Praworządność na razie na kredyt

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-05-21 20:00

Proceduralne młyny Unii Europejskiej (UE) mielą bardzo powoli, ale jednak mielą.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Ministerialna Rada UE ds. Ogólnych pod przewodem belgijskim na posiedzeniu 21 maja 2024 r. zaopiniowała pozytywnie stosunkiem 26:1 (sprzeciwił się rząd Węgier) wniosek Komisji Europejskiej (KE) o wycofanie jej wniosku z 2017 r. – autorstwa jeszcze gabinetu Jeana-Claude’a Junckera – o stwierdzenie, w trybie art. 7 ust. 1 traktatu o UE, wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez Rzeczpospolitą Polską zasad praworządności.

Věra Jourová, czeska wiceprzewodnicząca KE, przedstawiła ministrom ds. europejskich analizę, z której wynika, że powody zdefiniowane prawie siedem lat temu ustały i w związku z tym KE za kilka dni wniosek definitywnie wycofa. Będzie to oznaczało opuszczenie wreszcie przez Polskę symbolicznej oślej ławki w unijnej klasie. Trudno uniknąć wrażenia kalendarzowej koincydencji łaskawości KE ze zbliżającymi się w długi weekend 6-9 czerwca wyborami do Parlamentu Europejskiego. Napiętnowane wnioskiem KE pozostaną już tylko Węgry, przeciwko którym podobna procedura z art. 7 toczy się od 2018 r. Jej końca nie widać, co oznacza że od 1 lipca półroczną węgierską prezydencję Rady UE sprawowało będzie państwo… objęte zarzutami nieprzestrzegania unijnych wartości traktatowych.

KE doceniła, że Polska po zmianie rządu uruchomiła szereg środków legislacyjnych i nielegislacyjnych. Plan działań naprawczych przedstawiony został przez ministra Adama Bodnara w lutym 2024 r. Drobny problem polega jednak na tym, że wciąż jest to pakiet projektów i politycznego chciejstwa, a nie aktów opublikowanych w Dzienniku Ustaw. Przykładem sztandarowym jest bardzo ważna nowelizacja ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS), która na razie utknęła pomiędzy poprawkami Senatu a pierwotną wersją Sejmu, ponieważ wystąpiła różnica zdań wewnątrz rządzącego konsorcjum 15 października. Bardzo możliwe, że bez względu na finalną wersję nowelizacja i tak nie doczeka się podpisu Andrzeja Dudy, który doktrynalnie nie zgadza się na skrócenie o dwa lata kadencji obecnej KRS, silnie upolitycznionej przez PiS. Prezydenckiego weta nie da się odbić wymaganą większością trzech piątych w Sejmie, zaś braku ustawy obejść rozporządzeniami, zatem wobec KE rząd Donalda Tuska będzie świecił oczami generalnie za władze państwa.

Innym bardzo wrażliwym tematem pozostaje oczywiście Trybunał Konstytucyjny (TK). W zaleceniach KE sprzed prawie siedmiu lat znalazła się konieczność przywrócenia – w terminie trzech miesięcy – niezależności i legitymacji TK jako gwaranta Konstytucji RP przez zapewnienie aby prezes, wiceprezesi oraz sędziowie byli wybierani i powoływani zgodnie z prawem. Wszystko wskazuje na to, że sędziowie wybrani przez PiS w 2015 r. nielegalnie na miejsca już prawidłowo obsadzone ukończą kadencje (przy czym dwaj zmarli, na ich miejsca wybrano kolejnych, sytuacja się dodatkowo skomplikowała). Podobnie dokończy swoją kadencję na posadzie prezeski Julia Przyłębska, będąca tzw. odkryciem towarzyskim Jarosława Kaczyńskiego. Można zatem postawić tezę, że o przywróceniu normalności w TK pod koniec 2024 r. zdecyduje po prostu kalendarz oraz biologia.

Przez kilka miesięcy TK będzie jeszcze funkcjonował jako szaniec oporu PiS przeciwko rządzącemu konsorcjum. Na przykład we wtorek orzekł, że zastosowanie przepisów antycovidowych do przygotowania w 2020 r. tzw. wyborów korespondencyjnych – a tak naprawdę workowych, bo nie urnowych – było zgodne z Konstytucją RP. To ruch uprzedzający spodziewane konkluzje sejmowej komisji śledczej. Biegunowa rozbieżność orzeczeń dwóch organów państwa w tej samej sprawie raczej nie wystawi dobrej oceny stanowi praworządności w Polsce. Łaskawą decyzję KE wypada zatem uznać za wielki kredyt zaufania, który musi zostać spłacony.