Prawo dwunastu tablic

  • Aleksander Krawczuk
opublikowano: 17-12-2007, 00:00

W latach 451-450 p.n.e. w Rzymie wystawiono na widok publiczny tuzin drewnianych tablic. To doniosła, choć mało znana dla naszej cywilizacji data. A dlaczego ważna?

Otóż komisja powołana dla spisania praw naniosła wtedy na drewno ustalenia obejmujące to, co dziś nazywamy prawem majątkowym, rodzinnym, karnym. Ale także zasady postępowania sądowego, a nawet pewne sprawy ustrojowe. Była to pierwsza — i przez dziesięć wieków formalnie jedyna — kodyfikacja prawa rzymskiego. Następną pełną, jeśli pominąć edykt Hadriana i kodeks Teodozjusza, przeprowadził dopiero cesarz Justynian w wieku VI.

 

Ogłoszenie prawa dwunastu tablic to jeden z najważniejszych faktów, jeśli chodzi o tworzenie zasad porządku społecznego. Toteż tę właśnie datę winno się w sposób szczególny uwydatniać w podręcznikach historii. Chodzi przecież o narodziny i źródło prawa, leżące u podstaw wszystkich praw europejskich. Prawda, że prawne prawidła spisywano już wcześniej — w niektórych miastach greckich. Ale istotne, że można nakreślić linię bezpośredniej ciągłości od prawa dwunastu tablic, poprzez kolejne kodyfikacje w różnych krajach Zachodu, aż po nasze obecne. Twierdząc tak, zazwyczaj myśli się głównie o duchu stanowienia prawa. Jednakże, co zdumiewające, pewne konkretne postanowienia tamtego prawa wciąż obowiązują. A pochodzą przecież z odległej przeszłości!

 

W roku 2050, zaledwie za lat 43, nadejdzie okrągła rocznica owego doniosłego wydarzenia z początków republiki rzymskiej: równo 2500 lat. Nie musimy się kłopotać odliczaniem roku zerowego, ówczesny bowiem kalendarz nie był prowadzony zbyt skrupulatnie. Ileż to z okazji rocznicy odbędzie się konferencji i seminariów, ileż ukaże się uczonych rozpraw i ksiąg, a także popularnych opracowań w przeróżnych językach! Celebra. Istnieje wszakże ważki powód, dla którego warto wyprzedzić rocznicę i już zwrócić uwagę na żywotność, aktualność i moc obowiązującą przynajmniej jednego z postanowień dwunastu tablic. Nie znamy ich pełnego tekstu, one same spłonęły w roku 387 p.n.e. podczas najazdu Gallów na Rzym. Odtworzono je wszak natychmiast, a chłopcy w szkołach z pokolenia w pokolenie uczyli się prawa dwunastu tablic na pamięć. Prawnicy rzymscy w ciągu wieków wciąż na nie się powoływali, wciąż cytowali i komentowali.

 

Musieli tak postępować. Zmieniały się przecież warunki życia społecznego. Należało więc twórczo dostosowywać ustalenia prawne z czasów prymitywnej gospodarki małego miasta do potrzeb bogatego, ogromnego imperium. Czyniono to drogą pomysłowej interpretacji pradawnych, zwięzłych sformułowań wypisanych niegdyś na drewnianych tablicach. Właśnie dlatego tak wspaniale rozwinęła się — do dziś sławiona i podziwiana — rzymska myśl prawnicza. Była to więc droga tworzenia i stosowania prawa diametralnie odmienna od tej, jaką obecnie kroczymy. My bowiem mnożymy coraz szczegółowsze ustawy, by objąć nimi wszelkie przypadki, jakie może przynieść nieprzewidywalna różnorodność życia. Tego wszakże uczynić się nie da, toniemy więc w bezliku ustaw, rozporządzeń, orzeczeń.

 

Jak się rzekło, pewne postanowienia dwunastu tablic wciąż obowiązują — względnie obowiązywać powinny. Wskażę tylko jedno. Bo — niespodziewanie — stało się bardzo aktualne w obecnej rzeczywistości. Oto owo pierwsze zdanie: „Si in ius vocat — ito”. Czyli: „Jeśli przed sąd wzywa — idź!”. Czy można krócej i dobitniej wyrazić zasadę niezmiennie ważną w każdej epoce i kraju? Zasadę, bez której istota wymiaru sprawiedliwości idzie w gruzy? Stawienie się przed sądem jest bezwględnym obowiązkiem każdego obywatela. A przecież właśnie ona została dwukrotnie w ciągu minionego roku publicznie zakwestionowana w stolicy dużego kraju europejskiego! I to ustami dostojników państwowych najwyższej rangi. Jeden dał do zrozumienia, że mu się po prostu iść do sądu nie chciało. Drugi oświadczył, że w gruncie rzeczy owa zasada nie powinna dotyczyć dziennikarzy, a w każdym razie nie wolno doprowadzać ich przed sąd siłą, to bowiem może grozić wolności słowa. To prawda, że prawo dwunastu tablic nic nie mówi o wolności słowa i o dziennikarzach. Niestety — lub na szczęście — w V wieku p. n. e. prasy w Rzymie nie znano. Przewiduje wszakże tamto prawo — i to bezpośrednio po przytoczonym zdaniu — możliwość doprowadzenia pozwanego siłą, jeśli ociąga się lub przygotowuje ucieczkę. Ale zaznacza też, że jeśli ten nie może stawić się ze względu na wiek lub chorobę, pozywający winien zapewnić mu zwierzę pociągowe.

 

Zbliża się nowy rok. Czego pragnę życzyć swemu krajowi? Oczywiście: wszelkich sukcesów. Ale chciałbym także, zwłaszcza po ostatnich doświadczeniach, by nauczył się korzystać z mądrości starożytnych Rzymian. Więcej szacunku dla prawa! Albowiem prawdziwy i trwały porządek społeczny zapewniają nie sądy doraźne i surowe kary, lecz uznawanie w powszechnej praktyce właśnie tego postanowienia, które wypisano przed tylu wiekami w pierwszym zdaniu pierwszej drewnianej tablicy. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksander Krawczuk

Polecane