Prekampania nie ma żadnych zasad

31-07-2018, 22:00

Premier Mateusz Morawiecki nadal wstrzymuje się z podpisaniem rozporządzenia o wyznaczeniu terminu wyborów samorządowych.

Kodeksowo mógł to zrobić od 16 lipca, czas ma do 16 sierpnia, ale jego kunktatorstwo naprawdę trudno pojąć. Przecież ogólnie znany termin wyborów 21 października jest bezwzględnie najlepszy, ba, praktycznie jedyny, mówi o nim całe PiS, a falstartowo już nawet ogłosiła tę datę TVP. Jedyny sens wstrzymywania kropki nad „i” to maksymalne przedłużanie prekampanii, podczas której nie obowiązują jakiekolwiek zasady, w tym zwłaszcza — przydział czasu dla kandydatów na antenach finansowanych z pieniędzy publicznych.

Zobacz więcej

W 2009 r. scenka zaaranżowana przez Michała Żebrowskiego nie wywołała żadnego echa, także w środowiskach prawicowych. Fot. YouTube-dlarafalaPL

Najbardziej jaskrawie widać to na przykładzie najważniejszej jesiennej bitwy o prezydenturę Warszawy. Kandydat Patryk Jaki ma TVP do dyspozycji na każde swoje skinienie, o dowolnej porze doby. Kandydat Rafał Trzaskowski jest natomiast bezlitośnie punktowany, czego przykładem stało się potępienie w wigilię rocznicy Powstania Warszawskiego jego archiwalnego spotu z roku… 2009. Wtedy PO wystawiła go w okręgu stołecznym do Parlamentu Europejskiego (PE). Rafał Trzaskowski był kandydatem specyficznym — po pięciu latach pracy asystenta poselskiego w PE mechanizmy gierek w Brukseli/Strasburgu poznał perfekcyjnie, natomiast rozpoznawalność jego osoby w macierzystej Warszawie była… zerowa. A jednak osiągnął zdumiewający sukces. PO zdobyła trzy z pięciu warszawskich euromandatów, listę pociągnęła komisarz Danuta Hübner, drugi był znany poseł Paweł Zalewski (najbardziej z tego, że przeszedł z PiS), zaś na brązowy mandat wskoczył spośród teoretycznych outsiderów właśnie Rafał Trzaskowski, zostawiając daleko m.in. posła Tadeusza Rossa, czyli powszechnie lubianego ekranowego Zulu Gulę.

Sukces „czarnego konia” przeszedł do podręczników skuteczności kampanii wyborczej. Prowadzona była pod hasłem „dla Rafała”, z nowatorskim, zmasowanym wykorzystaniem serwisów społecznościowych. Najważniejszymi promotorami kandydata stali się jednak popierający go aktorzy i artyści, którzy w krótkich filmikach robili coś „dla Rafała” — Tomasz Karolak, Piotr Adamczyk, Daniel Olbrychski, Zbigniew Zamachowski, Grzegorz Turnau, Michał Żebrowski. Ten ostatni m.in. wkładał ulotki za wycieraczki samochodów i został zaatakowany przez starszą panią, ale nagrał także scenkę, gdy — odtwarzając w tamtym czasie w teatrze straceńca Kordiana — dał się w takiej właśnie narracji nawet… rozstrzelać „Za Rafała!”. Przy czym w oryginale scenka została opatrzona wezwaniem: „Nie musisz ginąć za Rafała. Idź i zagłosuj 7 czerwca!”.

Osobiście bym takiego nagrania do promocyjnych spotów nie włączył, także w 2009 r. Widocznie jednak inną wrażliwość miał może nie tyle kandydat Rafał Trzaskowski, ile dający twarz Michał Żebrowski, przyzwyczajony do odgrywania najróżniejszych postaci. Per saldo wszystkie ekranowe poświęcenia celebrytów „dla Rafała” okazały się jednak nadzwyczaj skuteczne. Wyciągnięcie po dziewięciu latach tamtego, wyrwanego z kontekstu i okrojonego, filmiku przez propagandę tzw. dobrej zmiany i zagranie nim na patriotycznych strunach powstańczych wypada uznać przede wszystkim za dowód bezradności. Sondaże są bowiem dla Patryka Jakiego brutalne — najważniejszy w Polsce ratusz warszawski wciąż ma za wysokie dla niego progi…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Prekampania nie ma żadnych zasad