Prezes walczy o przetrwanie

Maria Trepińska
opublikowano: 2005-01-26 00:00

Pochwalić się sukcesami i w ten sposób wywrzeć presję na ministrach. Taką strategię obrał prezes Koksowni Przyjaźń.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że 31 stycznia na zgromadzeniu udziałowców Koksowni Przyjaźń (KP) zostanie odwołany Andrzej Kołacz, prezes spółki. Nie jest więc zaskoczeniem, że walczy o zachowanie fotela. Dlatego wczoraj zwołał konferencję. Jej cel i termin nie jest przypadkowy. Prezes pochwalił się wynikami finansowymi za ubiegły rok. Spółka zarobiła 646 mln zł. Przedstawił też strategię spółki na lata 2005-16. Zakłada ona gigantyczne inwestycje — rzędu 2,2 mld zł. Rzecz w tym, że dopiero 31 stycznia udziałowcy zapoznają się z tym planem i wcale nie jest pewne, czy go zaakceptują (na walnym w listopadzie 2004 r. propozycje prezesa zostały odrzucone). Decydujący głos na zgromadzeniu będzie należał do Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW), która posiada 46 proc. udziałów w koksowni, i PKP — 37 proc. (czyli w praktyce do resortów gospodarki i skarbu).

— O tym, kogo dotyczyć będą zmiany w zarządzie i czy w ogóle będą, zdecydują udziałowcy — mówi Andrzej Kołacz.

— Właściciele spółki są zdeterminowani, aby dokonać zmian. Prezes nie realizuje ich strategii — mówi nasz rozmówca.

Wczoraj prezes dostarczył im kolejnych argumentów.

— PKP nie ukrywają, że nie po drodze im z koksownią. Mogą oczekiwać dywidendy, a potem wyjść ze spółki — mówi szef KP.

Dodaje, że współpraca z JSW, która dostarcza węgiel do produkcji koksu, jest dobra. Z drugiej strony, w ubiegłym roku koksownia importowała węgiel z Czech.

Prezes KP miał też inną koncepcję utworzenia grupy węglowo-koksowej niż przyjęta przez Radę Ministrów. Proponował powołanie koncernu, a nie holdingu, w którym decydujący pakiet posiadałaby JSW.

Możesz zainteresować się również: