Premier rozmnożył gospodarcze resorty

opublikowano: 09-01-2018, 22:00

Okrojony resort infrastruktury, dwa nowe ministerstwa rozwoju i ludzie Morawieckiego na kluczowych gospodarczych stanowiskach

Po wielu miesiącach zapowiedzi, przymiarek, spekulacji, kto odejdzie, a kto zostanie, jest wreszcie drugi rząd PiS w tej kadencji Sejmu. To nie była rekonstrukcja ani nawet wietrzenie Rady Ministrów, ale prawdziwy przeciąg, który wywrócił do góry nogami gabinet odziedziczony przez Mateusza Morawieckiego po Beacie Szydło. Wygląda na to, że premier osiągnął maksimum tego, co było do osiągnięcia. Z rządu odeszli kontrowersyjni ministrowie: Antoni Macierewicz (obrona), Jan Szyszko (środowisko), Konstanty Radziwiłł (zdrowie), Witold Waszczykowski (sprawy zagraniczne), którzy albo nie grzeszyli kompetencjami, albo byli niesterowalni, albo stanowili polityczny balast w rozmowach z Brukselą czy protestującymi lekarzami.

Mateusz Morawiecki obsadził resorty gospodarcze swoimi współpracownikami. Jerzy Kwieciński był jego pierwszym zastępcą w resorcie rozwoju. Jadwiga Emilewicz była podsekretarzem w tym ministerstwie. Teresa Czerwińska odpowiadała za opracowanie budżetu w Ministerstwie Finansów.
Zobacz więcej

SWOI LUDZIE:

Mateusz Morawiecki obsadził resorty gospodarcze swoimi współpracownikami. Jerzy Kwieciński był jego pierwszym zastępcą w resorcie rozwoju. Jadwiga Emilewicz była podsekretarzem w tym ministerstwie. Teresa Czerwińska odpowiadała za opracowanie budżetu w Ministerstwie Finansów. Marek Wiśniewski

— W rządzie nadal są ministrowie, nad którymi premierowi trudno będzie zapanować, jak Mariusz Błaszczak, przesunięty z resortu spraw wewnętrznych do obrony, oraz Joachim Brudziński, nowy, silny człowiek w rządzie, który przejął MSWiA, ale równocześnie są to osoby lojalne wobec Jarosława Kaczyńskiego, prezesa PiS, który całej rekonstrukcji i premierowi patronuje — mówi nam polityk partii rządzącej.

Cyfryzacja zostaje

Sporo zaskoczenie, jeśli chodzi o resorty gospodarcze. Początkowo nie było jasne, jaki los czeka Ministerstwo Cyfryzacji, którego szefowa, Anna Streżyńska, zgodnie z oczekiwaniami została zdymisjonowana. Pojawiły się pogłoski, że cały resort zostanie zlikwidowany i rozparcelowany po innych ministerstwach. Później okazało się, że kierownictwo czasowo bezpośrednio sprawuje premier i w ciągu kilku dni poznamy nowego kierownika resortu.

Pewne zamieszanie wywołała również obecność na uroczystości zaprzysiężenia w Pałacu Prezydenckim Andrzeja Adamczyka, ministra infrastruktury i budownictwa, który był w gronie ministrów najczęściej typowanych do dymisji ze względu na opóźnienia we wdrażaniu programu Mieszkanie +. Jak się okazało, prezydent wręczył mu dymisję ze stanowiska ministra infrastruktury i budownictwa i… wręczył nominację na stanowisko ministra infrastruktury. Zmiana nazwy resortu nie oddaje, jak okrojone mogą zostać kompetencje Andrzeja Adamczyka, spod których, jak wynika z naszych informacji, może być „wyjęty” program Mieszkanie+, Poczta Polska i kolej.

— Obecnie podlegają one bezpośrednio kancelarii premiera. Wkrótce zostanie powołana osoba odpowiedzialna za te kwestie — mówi jeden z naszych rozmówców z otoczenia premiera.

Rozmontowane imperium

Mateusz Morawiecki zupełnie na nowo poukładał resorty, za które odpowiadał jako wicepremier, kiedy był równocześnie ministrem rozwoju i finansów. Obydwa ministerstwa będą teraz działać bez spajającej je osoby ministra. Dodatkowo na bazie resortu rozwoju powstały Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii oraz Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju. Na czele pierwszego z nich stanęła Jadwiga Emilewicz, a drugim pokieruje Jerzy Kwieciński. Obydwoje byli wcześniej wiceministrami rozwoju.

Tekę ministra finansów objęła Teresa Czerwińska, podsekretarz stanu w tym resorcie. Nie wiadomo jednak, jaki będzie zakres kompetencji dwóch nowych ministerstw. Początkowo wydawało się, że Jadwiga Emilewicz przejmie zadania resortu cyfryzacji, a pod skrzydła resortu Jerzego Kwiecińskiego trafi budownictwo i kolej. Poczekajmy jednak na rozporządzenia Rady Ministrów (czyt. komentarz Jacka Zalewskiego).

— Są to raczej ministrowie techniczni, bez zaplecza politycznego, bo pozycja Jadwigi Emilewicz, która należy do partii Jarosława Gowina, nie jest silna. Oznacza to, że sprawy gospodarcze będą pod pełną kontrolą premiera Morawieckiego — twierdzi jeden z naszych rozmówcy, pytany, czy parcelacja kluczowych resortów gospodarczych nie zakłóci dobrej współpracy między ministerstwami finansów i rozwoju. W rządzie nie ma wicepremiera od spraw gospodarczych, co było standardem w poprzednich gabinetach, co jednak wynika z faktu, że dopiero po raz drugi na czele Rady Ministrów stoi premier, który zna się na gospodarce. Pierwszym był Marek Belka, były premier i minister finansów, który uważa, że zakończenie unii personalnej jest dobrym rozwiązaniem.

— Była jakaś sztuczność w tym tworze. Nie wierzę, że gospodarka i finanse mogą być w ręku jednego człowieka. Zdrowe jest, gdy te dwa, często różne punkty widzenia ścierają się na forum rządu. Jeśli ktoś jest jednocześnie ministrem gospodarki i finansów, to tak naprawdę jest ministrem finansów. Ministerstwo Finansów jest specyficznym urzędem, którego horyzont planistyczny jest krótszy niż rok, dysponuje potężnymi instrumentami, poddawane jest ogromnej presji. Właściwe jest, jeśli budżet i gospodarka są rozdzielone — stwierdza Marek Belka. Pozytywnie ocenia też nominacje w resortach gospodarczych, które uważa za mniej upolitycznione niż w przeszłości.

— Znam pana Kwiecińskiego z jak najlepszej strony. Słyszałem bardzo dużo dobrego o pani Emilewicz. Rząd Mateusza Morawieckiego nie jest kontynuacją rządu Beaty Szydło. A to jest duża zmiana — mówi premier Belka. Mateusz Szczurek, były minister finansów, również uważa, że rozdział ministerstwa finansów i gospodarki jest potrzebny.

— Co do zasady ich cele są inaczej zdefiniowane i szef rząd może wysłuchać opinii obydwu resortów, zanim podejmie decyzję. Jeśli istnieje jakiś superminister od gospodarki, znika możliwość konfrontacji stanowisk. Z punktu widzenia zarządczego nie jest to dobra sytuacja. Zupełnie oddzielną kwestią jest to, czy ministerstwa są jak samodzielne księstwa, oddzielone murem. Z mojego doświadczenia wynika, że wcale nie trzeba tworzyć superresortów czy unii personalnych, żeby współpraca między ministrem gospodarki i finansów układała się dobrze. Co równocześnie nie oznacza, że nie występują między nimi różnice. Z punktu widzenia procesu legislacyjnego, jakości tworzonego prawa, dobrze jest, jeśli pomysły różnych resortów są podawane ocenie innych ministerstw — mówi Mateusz Szczurek.

Przedstawiciele rynku są bardziej wstrzemięźliwi w ocenach decyzji o powrocie do rozdziału ministerstw. Małgorzata Krzysztoszek z Konfederacji Lewiatan bardzo dobrze ocenia prace nad dwoma ustawami innowacyjnymi, które procedowane były w trójkącie: resort nauki, rozwoju i finansów. — Wszystko zależy od ludzi, to oczywiste. Niemniej Ministerstwo Finansów ma to do siebie, że jeśli coś ma zapisane ustawowo, to odczytuje wprost wskazania. Unia personalna skłaniała je do łagodniejszej interpretacji zapisów — mówi Małgorzata Krzysztoszek.

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP, ma nadzieję, że za sprawy gospodarcze nadal odpowiadać będzie Mateusz Morawiecki, pomimo nowych obowiązków związanych z funkcją premiera.

— Szefami resortów zostali jego dotychczasowi zastępcy. Jak rozumiem, kluczowa dla Mateusza Morawieckiego będzie teraz realizacja Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju — mówi Andrzej Malinowski. Współpracownicy premiera z resortów rozwoju i finansów są spokojni, że szef rządu nadal będzie trzymać rękę na pulsie spraw gospodarczych, czego najlepszym wyrazem są mejle, jakie w stosunkowo drobnych kwestiach regulacyjnych słał do urzędników tuż po północy 1 stycznia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Premier rozmnożył gospodarcze resorty