Prawo lepsze, ale czy dobre

Mariusz Zielke
14-06-2005, 00:00

Pierwszy rok obowiązywania nowej ustawy upłynął pod znakiem wzrostu wartości rynku. Opinie na jej temat są jednak skrajne.

Zaczęło się pozytywnie. Większość rozmówców „PB” po wprowadzeniu w 2004 r. ustawy Prawo zamówień publicznych mówiło: idzie w dobrym kierunku, może nie jest doskonała, ale lepsza niż poprzednia, ułatwia firmom działanie w sektorze zamówień publicznych.

Stare grzechy

Potem — wraz ze wzrostem liczby sytuacji konfliktowych — zaczęło się narzekanie. Jedna z podstawowych zmian — dopuszczenie do rozstrzygnięcia przetargu nawet wówczas, gdy jest tylko jedna ważna oferta (wcześniej musiały być dwie) — miała ograniczyć unieważnianie postępowań. Ograniczyła, ale firmy zaczęły narzekać, że tym bardziej umożliwia „ustawianie” przetargów. Inna zmiana — uniemożliwienie protestów, jeśli firma nie ma interesu prawnego — miała zmniejszyć możliwość torpedowania postępowań. W praktyce doprowadziła do sytuacji, że protesty niektórych firm odrzucano, nawet jeśli były słuszne, stwierdzając, że firma protestu składać nie mogła. Największym problemem zamówień jest jednak wciąż duża rola biurokracji i możliwość odrzucenia oferty z błahych powodów.

Pechowe IT

Potem przyszły problemy z rozstrzygnięciami dużych postępowań. Szczególnie odczuła to branża IT. Większość wielkich przetargów publicznych kończyła się małymi lub większymi skandalami — a to wykluczono wszystkich oferentów z wyjątkiem jednej firmy, a to postępowanie unieważniono, a to sprawa przez rok ślimaczyła się w sądzie.

Obecnie jest już gotowa nowelizacja ustawy, lecz wciąż obowiązuje „stare” prawo. Jak je odbierają rodzime firmy — patrz obok.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Zielke

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Prawo lepsze, ale czy dobre