Próba wywołania wyborczej hossy w Polsce może się udać

Piotr Kuczyński
03-09-2001, 00:00

Próba wywołania wyborczej hossy w Polsce może się udać

OFE dostały w sierpniu najwięcej pieniędzy od 5 miesięcy i ruszyły na zakupy. Jeśli zagranica uwierzy w hossę to może się do tego przyłączyć krótkoterminowy kapitał spekulacyjny.

Z Ameryki

Tydzień temu pisałem, że nie bardzo wierzę we wzrost zapoczątkowany informacjami z Cisco i danymi o sprzedaży nowych domów. Nie oczekiwałem jednak takiej deprecjacji indeksów w tak krótkim czasie.

Od początku tygodnia dane makro były wyjątkowo złe. Sprzedaż istniejących domów nie potwierdziła hossy na rynku nieruchomości. Indeks zaufania konsumentów mocno spadł, mimo oczekiwanego wzrostu. W piątek spadek podobnego indeksu Uniwersytetu Michigan potwierdził te dane. Wydawało się, wzrost PKB spowoduje wzrost optymizmu na rynku. Oczywiście, że wzrost PKB o wartość najniższą od 8 lat to żadne osiągnięcie. Jednak wydawało się, że skoro rynek czeka na gorszy wynik, a cała prasa była już przygotowana do pisania na pierwszych stronach o tym jak PKB spadł i o tym, że idzie recesja to ten wynik będzie sukcesem. To, co się stało świadczy o olbrzymiej słabości rynku.

Zły nastrój stał się jeszcze gorszy po danych wydatkach Amerykanów, które były gorsze od oczekiwań. To była mała różnica, ale w połączeniu z indeksem nastrojów daje obraz konsumenta, który niechętnie rozstaje się z pieniędzmi. Do tej pory na Wall Street panował consensus: amerykański konsument obroni gospodarkę przed recesją. A tymczasem po 7 obniżkach stóp konsumenci mają coraz gorsze nastroje. Nieco lepiej wyglądały dane o aktywności gospodarczej w rejonie Chicago i, to że wzrosły zamówienia fabryczne (oczekiwano spadku). To jednak stanowczo za mało.

Zadłużeni

Można sobie postawić pytanie, dlaczego nie widać poprawy w gospodarce skoro od dawna wiadomo, że następuje po około 6 miesiącach od obniżek stóp? Ta zasada wydaje się obecnie nie działać. Jednym z powodów jest poziom zadłużenia społeczeństwa. Nie ma znaczenia czy to jest zadłużenie konsumentów czy firm. Od dawna pisałem o tym, że poziom tego zadłużenia jest olbrzymi. Wszyscy analitycy to wiedzą, ale teraz dopiero zaczynają wyciągać wnioski. W 2000 roku firmy zadłużyły się prawie o 2 razy więcej niż w 1995 roku, a poziom ich zadłużenia jest rekordowo wysoki i wynosi 85% PKB. W warunkach recesji w sektorze produkcyjnym, kiedy spółki są tak bardzo zadłużone banki po prostu niechętnie udzielają nowych kredytów, ponieważ jest to coraz bardziej ryzykowne. I niewiele tu zmieniają obniżki stóp. Gospodarka amerykańska rosła ostro właśnie dzięki łatwym i tanim kredytom. Teraz kredyt tanieje, ale wcale nie jest łatwy. Zaczynają sobie z tego zdawać sprawę pożyczkobiorcy, którzy często zaciągali nowy kredyt, żeby spłacić stary. Teraz, kiedy zaczynają występować trudności z udzielaniem kredytów Amerykanie muszą ostro kontrolować wydatki. Nie jest wykluczone, że sygnałem takiego podejścia są ostatnie dane (mimo, że ulegające dużej zmianie z miesiąca na miesiąc) o wartości kredytów konsumenckich, które pokazały spadek, a nie oczekiwany, duży wzrost.

Spadające indeksy giełdowe pogarszają sytuację zmniejszając „efekt bogactwa“ i utrudniając zaciąganie kredytów. Wpływ zysków z tego tytułu kolejny raz podkreślił A.Greenspan na swoim wystąpieniu w piątek. Może się okazać, że powstało sprzężenie zwrotne. Indeksy spadają bo obniża się poziom zaufania, poziom zaufania obniża się bo akcje tracą na wartości, a z kredytami jest coraz trudniej – to wpływa na konsumpcję i wydatki inwestycyjne, gospodarka nie może z tego powodu ruszyć do góry, zyski spadają i spadają indeksy giełdowe .... Bardzo mocna pętla sprzężenia zwrotnego.

Poza tym nie do końca prawdą jest to, że rynek zawsze dyskontuje przyszłość. Fakt, jeśli ta przyszłość jest stosunkowo blisko i dane makro zdają się prognozy potwierdzać. Normalnie inwestorzy patrzą jedynie o kilka sesji do przodu i poruszają się zgodnie z trendem. Jeśli przed rynkami są jeszcze ostrzeżenia spółek to nie bardzo widzę możliwość zajmowania pozycji przed poprawą sytuacji w gospodarce, która może nastąpić za 3, a może i za 6 miesięcy.

Zagrożenia

W tym tygodniu każdy dzień niesie jakieś dane. Wtorek to indeks NAPM (aktywność gospodarcza), środa wydajność pracy, czwartek NAPM w sektorze usług. Najmocniejszy jest piątek z danymi o bezrobociu i płacach. Każdy z tych raportów może mieć duży wpływ na rynek. Największą uwagę inwestorzy skupią na danych o bezrobociu.

W tym tygodniu DJIA definitywnie pokonał 10.170 pkt. Teraz to jest opór. Z trójkąta lub z równości fal wynika, że spadek powinien sięgnąć przynajmniej poziomu 9400 – 9700 pkt. Powinniśmy więc mieć do czynienia z testowaniem dna. Nie jest oczywiści wykluczone, że przedtem indeks wykona ruch powrotny w kierunku 10.170 pkt. NASDAQ ma teraz wsparcie na 1750 pkt, a opór na 1830 pkt. Wydaje się, ze test dołka na 1650 pkt. będzie konieczny. TRIN podtrzymuje sygnał sprzedaży.

Ten, krótki tydzień, jest początkiem okresu ostrzeżeń o wynikach spółek. To największe zagrożenie. Nawet dane makro nie są tak groźne. Nie widzę możliwości zmiany trendu na giełdach amerykańskich w bliskim okresie.

Z Polski

Mimo kiepskiego zachowania giełd amerykańskich nasz rynek nie osunął się – wręcz lekko wzrósł. Śmiesznie małe obroty pokazują, że nie ma agresywnej podaży. Myślę, ze to oczekiwanie na wybory i próba wzrostu w reakcji na zmianę ekipy powodują wstrzymywanie się podaży. Poza tym OFE dostały w sierpniu najwięcej pieniędzy od 5 miesięcy. Jak narkoman po wstrzyknięciu „działki“ nabrały animuszu i ruszyły do selektywnych zakupów. Jeśli zagranica uwierzy w możliwość wywołania przedwyborczej hossy to może się do tego wzrostu przyłączyć bardzo krótkoterminowy kapitał spekulacyjny. Np. raport banku austriackiego RZB potwierdza, że oczekiwany jest wzrost rynku akcji przed wyborami. Takie pobudzenie rynku do wzrostu może się udać, ale jedynie wtedy, jeśli na świecie się uspokoi. Bywały okresy w historii naszej giełdy, kiedy rynek rósł, wbrew sytuacji na świecie, ale w momencie, kiedy temu światu grozi recesja nie bardzo można na to liczyć.

W tygodniu trwał serial budżetowy. Raportu komisji ds. budżetu potwierdził to, co rynek już prawie wiedział. Wielu ekonomistów i analityków lekceważyło założenia min. J.Bauca uważając je za jakąś grę wewnątrz obozu (jeszcze) rządzącego. Teraz takiego komfortu już nie ma. Znalezienie 50 mld zł. wydaje mi się mrzonką. Bardziej długofalowo myślący zarządzający funduszami i inni inwestorzy będą zdawali sobie doskonale sprawę, ze dobrze się to skończyć nie może.

Premier J.Buzek dymisjonując J.Bauca zachował się jak dobry król każący ściąć złego urzędnika, żeby pokazać ludowi, jaki jest dobry i troskliwy. A przecież od początku tego roku ekonomiści i analitycy różnej opcji politycznej (między innymi i ja) mówili i pisali bez przerwy, że budżet na 2001 jest wirtualny, że nie ma szans na jego realizację. Ale premier mający do dyspozycji ekspertów, wszelakie służby, ministrów nic biedaczyna nie wiedział. Został zaskoczony. Odejść z klasą też trzeba umieć. Ministerstwo będzie prowadziła dalej pani H.Wasilewska-Trenker mająca bardzo dobrą opinię. Praktycznie nie ma to żadnego znaczenia. Więcej: to, co będzie robił ten rząd nie ma już żadnego znaczenia. Myślę, że niezależnie od opcji politycznej, olbrzymia większość zarówno ekonomistów jak i po prostu zwykłych obywateli chce jednego: zmiany. Wynikiem jest lekceważenie ruchów tego rządu, jego posunięć i pomysłów. Jednego możemy być pewni – sprawa projektu budżetu do października spadła z wokandy. Pani minister wyraźnie mówi, że przy pomocy ministrów postara się zdążyć, musi zdążyć do 30.09 z projektem budżetu. Ministrowie zaś z całą pewnością „pomogą“ jej tak, żeby przed 23.09 projekt nie ujrzał światła dziennego. Potem dopiero będzie nowelizacja (druga) obecnego budżetu i poprawki do projektu na 2002 rok. Być może do października od czasu do czasu coś będzie przeciekało z MF wywołując chwilowe emocje, ale po każdym takim przecieku rynek i tak dojdzie do wniosku, ze to nie ma najmniejszego znaczenia, bo dopiero nowy rząd będzie traktowany poważnie.

Hamowanie prywatyzacji

Wiesław Kaczmarek zapowiada wyraźnie zahamowanie prywatyzacji, które miałoby za cel jedynie wspomożenie budżetu (np. PZU, PKN czy KGHM). Twierdzi, że w tym roku uda się zrealizować jedynie 5 mld. To właśnie może doprowadzić do drugiej nowelizacji budżetu. Uważam zresztą, że o ile SLD-UP obejmie władzę, to w sposób miejmy nadzieję kontrolowany, pokaże wszystko w bardzo czarnych barwach. Dokona powtórnej nowelizacji budżetu, po to, żeby w przyszłym roku zmieścić się w granicach 40-45 mld. To powinno doprowadzić do osłabienia złotego – jeśli będzie kontrolowane to tylko pomoże gospodarce.

Złotówka trzymała się bardzo mocno i nie mogę wykluczyć, że tak będzie do wyborów. W tej chwili wsparciem jest 4,20/$. Przełamanie byłoby sygnałem sprzedaży. Jeśli chodzi relacje do euro to sytuacja jest niepewna ze względu na jego relacje do dolara. Jeśli euro pokona poziom 0,92 to szybko dojdzie do 0,96, a potem ruszy do 1,10. Gdyby jednak przełamało 0,90 to powstałby podwójny szczyt i możliwy jest duży spadek.

Na walutę powinny mieć wpływ oczekiwania, co do deficytu obrotów bieżących, wielkości prywatyzacji i oczekiwań na posunięcia RPP. Podany w piątek deficyt był rzeczywiście bardzo mały. Analitycy próbują to wyjaśnić na wszystkie możliwe sposoby. Wstrzymałbym się z mnożeniem interpretacji. Z RPP dochodzą bardzo różne głosy, jeśli chodzi o następne obniżki stóp. Mój ulubieniec B.Grabowski grozi wręcz podniesieniem stóp, jeśli zostanie rozluźniona polityka fiskalna. D.Rossati nie wyklucza następnych obniżek. Myślę, ze propozycja SLD-UP, żeby zmniejszyć ilość członków RPP jest niezbyt subtelnym naciskiem na Radę. Co prawda Sojuszowi nie chodzi wyłącznie o RPP, ale dla mnie to jest najważniejsze. Żeby zmniejszyć ilość członków rady trzeba zmienić ustawę, a wtedy można również ograniczyć niezależność Rady.

Analiza

W analizie technicznej indeks cenowy i WIG bez zmian. Opór na WIG to 14.400 pkt. WIG-20 wygląda całkiem nieźle. Zamkniecie okna bessy (1142) dałoby szansę ruchu nawet do 1200-1220 pkt. Pierwszy poważniejszy opór to 1162 pkt. Wsparcie to 1055 pkt. TRIN dał sygnał kupna.

Nie należy zapominać o tym, że oprócz zbliżających się wyborów mamy spekulacyjne gry na dużych spółkach (Elektrim, KGHM, TPSA, PKN). Spekulacje i plotki to jedno, ale jeśli spowodują wzrosty i techniczne wybicia, a sytuacja na świecie poprawi się choćby trochę to rzeczywiście możemy mieć do czynienia z poważniejszym wzrostem. Nie najeży jednak zapominać, że to tylko odbicie w rynku niedźwiedzia jak mocne by nie było i może się skończyć nawet w połowie dowolnej sesji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Próba wywołania wyborczej hossy w Polsce może się udać