Niespełnione apetyty giełdowych inwestorów zaowocowały udanym debiutem praw do akcji Impelu. Jest dobrze. Na razie.
Prawa do akcji Impelu, spółki operującej na rynku usług ochrony, sprzątania i kateringu, zadebiutowały na warszawskiej giełdzie po cenie 29,5 zł. To kurs o 13,5 proc. wyższy niż cena emisyjna.
— Zrobimy wszystko, aby jak najszybciej zarejestrować nową emisję. Chodzi o to, aby na giełdzie notowane były nasze akcje — mówi wyraźnie zadowolony z debiutu Bogdan Dzik, prezes Impelu.
Spółka sprzedała 6 mln akcji. Popyt okazał się tak duży, że firma mogła przebierać w ofertach. Zgodnie z założeniami, 5,5 mln papierów trafiło do inwestorów finansowych, a 500 tys. akcji do drobnych graczy. Zapisy tych ostatnich zredukowano o ponad 80 proc.
— Udany debiut to zasługa dużej nadsubskrypcji. Nie wszyscy inwestorzy kupili akcje. Teraz mają okazję to zrobić, a z drugiej strony nie dziwi fakt, że pojawiają się gracze zainteresowani sprzedażą walorów i szybką realizacją zysków — mówi Bartosz Ostafiński z Beskidzkiego Domu Maklerskiego.
W trakcie sesji notowania PDA Impelu nieznacznie spadły. Dzień zakończyły przy cenie 28,9 zł za sztukę.
Impel zgarnął z rynku 156 mln zł. Pieniądze spółka wyda przede wszystkim na przejęcie.
— Interesuje nas głównie rozdrobniony rynek krajowy. W orbicie naszych zainteresowań pozostaje także Litwa, Łotwa i Ukraina — wymienia Bogdan Dzik.
Analitycy nie chcą komentować planów spółki, dopóki ta nie poda szczegółów dotyczących zakupów. Spółce wróżą jednak giełdową pomyślność, choć jednym tchem wymieniają też zagrożenia.
— Trzeba pamiętać o dwóch ryzykach związanych z działalnością firmy — zmieniającymi się zasadami funkcjonowania zakładów pracy chronionej oraz dużym uzależnieniu skali przychodów od kondycji służby zdrowia — mówi jeden z nich.