Premier kupił trochę czasu

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-11-21 00:00

Oczekiwana przez klasę polityczną z napięciem rekonstrukcja rządu była w sejmowych kuluarach tytułowana skrótowo „reksią”.

Wczoraj premier Donald Tusk wreszcie ogłosił jej szczegóły. Przekładając jego słowną żonglerkę na konkrety: woźnica rządowych sań wysadził z nich siedmioro pasażerów, w tym głównego pomocnika, a zabrał sześcioro, bo jedna z pasażerek zajęła szersze siedzenie z przodu. Lejcowy liczy, że konie to odczują i pociągną zaprzęg z większą energią.

Propagandowo daje się uzasadnić każdą decyzję, również przeciwną uzasadnianej żarliwie tak niedawno. Przykładem może być obsada kluczowego stanowiska ministra finansów (czytaj obok). Jacek Rostowski zaczynał jako bezpartyjny fachowiec, ale stopniowo wsiąkał w politykę — w nowej kadencji został posłem, a w lutym br. dodatkowo wicepremierem. Donald Tusk zawsze argumentował, że mocna pozycja polityczna właśnie tego ministra służy stabilizacji budżetu i sektora finansów publicznych. Cała ta teoria trafiła wczoraj do kosza, nowy szef resortu jest fachowcem, ale politycznie nikim i premier będzie musiał od pierwszych dni zasłaniać go własną piersią. Jeszcze bardziej zdumiewa teza o efektywniejszym wykorzystaniu unijnych pieniędzy dzięki wchłonięciu ministerstwa Sławomira Nowaka przez awansowaną Elżbietę Bieńkowską (czytaj na str. 4). Przecież gdyby nie bezmyślna zabawa zegarkami — wierny zausznik premiera nigdy by nie odszedł, jego urząd trwałby niczym opoka, a wymyślona od ręki teoria nigdy by Donaldowi Tuskowi nawet nie zaświtała.

Zgodnie z ustawą z roku 1996, ministerstwa rozwiązuje i tworzy szybkimi rozporządzeniami sam rząd. Ustabilizowane ustawowo są natomiast działy administracji rządowej, obecnie w liczbie 34. Premier może je zestawiać w ministerstwa niczym klocki. Dlatego można sobie wyobrazić np. Ministerstwo Rodziny i Rybołówstwa. Zestawienie absurdalne? Oczywiście, ale w realu istniały i obecnie istnieją podobnie niedorzeczne — choćby Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji. Najbardziej szkodliwy dla sprawnego zarządzania państwem jest proceder dopasowywania struktur do aktualnej konfiguracji personalnej. Pod tym względem Donald Tusk niczym nie różni się od poprzedników.

Aktem kadrowej rozpaczy premiera jest wyrwanie do rządu dwojga bardzo pożytecznych posłów PO z Parlamentu Europejskiego (PE). To określenie jak najbardziej zasadne. Za pół roku Lena Kolarska- -Bobińska i Rafał Trzaskowski ponownie by kandydowali, co zawsze niesie niepewność, ale mieliby ogromne szanse na reelekcję. Zwłaszcza nagłe ściągnięcie Rafała Trzaskowskiego (czytaj na str. 5) jest strasznym wręcz osłabieniem polskiej ekipy w Strasburgu i Brukseli. Wśród 51-osobowej reprezentacji należał on do pierwszej piątki najlepiej rozumiejących mechanizmy zakulisowych gierek. Rzucę dwa przykłady jego osobistego dorobku: utrącenie już we wstępnej fazie pomysłu utworzenia w PE odrębnej komisji dla Eurolandu oraz skuteczne dopilnowanie, by w kadencji 2014-19 Polska utrzymała 51 mandatów — a jeden mogliśmy stracić. To bardzo źle, że doraźne potrzeby wizerunkowe premiera w kraju okazują się ważniejsze od obiektywnych interesów Polski w instytucjach UE.