Przewoźnik winien jest pieniądze PKP, PKP — Przewozom, którym z kolei zalega skarb państwa. Węzeł kolejowy.
Przewozy Regionalne mają pomysł, jak spłacić zadłużenie wobec spółek PKP. Z kieszeni Ministerstwa Infrastruktury. Dzisiaj przewoźnik chce zasiąść do stołu z urzędnikami, żeby omówić problem 355 mln zł zaległości, bo na tyle wylicza zobowiązania resortu. Z odsetkami to około 400 mln zł. Chodzi o dotacje, a raczej ich brak za lata 2004-06. Ministerstwo zamawiało u przewoźnika pociągi międzywojewódzkie, za które — to zdanie Przewozów — nie płaciło. Resort jest innego zdania.
— Stoimy na stanowisku, że podpisując umowę przewoźnik miał zagwarantowaną dotację na całkowite pokrycie szacowanych strat, z zastrzeżeniem, że wysokość dotacji jest ograniczona do limitu wynikającego z ustawy budżetowej przyjętej na dany rok budżetowy. Jeśli przewoźnik przygotował zbyt rozbudowaną w stosunku do możliwości finansowych ofertę przewozową, czynił to na własne ryzyko. Poza tym spółka PKP PR nie potrafiła prawidłowo określić faktycznej kwoty deficytu, jaki powinien być pokryty przez resort — mówi Michał Karpiński, rzecznik ministerstwa.

Kto komu winien
Przewoźnik nadal jednak liczy na ugodę, chociaż wystąpił już do sądu, by dochodzić swego. Nie ma wyjścia, bo to jedyny sposób na spłacenie wierzycieli Przewozów. Tomasz Moraczewski, prezes spółki, mówi, że firma może płacić bieżące zobowiązania wobec wszystkich kontrahentów. Nie ma natomiast szans, żeby pokryła historyczne długi z 2009 r.
— Nie mamy realnych możliwości wygenerowania 360 mln zł w perspektywie roku, dwóch. Spółka może osiągać zyskowność maksymalnie 6 proc. od zaangażowanego kapitału — mówi Tomasz Moraczewski.
Przewozy regularnie płacą rachunki PKP Energetyka oraz PKP Cargo. Do czerwca — a może nawet wcześniej — powinny uregulować problem zaległości wobec PKP Intercity. Mają dwumiesięczny poślizg w płaceniu faktur dla PKP Polskie Linie Kolejowe oraz 56 mln zł zadłużenia w PKP za wynajem powierzchni pod kasy biletowe na dworcach. Ten dług co miesiąc rośnie o 30 mln zł. Czynsz skoczył dziesięciokrotnie od kwietnia, bo Przewozy wynajmują kasy bez umowy. Tego akurat długu przewoźnik płacić nie chce.
— Gdzieś jest granica absurdu podnoszenia cen za wynajem na dworcach. PKP mają 3,1 tys. pracowników. Dlaczego Przewozy Regionalne mają pokrywać koszty ich utrzymania, podczas gdy same są rozliczane przez właściciela z każdego grosza wydanego na rewidenta czy konduktora. Przewoźnik samorządowy nie będzie finansował PKP — deklaruje Tomasz Moraczewski.
Kolej państwowa nie chce komentować zarzutów przewoźnika. Nieoficjalnie wyjaśnia jednak, że czynsz wcale nie jest zawyżony, a Przewozy płacą często mniej niż PKP Intercity. Na dworcu w Poznaniu cena dla samorządowej spółki wynosi 16 zł za metr kwadratowy, a dla przewoźnika z grupy PKP — 18 zł.
— Wykorzystamy wszystkie możliwości prawne, żeby dłużnik spłacił swoje długi — mówił na niedawnej konferencji prasowej Jacek Prześluga, wiceprezes PKP.
I zapowiedział, że kolej tych pieniędzy nie odpuści.
Jazda na gapę
To samo mówią Przewozy. Prezes Moraczewski kwestionuje nie tylko wysokość stawek za najem kas, ale wysokość należności naliczonej przez PKP. Argumentuje, że państwowa kolej też jest wina Przewozom pieniądze i zanim spółka cokolwiek zapłaci, trzeba najpierw ustalić saldo wzajemnych zobowiązań. Chodzi o należność za mandaty wystawiane gapowiczom podróżującym pociągami regionalnymi w latach 1999-2001 na kwotę 110 mln zł. Pieniądze nie trafiły do kasy przewoźnika, ale PKP.
— Przewozy, jak dyrekcja cyrku w budowie, wyciągają kolejnego królika z kapelusza — tak pretensje przewoźnika komentował prezes Prześluga, pytając, dlaczego spółka nie uwzględniała tej kwoty w bilansach za ostatnie lata.
— Otóż dlatego, że my na każdym kroku spotykamy takie właśnie kwiatki. Musimy płacić duże pieniądze za wynajem powierzchni, z których już dawno się wyprowadziliśmy. Płacimy np. czynsz za zamurowane poczekalnie i kasy biletowe w Łódzkiem. To jest duża firma i pewnie jeszcze znajdziemy niejedną dziwną umowę — mówi Tomasz Moraczewski.
Pieniędzy od gapowiczów odpuszczać nie zamierza. Przewozy niedawno przegrały w sądzie sprawę o wypłatę rent dla ofiar wypadków, do których doszło w pociągach jeszcze państwowego przedsiębiorstwa PKP.
— Sąd uznał, że jesteśmy kontynuatorami tamtej firmy. Jeśli tak, to uważamy, że gdy pasażer jechał bez biletu, a sprawa trafiła do windykacji, pieniądze powinny iść do naszej kasy. Tymczasem PKP stosowały taktykę, żeby w spółkach zostawiać koszty, a przejmować przychody. Gdzie tu logika? — pyta szef Przewozów.
Wyliczył, że z 110 mln zł spółce należy się ponad 30 mln zł. I o tyle Przewozy chcą skompensować długi w PKP.