Prezydent wyważa otwarte drzwi

Jarosław Królak
opublikowano: 08-02-2010, 00:00

Szykuje się polityczny spór o pełnię władzy dla inspekcji pracy, która może wszystko, a chce jeszcze więcej.

Przedsiębiorcy krytykują pomysł głowy państwa

Szykuje się polityczny spór o pełnię władzy dla inspekcji pracy, która może wszystko, a chce jeszcze więcej.

Przedstawiciele organizacji pracodawców protestują przeciwko prezydenckiemu projektowi wyłączenia Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) spod ograniczeń kontroli zawartych w ustawie o swobodzie gospodarczej. Pisaliśmy o tym w piątkowym "PB". Prezydentowi zależy na rozszerzeniu kontroli BHP w firmach.

— Przecież w sytuacjach zagrożenia zdrowia lub życia pracowników ustawowe ograniczenia kontroli nie dotyczą inspekcji pracy. Projekt prezydencki wynika chyba z nieznajomości przepisów — mówi Katarzyna Urbańska, szefowa departamentu prawnego PKPP Lewiatan.

Kancelaria Prezydenta ma inne zdanie.

— Inspekcja pracy oraz nadzór górniczy alarmują, że obecne przepisy nie pozwalają na skuteczne ujawnianie łamania prawa w przedsiębiorstwach, szczególnie w zakresie BHP — twierdzi Andrzej Duda, minister w Kancelarii Prezydenta RP.

PIP potwierdza, że może prawie wszystko, ale chce móc jeszcze więcej.

Państwo w państwie

W czwartek prezydent poinformował, że skierował do Sejmu projekt, którego celem jest całkowite wyjęcie inspekcji pracy spod ograniczeń liczby i czasu trwania kontroli. Nie podoba mu się konieczność zapowiadania o planowanej kontroli z 7-dniowym wyprzedzeniem oraz ograniczenia czasu ich trwania.

— Wyjątki od ograniczeń kontroli PIP są martwe. Jeżeli nawet inspekcja na skutek donosu zjawi się pod bramą zakładu, nie jest wpuszczana, gdy kierownictwo twierdzi, że żadnego zagrożenia nie ma. Jak ma więc skontrolować i wyeliminować zagrożenie? — pyta minister Duda.

Adam Ambrozik, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich, twierdzi, że prawo nie blokuje inspektorów.

— Na gruncie przepisów ustawy o swobodzie gospodarczej PIP jest wyłączona spod ograniczeń. Ponadto przyjęte przez Polskę konwencje Międzynarodowej Organizacji Pracy pozwalają inspekcji na wejście do przedsiębiorstwa o każdej porze dnia i nocy. Jesteśmy przeciwni temu projektowi — mówi Adam Ambrozik.

— To prawda, że możemy wejść o każdej porze dnia i nocy, ale tylko do zakładów przemysłowych i handlowych. Takich możliwości nie mamy w przypadku firm wykonujących usługi. Jednak w razie oporu możemy rozpocząć kontrole z pomocą policji —tłumaczy Marian Liwo, zastępca szefa PIP.

Jeżeli prezydencki projekt wynika z troski o bezpieczeństwo pracowników zakładów przemysłowych i górniczych, to jaki jest jego sens, skoro sama PIP potwierdza, że może do nich wchodzić, kiedy chce?

— Słyszeliśmy o firmach, które zajmują się gromadzeniem odpowiedniego sprzętu i przerzucaniem go do zakładu, gdzie zapowiedziano kontrolę PIP. Inspektorzy przychodzą i niczego nie wykrywają. Później sprzęt wyjeżdża, a nieprawidłowości są nadal — mówi minister Andrzej Duda.

— Tak się zdarza. Nasze kontrole, aby były skuteczne, muszą być szybkie i niezapowiadane. Gdy zakład o niej wie, łatwo nieprawidłowości zatuszuje — mówi Marian Liwo.

Zwykła polityka

Adam Szejnfeld, były wiceminister gospodarki (autor przepisów o ograniczeniu kontroli), załamuje ręce.

— Argumenty prezydenta są nieprawdziwe. Obecne przepisy pozwalają na szybkie i skuteczne reagowanie inspekcji. To, co chce osiągnąć prezydent nowelizacją, już dziś obowiązuje. Uważam, że to zwykłe działanie polityczne w ramach kampanii przedwyborczej. Będę namawiał kluby koalicyjne do odrzucenia tego bezsensownego projektu — zapowiada Adam Szejnfeld.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu