W większej części Europy czwartek był dniem świątecznym, ale niektóre giełdy działały. Obroty były niewielkie, ale optymizm nadal się utrzymywał. Nie wykluczam, że to już był początek gry pod obniżkę stóp. Być może korekta na euro też poprawiała nastroje. Dane makro z USA były zróżnicowane i dużego wpływu na rynki nie miały.
Dziś znowu na rynki dotrą ważne dane makro. Rano indeks nastroju konsumentów poda niemiecki instytut GFK (w poprzednim miesiącu wyniósł 3,9 pkt). Dowiemy się również, jakie było w kwietniu bezrobocie we Francji (prognoza: 9,3 proc.). Inwestorzy będą jednak czekali na dane z USA. Do 14.30 będziemy czekali na informacje, jak Amerykanie wydawali (prognoza: +0,1 proc.) i zarabiali (bez zmian) w kwietniu. Dobre dane o wydatkach zwiększą optymizm. Gorsze niekoniecznie wywołają wyprzedaż — chodzi o okres tuż po wojnie. Około 15.45 Uniwersytet Michigan poda swój indeks majowego nastroju (prognoza 93 pkt). To tylko weryfikacja danych z połowy miesiąca, ale znaczna poprawa pomoże rynkowi akcji. Wydaje się mało prawdopodobne, by było inaczej. W końcu o 16.00 na rynek dotrze indeks PMI Chicago (prognoza 49 pkt), sygnalizujący stan gospodarki w tym regionie. Przekroczenie 50 pkt przyjęte zostałoby z entuzjazmem. U nas o tej samej porze zostanie podany deficyt obrotów bieżących (uśredniona prognoza 295 mln euro). Jak zwykle najważniejsze jest, czy nadal rośnie eksport i czy import potwierdza trwanie ożywienia gospodarczego.
Na polskim rynku w czwartek nastąpiła próba przełamania szczytów, ale to nie może odbywać się za pomocą podciągania indeksu małymi transakcjami. Można go jedynie naruszyć. Bezruch z kilkoma spółkami (banki plus KGHM i PKN), na których jest wyraźne ożywienie, nie jest sygnałem mówiącym, że rynek przekonująco pokona ważne opory. Musi dynamicznie rosnąć obrót, a liczba spółek w grze musi być duża, by prawdopodobieństwo sensownego przełamania było bliskie jedności. Do tego potrzebna jest pomoc rynków zagranicznych i to niejednosesyjna. Zarządzający funduszami muszą uwierzyć, że wzrosty utrzymają się chociaż przez tydzień.
W krótkim terminie są jednak nadal szanse na wzrosty indeksów. Przecena TP SA powinna się kończyć. Agora nadal powinna sięgnąć 50,50 zł. KGHM otwiera nowy rozdział, a zakres wzrostu jest naprawdę duży. Pekao SA ma jeszcze trochę miejsca do minimalnego wzrostu wynikającego z formacji RGR. Zdaję sobie sprawę z tego, że na naszym rynku jest wyjątkowo dużo fałszywych sygnałów technicznych. Trudno jednak uwierzyć, że na wszystkich wymienionych spółkach są fałszywe sygnały. Dziś dopiero druga część sesji będzie miała istotne znaczenie. Chodzi oczywiście o dane makro z USA. One ustalą kierunek indeksów na całym świecie.
Niewiele można powiedzieć o środowej sesji w USA. Na początku przeważał optymizm jako prosta kontynuacja sesji wtorkowej. I praktycznie tylko to podtrzymywało lekki wzrost indeksów. Istotnych informacji ze spółek nie było, a dane makro były niejednoznaczne.
Mocno spadły zamówienia na dobra trwałego użytku, ale ponieważ to były dane kwietniowe, to inwestorzy mieli nadzieję, że spadek jest jeszcze wynikiem wojny z Irakiem. Bank of Tokyo-Mitsubishi i UBS Warburg oraz Instinet Redbook poinformowały, że w zeszłym tygodniu wyraźnie wzrosła sprzedaż detaliczna. To pomagało kursom detalistów. Nadal rosły również spółki mające coś wspólnego z budową domów czy ich wyposażeniem. To było jeszcze pokłosie wtorkowych danych z rynku nieruchomości.
Te dane to było jednak za mało, by nadal wyraźnie podnosić indeksy. Teraz rynek musi poczekać na kolejne informacje, które pokażą, czy po wojnie z Irakiem sytuacja w gospodarce rzeczywiście poprawia się tak mocno, by uzasadnić tę pseudohossę. Sesja nie miała znaczenia dla obrazu technicznego. Nie powstała formacja kończąca trend wzrostowy, ale pojawiły się sygnały ostrzegawcze.