Głosy o odwołaniu Bronisława Wildsteina pojawiały się, odkąd objął prezesurę TVP. Teraz jego przeciwnicy mogą zablokować reformę.
Bronisław Wildstein został prezesem Telewizji Polskiej (TVP) w maju 2006 r., po wizycie u Jarosława Kaczyńskiego, szefa Prawa i Sprawiedliwości. Praktycznie od razu pojawiły się głosy polityków o jego odwołaniu — na przemian krytykowali go Andrzej Lepper i Roman Giertych. Sytuacji nie ułatwia obsada zarządu i rady nadzorczej telewizji, przeprowadzona ściśle według parytetów partyjnych. Bardzo długo trwały ostre też tarcia w zarządzie, ostatnio sytuacja wydaje się trochę uspokajać.
Nie uspokoiła się natomiast sytuacja wokół osoby Bronisława Wildsteina — w ubiegłym tygodniu, po powołaniu Sławomira Skrzypka na prezesa NBP, głośno było o handlu między LPR a PiS, które w zamian za poparcie jego kandydatury zażądało jednego miejsca w radzie nadzorczej TVP, odbierającego PiS większość w radzie.
— Wszyscy od lat mówią, że w TVP jest przerost zatrudnienia. Trzeba spróbować się z tym zmierzyć. Ostatni wybór dwóch członków rady nadzorczej TVP może jednak zablokować zmiany restrukturyzacyjne — mówi Wojciech Dziomdziora, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.