Premier dementuje kataster

JK
opublikowano: 26-06-2007, 00:00

Nie zamierzamy w tej chwili wprowadzać podatku katastralnego — powiedział premier Jarosław Kaczyński.

Nie zamierzamy w tej chwili wprowadzać podatku katastralnego — powiedział premier Jarosław Kaczyński.

Wczorajsza „Rzeczpospolita” doniosła, że ekstrapodatek dla najbogatszych to podatek katastralny oraz że minister finansów dostała polecenie od premiera przygotowania odpowiedniej ustawy. Wpływy z tego podatku miałyby zostać przeznaczone na podwyżki dla pielęgniarek. Premier Jarosław Kaczyński zaprzeczył jednak tym informacjom.

— Podatek wraca prawdopodobnie w związku z problemem podatków dla najbogatszych. Jest on dziś przedwczesny, bo mamy zbyt ubogie społeczeństwo, więc byłby fikcją albo doprowadziłby do wywłaszczenia wielu ubogich, którzy mają jakieś nieruchomości. Nie mamy zamiaru w tej chwili wprowadzać tego podatku — mówi premier.

Prace nad podatkiem katastralnym, liczonym od wartości nieruchomości, rozpoczął w Polsce w 1993 r. prof. Witold Modzelewski, ówczesny wiceminister finansów.

— W resorcie powstały nawet odpowiednie projekty. Kataster jako ewidencja wszystkich nieruchomości, czyli gruntów i budynków, jest niezbędny, i to niekoniecznie dla celów podatkowych. Ewidencja ułatwiłaby inwestycje i zwiększyła jawność obrotu gospodarczego — mówi prof. Modzelewski.

Sęk w tym, że żadna ekipa rządowa nie odważyła się na taki podatek z przyczyn politycznych. Także rząd Kaczyńskiego nie zaryzykuje.

— Nie należy stwarzać poczucia zagrożenia, np. dla emerytów — mówi premier.

W 2003 r. rząd opracował nawet biznesplan katastru. Koszt jego budowy oszacowano na 2,6 mld zł. Miał ruszyć od początku 2006 r. Na jego budowę wydano już około 0,5 mld zł. System nie ruszył z powodu silnych obaw w społeczeństwie, że posłuży do pobierania dużo wyższych podatków. Na przykład przy 1-procentowej stawce od mieszkania wartego 5 mln zł trzeba by rocznie płacić 50 tys. zł, czyli ponad 4 tys. zł miesięcznie.

— Podatek katastralny jest niesprawiedliwy, gdyż taki sam podatek płaciliby ludzie bogaci i np. emeryci. Ponadto spowodowałby spadek atrakcyjności inwestycji w nieruchomości, a tym samym spowolniłby gospodarkę — uważa Aleksander Kot, doradca podatkowy z Deloitte.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu