Prezydenta USA wybierze rynek ropy

Po wtorkowych prawyborach niemal pewny nominacji prezydenckiej z ramienia partii republikańskiej może być były finansista Mitt Romney

Kampania przed październikowym bojem o fotel prezydenta USA wkracza w nowy etap. We wtorek Mitt Romney pewnie zwyciężył we wszystkich trzech stanach, gdzie odbywały się prawybory.

Wyszedł górą z rywalizacji z konserwatystą obyczajowym Rickiem Santorumem w niezbyt przychylnym mu przemysłowym stanie Wisconsin.

Według wstępnych wyników pokonał najgroźniejszego rywala w stosunku 42 do 38 proc. W stanie Maryland różnica między kandydatami wyniosła 20 pkt proc., a w Waszyngtonie Rick Santorum nawet nie zdołał zarejestrować kandydatury. Mitt Romney zdobył tam 70 proc. głosów.

Decydujący cios

Dobra passa to w dużej części zasługa coraz szerszego przekonania, że to właśnie Mitt Romney ma największe spośród kolegów szanse w starciu z Barackiem Obamą.

Głosowało na niego aż 70 proc. wyborców, dla których to decydujący argument przy wyborze kandydata. Byłemu przedsiębiorcy z branży private equity coraz łatwiej przekonać do siebie grupy wyborców, które do tej pory sprzyjały jego rywalom. W Wisconsin zdobył ponad połowę głosów zwolenników antyestablishmentowej Tea Party.

Choć dysponuje fortuną wycenianą nawet na ćwierć miliarda dolarów, zdobywa poparcie republikańskich wyborców o niższym statusie majątkowym.

Nowy przeciwnik

Bliskie rozstrzygnięcie wewnątrzpartyjnego boju umożliwia republikańskiemu liderowi skoncentrowanie uwagi na prawdziwym przeciwniku, urzędującym prezydencie Baracku Obamie. Mitt Romney niemal zupełnie przestał zauważać obecność wewnątrzpartyjnych rywali i skupił się na krytyce posunięć demokratycznego prezydenta.

— Za jego prezydentury Ameryka była bez pracy — powiedział w czasie wiecu w Milwaukee.

Barack Obama nie pozostaje mu dłużny. Zwrócił uwagę, że rywal określił mianem „wspaniałego” projekt budżetu zawierający głębokie cięcia w wydatkach socjalnych i na państwową służbę zdrowia. Mimo to urzędujący prezydent nie ma ostatnio dobrej passy. Wszystkiemu winne bliskie rekordom notowania ropy naftowej.

Ropa wchodzi do kampanii

Ceny paliw na stacjach wzrosły w ciągu zaledwie miesiąca o 6 proc. Cierpią na tym amerykańscy konsumenci. Dużą częścią winy za drożyznę obarczają urzędującego prezydenta. Barack Obama nie radzi sobie z tym problemem zdaniem aż 68 proc. ankietowanych, którzy wzięli udział w badaniu przeprowadzonym przez agencję Reutera i ośrodek Ipsos.

— Ludzie się buntują, gdy każe im się płacić prawie 4 USD za galon. Pech urzędującego prezydenta polega na tym, że w tej sytuacji staje się naturalnym kozłem ofiarnym — ocenia Chris Jackson, odpowiedzialny za analizy w ośrodku Ipsos.

Jak podkreśla wielu komentatorów, ropa drożeje przez nadzwyczajne programy wsparcia gospodarki prowadzone przez Fed. Po dwóch etapach szeroko zakrojonego skupu obligacji amerykański bank przeprowadził operację Twist, mającą na celu obniżenie kosztu długoterminowego finansowania dla przedsiębiorstw. Kolejne nadzwyczajne środki zapowiadał jeszcze w styczniu.

Inwestorzy spekulowali, że Ben Bernanke chce w ten sposób pomóc w reelekcji urzędującego prezydenta. Rezerwa Federalna tylko formalnie jest niezależna od prezydenta i kongresu.

A szef Fedu może liczyć na drugą kadencję tylko w przypadku, gdyby ponownie wybrany został Barack Obama. Główni kandydaci republikańscy już zapowiedzieli, że nie wysuną jego kandydatury.

Fed zmienia front

Między innymi drożejąca ropa sprawia, że Fed spuszcza z tonu. Pokazały to opublikowane we wtorek stenogramy z marcowego posiedzenia komitetu odpowiedzialnego za kształt amerykańskiej polityki pieniężnej.

Jak z nich wynika, priorytetem dla Fedu będzie utrzymanie inflacji na obecnym poziomie. Dlatego na kolejny dodruk pieniądza zdecyduje się jedynie w sytuacji, gdyby gwałtownie pogorszyły się dane z amerykańskiej gospodarki.

— Większość członków nie uważa, by prognozy wzrostu gospodarczego na najbliższe trzy lata były zagrożone — wynika ze stenogramów. To zdanie oznacza, że w oczach inwestorów szanse na triumfalny powrót prasy drukarskiej pod szyldem Fedu momentalnie stopniały.

Najbardziej uzależnione od szczodrości banku ceny złota runęły w ciągu kilkunastu godzin o ponad 3 proc. Indeks szerokiego rynku amerykańskich spółek S&P500 stracił w dwa dni ponad 1,5 proc. O tyle samo dolar wzmocnił się wobec euro.

— Fala zwyżek na rynkach, która była głównie wynikiem wsparcia, jakie gospodarce zaoferowały Fed i Europejski Bank Centralny, dobiegła końca. Czas postawić na spółki defensywne — skomentował na Twitterze zarządzający funduszy hedgingowych Doug Kass.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Prezydenta USA wybierze rynek ropy