży IT do sektora przedsiębiorstw użyteczności publicznej?
Skierowaliśmy to pytanie do czołowych dostawców produktów informatycznych dla tego sektora. Nie wszyscy zechcieli odpowiedzieć, ale pozostali dość zgodnie oszacowali, że energetyka, gazownictwo i zakłady wodno-kanalizacyjne kupiły w 2003 r. produkty i usługi informatyczne o łącznej wartości 1,5 mld zł. Zdaniem firm informatycznych i agencji DiS, w 2006 r. sprzedaż do tego sektora wyniesie 12-12,5 proc. wartości całego polskiego rynku IT. Innymi słowy, co ósmy złoty wydany na informatykę zostanie wydany w energetyce, gazownictwie lub branży wodociągowej. Procentowo nie będzie to wiele więcej (1-1,5 pkt proc.) niż obecnie, ale w liczbach bezwzględnych chodzi już o 2,4-2,65 mld zł.
Nie ma się zatem co dziwić wzmożonej aktywności potentatów branży IT. Lokalne oddziały zagranicznych graczy wprowadzają do swej oferty systemy dedykowane specjalnie dla tego sektora, krajowe spółki budują kompetencje poprzez coraz bardziej zawiłe sieci fuzji i przejęć. Przykładem z pierwszej grupy jest SAP i sprzedany przezeń do Zakładów Energetycznych we Wrocławiu i Toruniu system SAP for Utilities. Do drugiej grupy bez wątpienia należy Prokom Software. Ma on połowę udziałów w katowickim Spinie, przejmującym właśnie bydgoski Telmax (udział Prokomu spadnie do 40 proc.). Ten sam Telmax, który wiosną 2004 r. przejął wyspecjalizowane w obsłudze energetyki bydgoską Informę oraz rzeszowski Galkom.
Nikt nie wierzy, że optymistyczny scenariusz mógłby się nie sprawdzić. Zdaniem większości przedstawicieli branży IT, dynamika wzrostu wydatków na informatykę w sektorze przedsiębiorstw użyteczności publicznej będzie rosła szybciej niż rynek informatyczny ogółem. Nie przeszkodzi w tym nawet niewielki popyt ze strony najbardziej zacofanych informatycznie firm z branży wodociągowej.
— Zaczęły się wreszcie inwestycje w gazownictwie. Wraz z wydatkami energetyki wystarczy to, aby sprzedaż do całego sektora rosła szybciej niż rynek IT ogółem — uważa Ryszard Dudziński, odpowiedzialny za sektor energetyczny w SAP Polska.
Nawet ci, którzy mają jakieś wątpliwości, nie wyrażają ich z wielkim przekonaniem.
— Nie wiem, czy dynamika sprzedaży do przedsiębiorstw użyteczności publicznej przewyższy dynamikę wzrostu rynku informatycznego ogółem, ale na pewno będzie rosła szybciej niż do większości innych branż — mówi Paweł Piwowar, prezes Oracle Polska, największego producenta środowiska bazodanowego wykorzystywanego w energetyce.
W aplikacjach nadzieja
Rosnący popyt ma być głównie wynikiem zapotrzebowania na nowe oprogramowanie.
Zdaniem naszych rozmówców, udział oprogramowania w zakupach sektora nie przekracza obecnie 50 proc. Już niedługo może jednak stanowić nawet 70 proc. zakupów ze strony tej branży. Oznaczałoby to, że w roku 2006 energetyka, gazownictwo i firmy wodno-kanalizacyjne wydadzą na nowe programy komputerowe 1,68-1,85 mld zł. A więc nawet o 350 mln zł więcej niż na wszystkie produkty i usługi informatyczne w 2003 r.
Zakupy aplikacji będą efektem liberalizacji rynku obsługiwanego przynajmniej przez niektóre gałęzie sektora użyteczności publicznej. Jednak nie tylko liberalizacja rynku wpłynie na zwiększenie zakupów. Konsolidacja branży też ma swoje potrzeby.
— Powstają wtedy nowe organizmy gospodarcze i ciała zarządcze i one też mają swoje potrzeby informacyjne — podkreśla Jacek Piotrowski, dyrektor działu rozwiązań biznesowych dla sektora utilities w spółce integratorskiej Computerland, która kontroluje Centrum Informatyki Energetyki.
Sama sprzedaż firm inwestorom zagranicznym może jednak czasowo wstrzymać zakupy.
— Wiadomo, że jak się robi przetarg na inwestora, trwający dwa lata, to nikt wtedy nic nie zrobi w informatyce. Wstrzymuje się wszelkie inwestycje, aby wykazać lepszy wynik netto. Często stosuje się przy tym taką sztuczkę, że nowy system się niby wybiera, ale samo wdrożenie odkłada — przypomina Paweł Piwowar.
— Przy prywatyzacji przez giełdę tego typu manewry mają mniejsze znaczenie. Inwestorzy kupują wtedy głównie udział w rynku — dodaje Jacek Piotrowski.
Kierunek optymalizacja
Niekorzystne dla firm informatycznych zawirowania może za to zrównoważyć postawa wszelkich instytucji odpowiedzialnych za regulację rynku na styku dostawca–konsument. Regulatorzy hamujący wzrost cen będą w konsekwencji wymuszali optymalizację już posiadanych zasobów.
— Aby dotrzeć do nowych klientów, nie zawsze trzeba budować nowy odcinek sieci przesyłowej. Tylko aby do tego dojść, trzeba wiedzieć, jaka jest sieć już istniejąca i gdzie ma rezerwy. Bez inwestycji w informatykę jest to raczej trudne — zaznacza Jacek Piotrowski.
— Jak duża jest skala rezerw energetyki polskiej, może uzmysłowić to, że na koniec 2003 r. moc zainstalowana w polskich elektrowniach i elektrociepłowniach wynosiła 34,8 tys. MW, czyli o 4 tys. MW więcej niż w 1990 r., podczas gdy w okresie 1990-2003 maksymalne zapotrzebowanie na moc wynosiło 23,3 tys. MW i z reguły dotyczyło zaledwie kilku najzimniejszych dni w roku. Rezerwa mocy energetyki polskiej wynosiła więc stale 40 proc., a to poziom rezerw o wiele wyższy niż 20-24 proc. w innych krajach Unii Europejskiej — wtóruje mu Andrzej Dyżewski.
Poszukiwaniem sposobów na optymalizację już posiadanych zasobów można tłumaczyć malejącą od kilku lat dynamikę wzrostu wartości środków trwałych, rejestrowaną przez Główny Urząd Statystyczny w branży wytwarzania i zaopatrzenia w energię elektryczną, gaz i wodę. Czyżby firmy z sektora użyteczności publicznej już przerzucały się z kosztownych inwestycji w elementy swojego core biznesu na zakupy produktów i usług informatycznych, które pomogą im lepiej wykorzystać posiadaną infrastrukturę? Z danych DiS można wysnuć wniosek, że tak właśnie jest. Wartość narzędzi informatycznych i usług sprzedanych do sektora energetycznego wyniosła w 2003 r. 1,04 mld zł, przy dynamice wzrostu równej 24 proc., a sprzedaż informatyki do energetyki osiągnęła wtedy 7,1 proc. wartości całego polskiego rynku IT, podczas gdy w 2002 r. było to tylko 6,5 proc.
